Pokoje  • Szukaj  • Blog  • Zaloguj się

Trzeba iść z czasem, postępem, osiągnięciami... jak głoszono w reklamie proszku do prania Pollena 2000. Swoją drogą ciekawe, kto jest tak stary, by ją jeszcze pamiętać? ;)

Wracając do sprawy. Dzięki wytężonej pracy mojego nieocenionego webmastera (pozdrowienia dla Jenny) forum doświadczyło radykalnych zmian. Streszczają się one w wyodrębnieniu działów tematycznych, dzięki którym łatwiej będzie odnaleźć się w gąszczu rozmaitych problemów, które trawią nasze życie duchowe i zżerają umysł. Środowisko forum rozrasta się i choć nie osiągnęło jeszcze monstrualnych rozmiarów, to liczyć nas można już w setkach. Tak duże zainteresowanie cieszy i być może motywuje do wytężonej pracy... choć co do mojej osoby, to nie używałbym tak górnolotnych określeń ;)

Dziękując wszystkim za współtworzenie tej wirtualnej społeczności zapraszam do dzielenia się swoimi pytaniami, wątpliwościami, frustracjami i wiedzą - oczywiście w tym co dotyczy szeroko pojętego nauczania i życia Kościoła, czyli nas - uczniów Jezusa.

Wartą zauważenia nowością jest pokój Pomocy, w którym umieszczać możemy prośby o wsparcie modlitewne w konkretnych intencjach.

W miarę możliwości czasowych będę odpowiadał na pytania - zwłaszcza te, które dotyczą "mojej działki"

Zapraszam na nasze forum dyskusyjne!

x.Łukasz

Temat: Czy popełniłam grzech ciężki? Bardzo proszę o szybką odpowiedź!

Uporządkuj w/g daty dodania Uporządkuj w/g wątków

Szczęść Boże!
To znowu ja.:)
Jakiś czas temu zdechła mi kotka. Było to niedługo po tym, jak się okociła. Nie karmiła kotków - chyba nie miała mleka, kotki zdechły. Potem ponad tydzień nie chciała jeść, czasami tylko troszkę coś zjadła. Trochę żartem powiedziałam rodzicom, że ma depresję i trzeba z nią jechać do weterynarza. W piątek sobie gdzieś poszła i wróciła dopiero wieczorem.
W sobotę, też wieczorem, zorientowałam się, że naprawdę coś jest nie tak. Powiedziałam tacie, że trzeba z nią jechać do weterynarza. On powiedział, że jest już późno. Zrozumiałam przez to, że pojedziemy w niedzielę. Kiedy w niedzielę przyszliśmy z kościoła, zasugerowałam, że już powinniśmy jechać (do domu tego weterynarza). On powiedziała, że w poniedziałek, tłumacząc to, że ten weterynarz jest niemiły i może się wkurzyć, że zawracamy mu głowę w niedzielę. Nie rozumiałam, jak to, co powie weterynarz, czy się zdenerwuje, może być ważniejsze od życia mojej kotki.
Mieliśmy jechać w poniedziałek, jak tylko tata wróci z pracy. Niestety, gdy wrócił, kotka już nie żyła.
Czując ogromny żal, zaczęłam go obwiniać. Byłam wściekła, zrozpaczona chyba nawet chciałam mu trochę dokuczyć. Powiedziałam, że było na nią szkoda pieniędzy, bo była szara, ponieważ z białym kotem jechało się do weterynarza, jak nie jadł dwa dni.
On powiedział, że gdyby przyszła wcześniej to byśmy pojechali. Ja mu powiedziałam, że już dawno mu mówiłam, że trzeba z nią jechać do weterynarza. On powiedział, że myślał, że mówiłam to żartem. Chyba rzeczywiście trochę tak było - miał rację. Wiem, że moje słowa sprawiły mu ogromna przykrość.
Teraz czuję, że niesłusznie go tak oskarżyłam. Może rzeczywiście nie wypadało jechać wieczorem lub w niedzielę, a może stało jej się coś po okoceniu, i i tak nic nie dałoby się zrobić.
Po jakimś czasie, gdy emocje już całkiem opadły, powiedziałam mu, że wcale tak nie myślę. Jednak nie uwierzył i mam wrażenie, że też zaczął się trochę o to obwiniać. :(( Nie chcę, żeby myślał, że to jego wina, bo chyba raczej tak nie jest.
Później powiedziałam jeszcze mamie (właściwie to ona uwielbia białe koty), że jak mieliśmy małe, szare kotki, to je komuś dała, właśnie dlatego, że były szare, i teraz o ogóle nie będziemy mieć kotów. (Mieliśmy ich troszkę, ale w ostatnim czasie sporo ich straciłam. Jednego ktoś zajechał jakieś 2 tygodnie przed śmiercią tej kotki. To chyba właśnie były moje dwa ulubione koty, mimo iż ubóstwiam wszystkie. Mam wrażenie, że jej też sprawiłam tym spora przykrość.

Czy obwiniając ich tak, popełniłam grzech ciężki? :(

Kurcze, trochę się rozpisałam, jednak jeśli komuś w ogóle będzie się chciało to czytać i odpowie na moje pytanie, to będę bardzo wdzięczna.


Data dodania: 2014-07-07 13:27:24, autor: kotek14

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Stąd taki login? ;)
Przede wszystkim przykro mi z powodu straty zwierzaków. Jakie by nie były - białe czy szare - utrata przyjaciela boli, zwłaszcza gdy widzimy jego cierpienie i jesteśmy bezradni. Miałaś prawo do żalu i smutku, emocje wzięły górę i tyle. A jesteś jeszcze w takim wieku, że sama nie byłaś tego w stanie załatwić. Z tego, co piszesz jest już względnie ok. Moim zdaniem nie wracajcie już po prostu do tego. Życia kotom i tak nie zwrócicie, a po co teraz dodatkowo ranić siebie nawzajem. W takim przypadku najgorsze jest właśnie takie gdybanie, które tylko prowadzi do poczucia winy.
Grzech ciężki z pewnością to nie był. Czy był jakikolwiek, nie wiem. Jak czujesz, czy przekroczyłaś pewną granicę szacunku do rodziców, jakie były Twoje intencje. Tak jak napisałam, cała sytuacja i Twoje uczucia, na pewno stanowią tutaj aspekt łagodzący.
Pozdrawiam :)

Data dodania: 2014-07-07 15:38:01, autor: homine

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Bardzo dziękuję! :)
Czytając Twoją odpowiedź aż mi się łezka w oku zakręciła.
A login to zbieg okoliczności, po prostu nie miałam pomysłu.:)

Data dodania: 2014-07-07 17:19:34, autor: kotek14

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Trzymaj się :)

Data dodania: 2014-07-07 18:39:16, autor: homine

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

--- komentarz wykasowany ---

Data dodania: 2014-07-09 11:51:25, autor: lala

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Niedawno jakiś pan przyniósł mamie jakiegoś innego kotka, oczywiście białego. Wczoraj kotek się źle poczuł (nie jadł tylko jeden dzień i był słabszy, i otępiały bardziej niż zawsze).
Mama zapytała czy pojadę z tatą z nim do weterynarza, żeby go przytrzymać po drodze, bo ona nie mogła.
Z wielką ironią zapytałam "do weterynarza?!"
Później tata zapytał się dlaczego nie chcę jechać, oschłym tonem podałam jakiś głupi powód. Ostatecznie jednak pojechałam - po prostu było mi szkoda tego zwierzaczka, który nic nie zawinił. Ogólnie uważam, że ten pan go przyniósł za wcześnie, co prawda je już sam, ale jeszcze potrzebuje kotki, pewnie tęskni. Często wypominam to mamie. Nie jest to dla niej miłe, wręcz smutne. Tłumaczy mi, że u nas będzie miał lepiej, dokładnie lepsze jedzenie. Ja z kolei uważam, że dla niego ważniejsze byłoby, żeby była z nim jego mama.
Wracając do wczoraj później tata mi się zapytał, czy w końcu jedziemy? ja powiedziałam "no a co? ma zdechnąć?", to też było przepełnione ironią.
Na szczęście weterynarz chyba mu pomógł, już czuje się lepiej. Dzisiaj mamy jeszcze jechać na kontrolę.
Gdy wróciliśmy pomyślałam sobie, że mojej kotce też mógł pomóc. Popłakałam się. Gdy mama zobaczyła, że płaczę zapytała, co się stało. Cały czas podtrzymywałam, że nic, nie chciałam powiedzieć dlaczego. Mama coraz bardziej się dopytywała, w końcu powiedziałam hmm.. dokładnie nie pamiętam "daj mi spokój"?, "odczep się"? "odwal się"? coś z tych. Zrobiło się jej bardzo przykro. Uważałam jednak, że to będzie lepsze niż wyjawienie prawdziwego powodu płaczu. Miałam wtedy wrażenie, że mówiąc o prawdziwym powodzie płaczu sprawiłabym im większa przykrość niż tymi słowami.
Czy, mimo że nie powiedziałam, dlaczego płaczę, to całym swoim zachowaniem mogłam im to jakoś zasugerować, pokazać?
Mama wrażenie, że w tym przypadku moja odzywka do mamy nie była grzechem ciężkim, bo chciałam uniknąć, moim zdaniem, zła większego, prawda?

Czy gdziekolwiek widzicie tu grzech ciężki?

Przepraszam, że ciągle tak tu piszę, ale nie mam z kim o tym pogadać, a sama sobie chyba z tym nie radzę.


Data dodania: 2014-07-09 12:01:48, autor: kotek14

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ja nie widzę...daj sobie trochę czasu na pogodzenie się ze stratą kotki. Widocznie wszystko jest u Ciebie nadal bardzo świeże, nadal nie możesz tego zrozumieć, nadal masz żal. I pewnie nie zrozumiesz, ale z czasem będzie boleć mniej. Jednak spróbuj kontrolować mimo wszystko ten żal (dobrze, że jednak pojechałaś do weterynarza). Dziś jest on zrozumiały, ale nie może trwać wiecznie, bo w końcu zacznie niszczyć najbardziej nie kogo innego, jak tylko Ciebie. Piszę to już z własnego doświadczenia.


Data dodania: 2014-07-09 17:42:50, autor: homine

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Wczoraj ten kotek zdechł. Modliłam się tyle czasu i nic... Przez chwilę zaczęłam sobie zadawać pytanie "czy Bóg w ogóle istnieje?" Nie wiem czy całkiem udało mi się odrzucić tą myśl.. Nawet w piątek byłam w kościele w jego intencji, w niedzielę na różańcu fatimskim, chciałam też iść do spowiedzi, ale ksiądz nie spowiadał. No i oczywiści dużo się modliłam, ale może źle? Może gdybym poszła do spowiedzi w poniedziałek, tak jak chwilami myślałam, to by żył?
Mam już dosyć... :(((

Data dodania: 2014-07-15 11:07:46, autor: kotek14

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

To nie ma nic do rzeczy. Nieważne ile się modliłaś, bo to nie ilość stanowi o jakości naszej modlitwy, ale nasze serce. Ale i wtedy nie zawsze otrzymujemy to, o co prosimy. Tak po prostu jest, ale to nie znaczy, że Twoje modlitwy nie mają sensu. Nie na wszystkie nasze "dlaczego" znajdziemy odpowiedź, przynajmniej ja nie znajduję. Może najlepszą jest cierpienie Jezusa, z którym możemy połączyć nasze wlasne. Nie obwiniaj się. Gdyby ten kot miał żyć, pewnie by żył...Tak czy inaczej, Ty żyjesz. Nie zadręczaj się już.
Dużo sił życzę i pięknych wakacji :)))

Data dodania: 2014-07-19 15:15:26, autor: homine

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica