Pokoje  • Szukaj  • Blog  • Zaloguj się

Trzeba iść z czasem, postępem, osiągnięciami... jak głoszono w reklamie proszku do prania Pollena 2000. Swoją drogą ciekawe, kto jest tak stary, by ją jeszcze pamiętać? ;)

Wracając do sprawy. Dzięki wytężonej pracy mojego nieocenionego webmastera (pozdrowienia dla Jenny) forum doświadczyło radykalnych zmian. Streszczają się one w wyodrębnieniu działów tematycznych, dzięki którym łatwiej będzie odnaleźć się w gąszczu rozmaitych problemów, które trawią nasze życie duchowe i zżerają umysł. Środowisko forum rozrasta się i choć nie osiągnęło jeszcze monstrualnych rozmiarów, to liczyć nas można już w setkach. Tak duże zainteresowanie cieszy i być może motywuje do wytężonej pracy... choć co do mojej osoby, to nie używałbym tak górnolotnych określeń ;)

Dziękując wszystkim za współtworzenie tej wirtualnej społeczności zapraszam do dzielenia się swoimi pytaniami, wątpliwościami, frustracjami i wiedzą - oczywiście w tym co dotyczy szeroko pojętego nauczania i życia Kościoła, czyli nas - uczniów Jezusa.

Wartą zauważenia nowością jest pokój Pomocy, w którym umieszczać możemy prośby o wsparcie modlitewne w konkretnych intencjach.

W miarę możliwości czasowych będę odpowiadał na pytania - zwłaszcza te, które dotyczą "mojej działki"

Zapraszam na nasze forum dyskusyjne!

x.Łukasz

Temat: Czy dobrze to rozumiem? - już nic nie wiem

Uporządkuj w/g daty dodania Uporządkuj w/g wątków

Chyba trochę mi się pogorszyło z nerwicą natręctw itp.... Mam więc pytanie. Bo w sumie nie chciałam o nic pytać na forum, ale trudno mi sobie to samej ułożyć, a wstyd mi kolejny raz zawracać głowę księdzu. Więc pozawracam Wam, jeśli można :)

Chodzi o to, że często mam myśli, że nie ma dla mnie nadziei, że Bóg już nie dla mnie itp. W sumie nie chcę tych myśli, ale czasem im pozwalam, może dlatego, że się boję, że są prawdziwe, nie wiem sama.
Podam przykład. Oglądam Tv. Skaczę po kanałach i trafiam na prawosławną Mszę. Wierni przyjmują Eucharystię. Przychodzi mi do głowy myśl, że Komunia już nie jest dla mnie, że nie mam do niej prawa. I nie umiem sobie przypomnieć jak to było dalej z tymi myślami. Mam wrażenie, ze początkowo się nimi nie przejęłam,zignorowałam je, że były jakby w tle, a może je w głowie zatrzymałam. Mam wrażenie, że wiedziałam, że powinnam się od nich odciąć, ale tego przez krótką chwilę nie zrobiłam. To wszystko krótko trwało. Po chwili żałowałam, że pozwoliłam tej myśli być i się przestraszyłam. Do głowy mi przyszło, że weszłam w nią mając świadomość, że jest to grzech przeciw Duchowi Sw (wiem ,że błędna ta świadomość i że mam na tym punkcie obsesje) i pomyślałam, że skoro miałam taką świadomość to jestem winna tego grzechu. Nie mam pojęcia czy w chwili tej myśli miałam taką świadomość czy wyparłam to, że ją miałam. Wtedy włączyła mi się panika. Chcę sobie przypomnieć jak to było ale nie umiem. Podobna sytuacja zdarzyła się parę razy. Z jednej strony myślę, że ze strachu są te myśli, ale jednak pozwalałam im być, podtrzymywałam je. Fakt, że się celowo nie dołowałam i dodawałam sobie z premedytacją tych myśli. Ale je podtrzymuję, nie umiem się od nich odciąć. Po tej sytuacji próbuje się tłumaczyć nn, ale już nie wiem czy jej nie wykorzystuję by się usprawiedliwić. Te myśli są przez nn, ale jeśli weszłam w nie ze świadomością tego grzechu to taki mam? z jednej strony to okrutne. Ale z drugiej strony sumienie jest wykładnią grzechów i sumienia trzeba słuchać (analogicznie do sytuacji gdy ktoś uważa za grzech ciężki np. nie pójście Mszę w święto zniesione to ma grzech ciężki,gdy na nią nie pójdzie . Tylko czy ta zasada obowiązuje przy sumieniu skrupulantym? Bo z jednej strony sumienia trzeba słuchać. Ale z drugiej strony jestem w stanie uznać za grzech ciężki przejście na czerwonym świetle lub nie po pasach, nawet gdy jest środek nocy a ulice puste. Chciałabym sobie przypomnieć czy miałam tą świadomość w chwili tych myśli czy ze strachu przyszło to poczucie.
Po tej sytuacji chciałam to przemodlić, ale nie dałam rady. na drugi dzień chciałąm zrezygnować z Komunii, bo nie chciałam jej świętokradzko przyjąć, a nie wiedziałam jak ocenić tą sytuację. Krótko przed Mszą naszła mnie myśl, że to było ze strachu, że nn miałą w tym udział i że nie może to być grzech ciężki jęsli nawet tylko w 1% nerwica ograniczyła moją wolę. Dlatego też póki co Komunie przyjmuję. Teraz jakby łątwiej mi z tymi myślami. Przed wszystkim wiem, że nie są one grzechem przeciw Duchowi Sw. Daje radę się na nich nie skupiać, a jesli nawet się skupię to już nie boję się, że są one grzechem przeciwko Duchowi Świętemu,
Co myślicie o tej sytuacji? Mam grzech? Mam nadzieję, że coś z tego zrozumieliście ;)

Data dodania: 2017-08-23 22:13:13, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!
A gdzie tutaj grzech? Coś przyszło, Ty byłaś zajęta czymś innym, a Twoja choroba miała potrzebę analizy.

Dopóki nie powiesz wyraźnego tak tej myśli, to nie można mówić o grzechu, poza tym myślenie, że "się do Komunii nie ma prawa", jeśli nie jest wynikiem fałszywej pokory nie jest grzechem".

Bożego czasu!


Data dodania: 2017-08-23 22:33:22, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Na logikę wiem że nie ma tu grzechu. Ale mam obawę, że z tą świadomością weszłam w tą myśl i z tego powodu jest grzech, a nie umiem sobie tego przypomnieć.

Data dodania: 2017-08-24 19:49:15, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mam ostatnio bardzo podobnie, każde zdenerwowanie - nadciąga myśl bluźniercza. Wątpliwości, czy jest jeszcze nadzieja też zdarzają mi się dosyć często. Na innych forach można przeczytać, że wątpliwości w wierze w gruncie rzeczy nie są grzechem. Ja uważam to raczej za pokusę, która skłania do przyjęcia pewnego stylu życia. Nie wydaje mi się żebyśmy byli w stanie uciec kompletnie od tych myśli, bo utrzymanie skupienia przez całe dnie byłoby niezwykle trudne. Twoje natręctwa kojarzą Ci się z tymi konkretnymi grzechami podobnie jak mnie, ale jest to raczej paradoksalnie efekt chęci wyzbycia się tych myśli. Ja obawiam się, że osobiście mam za duże aspiracje. Życie jest raczej dążeniem do doskonałości niż jej osiągnięciem i próbowaniem utrzymania tego stanu, dlatego pewnie możemy wierzyć, że każdy żałowany grzech może zostać przebaczony. Nie jesteśmy na takim poziomie wiedzy by jedną sytuacją, jedną myślą wpłynąć na całe swoje życie. Bardziej liczy się ogólne nastawienie. Zauważ, że najprawdopodobniej odpowiadając na podobne problemy (jak ja teraz) masz prawdopodobnie racjonalne podejście, a jednak w Twojej sprawie
lęk co jakiś czas odbiera tę trzeźwość spojrzenia. Sam widzę to po sobie. Co do innej kwestii, myślę, że przy sumieniu skrupulatnym można czasem zrobić coś wbrew swojemu myśleniu, o ile nie jest to powszechnie uznane za grzech. Bardziej mogę być wdzięczny Bogu, kiedy sobie na coś pozwolę niż kiedy zmuszam się do postów, czy jakiś zachowań z powodu myśli, które miałem. Oczywiście koniec końców nie mogę tego powiedzieć za wszystkich, ale mam wrażenie, że potrzeby wstrzemięźliwości od czegoś (czy wrażenie, że jak coś się zrobi to jest grzech, bo sumienie tak podpowiada) mają charakter kompulsji (np. jak nie sprawdziłem drzwi 14 razy to zachoruję). Nie wiem czy się nie mylę, sam mam ogromne problemy z przestrzeganiem tego o czym tutaj piszę w swoim życiu, ale chyba logicznym byłoby uznać, że Bóg nie będzie traktował skrupulantów (i w ogóle wszystkich) jak urzędnik, ale jako Sprawiedliwy, ale przecież i Miłosierny Ojciec. Powodzenia! Sam postaram się też popracować nad sobą.

Data dodania: 2017-08-23 22:45:08, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

to prawda, przy ocenie samej siebie gubi mi się racjonalizm. często to widzę, ale obawa jest większa. Uczepiam się szczegółów, rzeczy, których nie pamiętam i stad większe wątpliwości. Mi jeden ksiądz owe analizy,, negatywne myślenie przyrównał do wspomnianego przez Ciebie sprawdzania drzwi - osoba, która spr drzwi, robi to kompulsywnie, nie ma w tym jej winy, nie panuje nad tym, podobnie jest z naszymi myślami i obawami, nie są one grzechem bo są wynikiem choroby. Staram sobie to powtarzać, ale czasem mam wrażenie, że się chorobą tłumaczę. Ale z drugiej strony nie mam złych chęci, staram się z tym walczyć itd. Bardzo bym chciała się pewnego dnia obudzić i odkryć, że to minęło, że jestem zdrowa i zdrowo na to wszystko patrzę.

Myślę, że te myśli faktycznie mogą wynikać z zbyt dużych aspiracji. Nie jestem pewna czy tak jest u mnie, ale na pewno dążenie do tej "doskonałości" (co u człowieka jest niemożliwe) powoduje, że skupiam się na grzechach, myślach itp zamiast na Jezusie. Chcę skupiać się na Bogu, ale teraz już nie umiem ot tak tego zrobić. Staram się więc jak umiem ignorować te myśli, bo wiele juz rozumiem, ale nie umiem zmienić tych myśli i tych obaw. Ale myślę, że początek choroby mógł się właśnie z tego wziąć. Może gdyby ktoś mną wtedy wstrząsnął i powiedział, że Bóg mnie kocha i nie ma dla Niego znaczenia, że zrobiłam to czy tamto bo On mnie kocha i zawsze będzie na mnie czekał z łaską przebaczenia, to może bym otrząsnęła się w porę i nad tym zapanowała. Niestety to przesunęło się do granicy strachu przed potępieniem, dlatego te myśli są tak straszne....

Data dodania: 2017-08-24 20:03:00, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!
A ja myślę, że tu trzeba więcej posłuszeństwa. Jeśli ksiądz mówi: "zostaw to, nie ma tu winy moralnej", to waszym obowiązkiem jest Go słuchać, nawet jeśli choroba mówi "NIE!". Trzeba być konsekwentnym, więc albo się leczę i to ignoruję albo będę dalej w tym grzebać. Jeśli już chcecie analizować, to wystarczy sprawdzić motyw działania "Czy chciałam/em kogoś skrzywdzić, zrobić coś złego?" Jeśli nie, to koniec tematu, można zgonić na chorobę, jeśli przychodzi natręctwo "może chciałam/em", to dalej zgonić na chorobę.

Bóg nie jest skrupulantem, można to zauważyć w Dzienniczku, gdzie Pan Jezus mówi, że "wszystko spełni (...)"
Jeśli ktoś chciałby być skrupulantem to trzeba powiedzieć, że i jakiś czyn niemoralny Bóg musi uczynić, no bo powiedział przecież "WSZYSTKO"... Tylko że normalna wierząca osoba wie, że chodzi o czyn zgodny z wolą Boga (prawy czyn).

Bóg jest normalny, bardzo swojski, bo przecież sam był człowiekiem. On zna problemy ludzi i nie jest Kimś zacofanym, że nie wie jak nerwica natręctw utrudnia życie. Dlatego zachęcam, aby modlić się do Najlepszego Psychiatry, Psychologa, Lekarza, bowiem tam to dopiero znajdziecie mądrość, poradę. Bóg, to nie ktoś z obrazka, jakiś wyimaginowany byt, tylko prawdziwa Osoba, która chcę być Najtroskliwszym, Najukochańszym Ojcem. Musisz się Kapturku wczuć trochę w rolę Boga, który naprawdę Cię kocha, chce Ci pomagać, błogosławić, mieć z Tobą prawdziwą relację, nie jakąś odklepaną modlitwę (bez wiary i miłości), tylko rozmowę wynikającą z miłości.

Bożego czasu i powrotu do zdrowia!






Data dodania: 2017-08-24 21:17:58, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję za Twoje zaangażowanie w tym dziale. Ja np. czasami mam chwile, kiedy zapominam o natręctwach i lęku, wtedy życie staje się znów przyjemne, ale boję się, że wtedy zapominam również o Bogu... Trudniej jest być wdzięcznym za otrzymane łaski niż prosić o nie Boga. Męczy mnie strach i natręctwa, ale boję się, że jeśli sobie pofolguję, to zatracę się w doczesności i utonę w grzechu. Doświadczyłem dowodów tego, że moja wiara jest warta więcej niż te natręctwa, otrzymałem łaski, o które prosiłem i chyba nie straciłem pokory, a jednak obawa pozostaje. Mam wrażenie, że nie będę umiał postawić Boga na pierwszym miejscu. Równocześnie trudno przyjąć te natręctwa jako krzyż, bo chyba można powiedzieć, że na dgłuższą metę nie wpływają pozytywnie na moją relację z Bogiem. Jakże wielkie to szczęście, że mimo wszystko wciąż trafiamy na ludzi, którzy chcą przeczytać nasze wyznania.


Data dodania: 2017-08-24 22:16:27, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Również jestem wdzięczna Tezelowi za jego zaangażowanie. Dziękuję Ci za wszystkie odpowiedzi. Wiele dobra tu czynisz. Dziękuję Ci :)

Data dodania: 2017-08-25 06:12:47, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Zamieszczam jeszcze jeden komentarz, bo może pozwoli mi to lepiej rozeznać kolejną nieprzyjemną myśl, a tak jak kiedyś pisałeś do kogoś innego, może warto to zamieścić na forum, może się komuś to przydać. Dzisiaj natknąłem się w telewizji na serial o nieodpowiedniej wg mnie nazwie i próbowałem szybko zmienić kanał, a że mi się to nie udało i w dodatku dwa razy przewróciłem na siebie talerz (chyba lepiej nie robić dwóch rzeczy na raz), to znowu dostałem frustracji i zacząłem asekuracyjnie kręcić głowa i mówić coś do Jezusa. Mogłem powstrzymać ten napad, ale
z jakiegoś powodu wywołałem obraźliwą myśl o Duchu Świętym (nie wiem, co chciałem sprawdzić, może naprawdę chciałem Go obrazić, a może chciałem się przekonać, że tak nie myślę), kiedy zastanowiłem się czy wybieram zło, to chyba odpowiedziałem przecząco, ale czuję, że uległem niepotrzebnie i wylałem frustracje bluźnierstwem, mimo że mogłem się tym razem od tej myśli uchronić. Ta sytuacja znów wprowadziła mnie w lęk, ale też umocniła przekonanie, że te skrupulatne czynności niekoniecznie służą Bogu. W końcu nie chciałem oglądać czegoś o niestosownej nazwie, by nie obrazić Boga, a skończyło się na tym, że w zdenerwowaniu obraźliwą myśl sprowokowałem.

Data dodania: 2017-08-25 16:26:43, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Piszesz, że byłeś zdenerwowany. Napięcie wywołało tą myśl. Nie chciałeś Boga obrażać. Gdybyś chciał to byś to wiedział.


Ja opisze moją dzisiejszą sytuację. Siedziałam na przystanku i chciałam się "pocieszyć" i pomyślałam sobie, że Bóg mnie kocha i ,że wybacza wszystkie grzechy gdy człowieka za nie żałuje. Na to przypomniały mi się słowa Pisma Sw, o grzechu, który powioduje, że człowiek już tylko czeka na straszliwy sąd. I przestraszyłam się i pomyślałam, że tak może być w moim wypadku. Pozwoliłam sobie na tą myśl, bo uznałam, że takie myśli, analiza Pisam Sw, zastanawianie się czy się zgrzeszyło, grzechem nie jest. Ale po chwili przyszły wątpliwości czy może nie zgrzeszyółam ciężko pozwalając być tym myślą. Niczego doglębnie nie anlizowałam, tylko tak trochę. Czy to grzech ciężki? bo wydaj mi się, że nie, bo myśląc uważałam że nie ma w tym grzechu? Zresztą chyba przesadzam. Każda myśl wydaj emi się być grzechem

Data dodania: 2017-08-25 16:56:24, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Chciałem temu zapobiec, a jednak niepotrzebnie przypominałem sobie jak te bluźnierstwa wyglądają, więc jednak przyczyniłem się do tego, mam nadzieję, że nie z intencją obrazy Boga.

W Twoim przypadku chyba trudno mówić o grzechu ciężkim. Jako osoba chora nie powinienem się wypowiadać z całą stanowczością, ale przecież wiadomo, że nie miałaś złej intencji a myśl nasunęła się w następstwie pozytywnych.
Zresztą co to miałby być za grzech: zwątpienie w Miłosierdzie? Przecież wątpliwości nie są chyba grzechem, o ile nie pozwolimy, żeby uznać podsuwany nam punkt widzenia za słuszny i w gorszym przypadku nigdy się z tego wrażenia nie wyrwać. Ten grzech chyba o tym traktuje? Czy osoba, która prawdziwie odrzuciłaby Miłosierdzie i nie chciała zmienić postępowania byłaby w stanie napisać na tym forum? Tak swoją drogą przecież rachunek sumienia polega na szukaniu/przypominaniu sobie grzechów, więc jak taka analiza mogłaby być grzechem? Lęk, że się może popełniło ten niewybaczalny grzech też jest pewnie związany z natręctwami, więc nie szukałbym tu grzechu. Bo czego on miałby dotyczyć?

Data dodania: 2017-08-25 17:16:27, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Bóg wybacza, jesli żałujesz za grzechy. To co napisze nie jest wiążące, ale ja nie widzę w takim myśleniu nic złego, wierzący maja pewnie chwile wachania i każdy kto popełni grzech moze tak myśleć, ale przeciez wiemy, ze Bóg wybacza i nas Kochem chce dla nas jak najlepiej.
Słuchaj, naprawdę przesadzasz, daj spokój, nie analizuj tak wszystkiego, nie myśl ciagle o tym, zajmuj sie czymś innym, nie pomożesz sobie, a w koncu wpadniesz w to bardziej, to nie sa żarty nie ma co psuć sobie życia i każdego dnia na zadręczania sie. Sa wakacje, lato, ciepło, weekend, zacznij sie cieszyć życiem.

Data dodania: 2017-08-25 17:18:08, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Moze jestem ostatnia osoba, ktora powinna tu komuś cos radzić, ale.
Nie rozumiem co ma nazwa serialu do grzechu. Czy jego treść była niemoralna, moze nie dajmy sie tak zwariować. Uważasz oglądanie serialu za niemoralne, to na spokojne zmień kanał. Przez takie cos mozna wpaść w skrupuły.
Słuchaj, po fakcie to mozna sobie myśleć, ze jakaś myśl mozna było powstrzymać, a pewnie nie. Dlaczego? Bo za duzo siedzisz w tych myślach, boisz sie ich, myślisz, ze cos pomyślisz, cały czas masz w głowie myślenie o złych myślach albo powstrzymywanie sie przed nimi. Serio, daj sobie czas, ignoruj wszystko, bo z nerwów, obaw i tego ciągłego zafiksowania na myślach będziesz je wywoływać i miec jeszcze wiecej. Taka rada, co do pytania moze ktos Ci odpowie na pytanie, ale myśli to myśli, cieżko je powstrzymywać, czasami sa głupie, ale im bardziej sie chce nad nimi panować, tym gorzej.

Data dodania: 2017-08-25 17:11:44, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mam po prostu poczucie, że wywołałem tę myśl w jakimś żalu do Boga, akcie agresji. Chciałem temu zapobiec, ale kiedy już to w gruncie rzeczy zrobiłem, wróciłem do tej sprawy i wywołałem bluźnierstwo. Chyba faktycznie już lepiej byłoby działać spokojnie.

Data dodania: 2017-08-25 17:20:45, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Wydaje mi sie, ze moze Ci sie tak wydawać, ze masz żal, moze nie do Boga, ale pewnie masz, bo te myśli uprzykrzają życie, załamują Twoj nastrój. Przeproś za taka myśl Boga i koniec. Chciałeś zapobiec, a wywołałeś. Widzisz, jaka to jest reakcja łańcuchowa. Nie mozna sie spinać, to na prawdę trzeba ignorować. Wiem jak jest cieżko, sama przez to przechodzę, ale w natrętne myśli sie samemu wpada. Ty chces jakaś myśl zatrzymać, a przychodzi jeszcze gorsza. Takie myśli masz bo ich nie chcesz. Trafiłam ostatnio na bardzo fajna stronę o nn i wlasnie tam odoby pisały, ze w nm każdy ma jakis konik, przychodzą myśli, ktorych sie najbardziej bo. To zreszta bardzo widać na przykładzie Kapturka czy mnie czy innych osob na forum. Na spowiedzi najlepiej powiedzieć księdzu przykład takich myśli i o problemie, to Ci powie czy możesz wtedy przyjąć Komunie i jak postępować, bo ja Ci tego nie powiem, moge jedynie powiedzieć, co robic z tymi myślami.

Data dodania: 2017-08-25 18:52:25, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mógłbym wiedzieć, co to za strona? Ja szczerze mówiąc nie bardzo zagłębiałem się w jakieś grupy wsparcia, bo obawiam się, że ludzie nie do końca rozumieją czym różnią się te natręctwa na tle religijnym od innych. Mechanizm jest pewnie identyczny, ale to jednak inaczej odczuwany lęk i przede wszystkim w przypadku innych natręctw łatwo uzmysłowić sobie absurdalność. Gdybym w moim przypadku tak pomyślał, to naszłyby mnie obawy, że traktuję wiarę jak zabobon, a przecież nawet ja doświadczyłem przypadków w życiu, które potwierdzają, że ta wiara to coś więcej. Po prostu mam poczucie, że ta granica jest bardzo cienka. Zresztą do tej pory miałem raczej do czynienia z kompulsjami, a złorzeczenia, bluźnierstwa przyszły potem.

Data dodania: 2017-08-25 19:11:25, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

zaburzeni.pl
Przyszły bo w tym siedzisz, sam sie w to pchasz, sam widzisz, jak to sie rozwija. Nie bedzie lepiej, tylko gorzej. Przeczytaj, co Tazel napisał w tych wypracowaniach i nie roztrząsaj każdej myśli.


Data dodania: 2017-08-25 19:38:31, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dzięki, pewnie poczytam. Ja nabyłem szczególnych skłonności do perfekcjonizmu po tym jak uświadomiłem sobie jakie grzechy popełniłem w przeszłości. Teraz wiem, że działał na mnie gniew i pewne w nim zagłębienie się. Nie miałem wyrzutów sumienia, ale kiedy przyszły to szybko się opamiętałem. Kilka miesięcy głębokiej i chyba najbardziej prawdziwej w moim życiu religijności przerwała fala skrupułów, gdy uświadomiłem sobie, że moje spowiedzi były wymijające nie do końca szczere. Później wyznałem je dokładniej, a w międzyczasie doszły te bluźnierstwa i teraz już nie wiem jak to było przed tymi spowiedziami: czy tylko żyłem w iluzji, że to była prawdziwa wiara, czy może właśnie Bóg zaakceptował te ogólnikowe spowiedzi (i tak w końcu wyspowiadałem się ze wstydliwego grzechu). W każdym razie skrupuły nieco się uspokoiły, ale pozostała obsesja by nie zgrzeszyć, a nawet unikać złości, bo dawniej w jej przypływie często je popełniałem. Druga sprawa, że wtedy sam się na tę złość narażałem, bo nie mogłem zerwać z uzależnieniem od gier. Później doszły złorzeczenia na innych itd. W końcu naszła mnie jednak myśl uświadamiająca okropność tych myśli, a dalej poszło tak jak pisałem.

Data dodania: 2017-08-25 19:50:12, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica