Pokoje  • Szukaj  • Blog  • Zaloguj się

Trzeba iść z czasem, postępem, osiągnięciami... jak głoszono w reklamie proszku do prania Pollena 2000. Swoją drogą ciekawe, kto jest tak stary, by ją jeszcze pamiętać? ;)

Wracając do sprawy. Dzięki wytężonej pracy mojego nieocenionego webmastera (pozdrowienia dla Jenny) forum doświadczyło radykalnych zmian. Streszczają się one w wyodrębnieniu działów tematycznych, dzięki którym łatwiej będzie odnaleźć się w gąszczu rozmaitych problemów, które trawią nasze życie duchowe i zżerają umysł. Środowisko forum rozrasta się i choć nie osiągnęło jeszcze monstrualnych rozmiarów, to liczyć nas można już w setkach. Tak duże zainteresowanie cieszy i być może motywuje do wytężonej pracy... choć co do mojej osoby, to nie używałbym tak górnolotnych określeń ;)

Dziękując wszystkim za współtworzenie tej wirtualnej społeczności zapraszam do dzielenia się swoimi pytaniami, wątpliwościami, frustracjami i wiedzą - oczywiście w tym co dotyczy szeroko pojętego nauczania i życia Kościoła, czyli nas - uczniów Jezusa.

Wartą zauważenia nowością jest pokój Pomocy, w którym umieszczać możemy prośby o wsparcie modlitewne w konkretnych intencjach.

W miarę możliwości czasowych będę odpowiadał na pytania - zwłaszcza te, które dotyczą "mojej działki"

Zapraszam na nasze forum dyskusyjne!

x.Łukasz

Temat: N-te pytanie z cyklu natrętne myśli

Uporządkuj w/g daty dodania Uporządkuj w/g wątków

Piszę, bo znowu nie umiem poradzić sobie z myślami o grzechu i ciągle wydaje mi się, że moja sytuacja jest "trochę inna" itp. Otóż wydaje mi się czasami, że jestem już blisko, że wyzbywam się lęku i niedługo pokonam natrętne myśli. Nie zgadzam się z nimi, ale czasami się "zapominam". Dzisiaj np. nie pamiętam nawet z jakiego powodu zacząłem myśleć o pewnym znanym publicznie księdzu i nagle pojawiła się we mnie jakaś zawiść(nie wiem czy się z nią zgadzałem, oby nie). Pewnie miałem jakieś złe myśli dotyczące tego człowieka. Nie mogłem ich powstrzymać, bo coś budziło moje negatywne emocje do tej osoby, która przecież nie zrobiła nic co mogłoby mnie zdenerwować. To były chyba ze trzy ataki tych myśli, może chciałem je powstrzymać, ale byłem trochę taki albo obojętny albo zawistny. Może nie było mojej pełnej zgody, a jednak nie miałem dostatecznie dużo woli by przestać myśleć, może czułem, że te złe emocje pozwalają mi się wyżyć uspokoić?!. Kiedy to teraz analizuję ciągle mam wątpliwości. Może to był jakiś rodzaj projekcji, próba obarczenia moimi problemami kogoś innego. Może te pretensje chciałem skierować do choroby, do mojego stanu, a z jakiegoś powodu wylałem frustracje na tego księdza. Nie wiem co robić, bo często jestem u spowiedzi, a nie chcę traktować jej jak zabobonu. Czy mogę wątpliwości rozważyć na moją korzyść? Bo w tym wypadku opamiętałem się później niż zwykle(najczęściej niecałą sekundę po złej myśli już wyrażam jakiś sprzeciw wobec niej). Samo to, że nie pamiętam dokładnie przebiegu sytuacji sugeruje jakiś amok, czy brak pełnej świadomości. Ale czy to mnie usprawiedliwia, jeśli jednak tak naprawdę niepotrzebnie poddałem się tej myśli? Czy mogę przyjąć, że grzech jest tylko wtedy gdy odpowiem twierdząco na pytanie: "Czy zgadzam się na to zło?" (oczywiście może być trochę inne nie chodzi o to by to cynicznie wykorzystywać) i w dodatku nie działają na mnie emocje(podejmuję decyzję na "chłodno") lub jestem tym emocjom winny, bo szukam ich specjalnie? Wiem, że nikt tu nie odpowie na 100%, ale dopiero co znów byłem u spowiedzi i mam znowu wrażenie, że ten jeden raz dopuściłem te myśli. Przepraszam za poruszenie tego tematu nie wiadomo, który raz.

Data dodania: 2017-08-20 20:35:54, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!
Czasem człowiek dopuszcza myśli z bezsilności, ale one nie są dobrowolne, bowiem człowiek wskazuje wyraźnie, że nie ma w nich upodobania, lecz ich natrętny charakter człowieka osłabia, co skutkuje "dopuszczeniem" tej treści. Takie myśli nie są grzechem (najmniejszym).

Emocje również nie są grzechem, bowiem nie są złe. Nienawiść, złość, gniew nie są złe, lecz nieuporządkowane użycie owych emocji w celu niegodziwym niesie za sobą winę moralną.

Co do Twojej sprawy:

"Dzisiaj np. nie pamiętam nawet z jakiego powodu zacząłem myśleć o pewnym znanym publicznie księdzu i nagle pojawiła się we mnie jakaś zawiść(nie wiem czy się z nią zgadzałem, oby nie)."

Czyli przyszło jakieś skojarzenie związane z osobą tego księdza. Więc, jeśli treść skojarzenia dotyczyła jakiejś niemoralnej sprawy,to oczywiste jest, że może pojawić się jakaś emocja. A jeśli nie rozniecałeś i nie podtrzymywałeś emocji z złą intencją, to nie należy szukać grzechu.

Grzechu ciężkiego nie popełnia się niechcący, czy też przypadkowo, bowiem w danym momencie musisz wiedzieć, że to, co uczynisz/czynisz jest złe, ale i tak to robisz, więc w takim momencie nigdy nie powinno być miejsca na wątpliwości, lecz pewność, że masz grzech.

Z Bogiem.



Data dodania: 2017-08-21 16:01:20, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję za odpowiedź. Dziś znów byłem poddany emocjom. Najpierw usłyszane komplementy doprowadziły mnie do okropnego samozachwytu i porównań z Bogiem. Znów nie mogę ocenić świadomości. Później było najgorsze, jedna rzecz doprowdziła mnie do takiej frustracji, że znów pojawiły silne pokusy do bluźnoerstwa. Na początku sobie radziłem, ale w końcu pojawił się żal do Boga, pewnie usiłowałem Go obwinić o moje słabości. ZZnowu nie myslalem logicznie i rozum przegrał z emocjami. Skończyło się napadem autoagresji i znów obawa, że świadomie odrzuciłem Boga na zawsze. Teraz podchodzę do tego troszkę spokojniej, ale naprawdę przeraża mnie w kogo zamieniam się z powodu błahostek. Gdybym tylko uciekł wcześniej od tych myśli, może nie pomyślałbym tych okropności. Czułem ogromny żal i obawiam się, że jednak wiele pracy przede mną. Oby tylko nie wątpić, czy jest dla mnie nadieja tylko znowu oddać się Bogu i zapomnieć o tych okropieństwach, o których wtedy myślałem.

Data dodania: 2017-08-21 21:12:19, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Znaczy do Boga nie powinno sie miec żalu, bowiem On niczego nie jest winien.
Jeśli tych myśli nie rozniecałeś, nie miałeś w nich upodobania, to czemu szukasz winy?
Przeproś Pana Boga, On Cię zna i kocha...
Co boli bardziej kochającą matkę - obrażanie przez jej dziecko, czy utrata tego dziecka na zawsze?

Tak jest i z Bogiem, On Cie kocha, zna czynniki tego żalu, Twoich słabości i napewno Ci pomoże jeśli do Niego się zwrócisz w pokorze i ufnością.

Data dodania: 2017-08-21 22:58:15, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Jeszcze raz dziękuje za odpowiedź. Ostatnio często myślę o Bogu, towarzyszy on chwilą radości, ale w chwilach słabości może niepotrzebnie szukam winnych. Pewnie wtedy trzeba zwrócić się do Boga z prośbą, a nie z pretensją. Kiedyś unikałem zdenerwowania, ale żyłem w napięciu. Teraz staram się zaakceptować emocje jako coś naturalnego i potrzebnego. Tylko że właśnie pod wpływem emocji nadchodzą najgorsze myśli. Wtedy zatracam na chwilę roztropność i zwykle kończy się to wrażeniem akceptacji tych myśli a później niepokojem.

Data dodania: 2017-08-22 18:55:19, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

"Gniew, złość na kogoś, nie jest grzechem ciężkim. Uczucia są bardzo ważną informacją o sytuacji życiowej człowieka. Uczucia są niezwykle inteligentne. Nie pojawiają się bez powodu. To właśnie rozum często źle interpretuje uczucia i błądzi. Biedny byłby rozum bez uczuć i uczucia bez rozumu. Sfera uczuć jest przez wielu pomijana i lekceważona. Albo spychana do podświadomości. Gniew, zazdrość, agresja – od takich uczuć często uciekamy, traktujemy jako grzeszne. To błąd, ponieważ uczucia są moralnie obojętne. Nie ma złych uczuć. Wszystkie uczucia są dobre. Nawet takie, które powszechnie postrzegane są jako negatywne. Na przykład złość, która jest energią potrzebną człowiekowi do obrony siebie. Jeżeli ktoś nie umie się złościć, bo uważa, że nie wypada albo się boi, po jakimś czasie zrodzi się w nim agresja albo autoagresja lub też pojawi się jakaś choroba. Skoro tak, to nie trzeba się z uczuć spowiadać. Przecież pojawiają się w nas spontanicznie. Spowiadać się trzeba wtedy, gdy pod ich wpływem czynimy konkretne zło.

Warto wiedzieć, że grzeszymy już wtedy, gdy myślimy źle o innych pod wpływem naszych uczuć. Ważne jest, co ja zrobię z danym uczuciem, jak nim pokieruję, dlatego dopiero czyn, który idzie za uczuciem, podlega kategorii grzechu. Człowiek ma prawo kogoś nie lubić, ważne jest jednak, co z tym zrobi. Uczucia są bardzo ważną informacją o naszej sytuacji życiowej. Jeżeli pojawiają się uczucia przyjemne, takie jak radość, pokój, zaufanie, oznacza to, że sytuacja życiowa jest raczej dobra. Natomiast uczucia nieprzyjemne, np. lęk, złość, nienawiść, oznaczają, że coś w naszym życiu jest nie tak.

Istnieje ścisły związek między emocjami, a sposobem życia. Dlatego wielkim błędem jest to, że chcemy sobie poprawić nastrój, nie poprawiając życia. Sięgamy wtedy po różne środki, które poprawiają nastrój, ale tylko na chwilę. Tymczasem konieczna jest raczej praca nad własną dojrzałością. Wtedy emocje, uczucia się uspokoją, bo poinformują o nowej, lepszej sytuacji życiowej. Skoro więc uczucia są informacją o nas, to warto zastanowić się, co pokazują. Jeżeli np. ktoś mnie skrzywdzi, to naturalną reakcją emocjonalną będzie poczucie krzywdy i złość. Uczucie wtedy poinformuje o tej krzywdzie.

Uczucie jest również słowem Boga do nas. Bóg przez nasze stany uczuciowe chce coś do nas powiedzieć. One objawiają jakieś Boże wyzwania. Sfera uczuć odgrywa zatem decydującą rolę w życiu duchowym. Tak naprawdę nie ma życia duchowego bez uczuć. Życie duchowe jest bardzo uczuciowe, bo więź człowieka z Bogiem jest więzią bardzo uczuciową. Cały człowiek powinien być miejscem dialogu z Bogiem. Gdyby wyłączyć uczucia, ten dialog byłby niemożliwy. Ale uczucia są także miejscem spotkania z drugim człowiekiem. Ktoś, kto ma trudności z wyrażaniem uczuć, jest tragicznie osamotniony. Uczucia bowiem najbardziej łączą nas ze sobą. Dlatego warto uczestniczyć w życiu innych ludzi, angażować się w ich przeżycia, budować z nimi relacje. Ale nadmierne angażowanie się w sprawy innych może być niszczące, destrukcyjne. Jeżeli np. wchodzi się w życie osoby depresyjnej, nie zachowując przy tym pewnych zasad komunikacji, także odpowiedniego dystansu, może to nas wyniszczyć, bo ta depresja w końcu zacznie się i nam udzielać.

Chrystus umiał stawiać granice. Kiedy na przykład zobaczył, że uczniowie usnęli w Ogrójcu, nie pogłaskał ich za to i nie przykrył kocem, zachęcając, by dalej spali, ale powiedział: nawet godziny nie możecie czuwać na modlitwie? Z kolei przy śmierci Łazarza płakał, co świadczy o Jego wielkiej wrażliwości i delikatności. Do klasyki przeszły już słowa aby się gniewać, ale nie grzeszyć (por. Ef 4, 26). Oznacza to, że mamy prawo być wściekli. Tymczasem wiele osób żyje często w sztucznym świecie. Udają, że nic w danym momencie nie czują, a potem to odreagowują np. zawałem albo ciężką nerwicą.

Uczucia powinny być umiejętnie kierowane przez rozum. Samo uczucie jest w pewnym sensie ślepe. Trzeba więc rozeznać, ku czemu ono prowadzi. Jeżeli relacja nie będzie służyła dobru, to nie należy jej budować. Podobnie jest np. z zazdrością. Najczęściej uważamy, że zazdrość to coś złego i nie powinniśmy zazdrościć. Tymczasem trzeba rozeznać, do czego ta zazdrość prowadzi. Zazdrość rzeczywiście często prowadzi do złych czynów. Ale sama zazdrość ma swój sens. Ludzie dojrzali zazdroszczą. Uczucie zazdrości odnosi nas do wartości. Jak ktoś np. rozpoczyna ciekawe studia, to jest mu czego zazdrościć. – Przez pojawiające się wtedy uczucie zazdrości słyszę komunikat: ten człowiek robi coś wartościowego, cennego. Taką zazdrością nie tylko go nie krzywdzę, ale wręcz podnoszę jego poczucie własnej wartości. Staję się w ten sposób mecenasem jego wartości. Po drugie – zazdrość stymuluje do rozwoju. Jeżeli bowiem zazdroszczę komuś rozpoczęcia studiów, być może zachęci mnie to, żeby samemu je podjąć.

Nad własnymi uczuciami trzeba pracować, porządkować je i formować. Bez tego trudno mówić o dojrzałości i o podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji. Widać to chociażby na przykładzie wystąpień z zakonów. Ktoś po kilkunastu latach formacji nagle, pod wpływem gwałtownego uczucia, porzuca zakon czy kapłaństwo. Okazuje się, że taki człowiek nigdy tak naprawdę nie dotknął swoich uczuć, spychał je, próbował oszukać, racjonalizował. Nieuporządkowane uczucia realnie wpływają na życie duchowe. Jeżeli ktoś ma w sobie wiele złości i nic z tym nie robi, będzie ona projektowana na Boga i drugiego człowieka. Trudno wtedy mówić o głębokim spotkaniu z Bogiem i drugim człowiekiem.

Konieczne jest uporządkowanie uczuć. Uczucia są kluczem do poznawania grzechu i do umiejętności rozeznawania woli Bożej. Pokazują, dlaczego coś jest, a coś nie jest grzechem. I pozwalają na zrobienie dojrzałego rachunku sumienia. Strategia porządkowania uczuć wygląda tak: najpierw uczucie trzeba sobie uświadomić. I już na tym etapie pojawia się problem. Niektórzy ludzie, szczególnie mężczyźni, nie potrafią uświadomić sobie własnych uczuć. Często mężczyźni są pełni negatywnych uczuć, pod ich wpływem działają, ale siebie i innych przekonują o jakichś racjonalnych powodach, które skłoniły ich do tego działania. A tak naprawdę to nie te powody ich skłoniły do działania, ale właśnie nieuświadomione uczucia. Dlatego w różnych sytuacjach życiowych warto rejestrować i nazywać własne uczucia. Jeżeli coś nazywam, nadaję mu imię, jestem w dobrym kontakcie z tą rzeczywistością. Imię wiąże mnie z tym uczuciem. Ja mam wtedy uczucie, a nie ono ma mnie.

Uczuciom trzeba zaufać. Jeżeli się pojawiają, to znaczy, że mają się pojawić. Ale trzeba umieć je odczytać. Jeżeli nie przeżywamy uczuć świadomie i wypieramy je do podświadomości, objawiają one potem ogromną, niekontrolowaną siłę. To właśnie represją uczuciową możemy wyjaśnić skalę przemocy, jaka istnieje szczególnie wśród ludzi młodych, którzy często nie mają okazji wypowiedzieć swoich uczuć. Zwłaszcza krzywdy czy żalu. Przemoc może więc być wynikiem represji własnych uczuć. Tym bardziej że uczucia to gigantyczna energia. Są jak żywioł. Woda może albo zalać wszystko i spowodować powódź, albo być wykorzystana do produkcji prądu elektrycznego. Podobnie uczucia. Możemy wykorzystać ich siłę ku złemu albo ku dobremu.

Jednak samo uświadomienie uczuć to za mało. Trzeba je wypowiadać. Najlepiej przed osobą zaufaną, która nas nie zrani: kierownikiem duchowym, przyjacielem. Najlepszą szkołą uczuć jest rodzina. Kiedy rodzic wyraża swoje uczucia wobec dziecka, albo kiedy potrafi wydobyć z dziecka jego uczucia, to procentuje dojrzałością w dorosłym życiu. Kolejny krok w porządkowaniu uczuć to oswajanie ich. Muszę się im przyglądać i nabierać do nich dystansu. Bo uczucie to jeszcze nie cały ja. Wreszcie trzeba prosić Boga o łaskę uzdrowienia uczuć. Latami np. może męczyć nas poczucie krzywdy. W pewnym momencie, pod wpływem modlitwy, ale i właściwego działania od strony ludzkiej, doświadczamy faktycznego uzdrowienia. I bolesne uczucie znika. Dlatego, że uzdrowił je Bóg. Wyczuwamy, że taka jakościowa zmiana nie mogła nastąpić bez Jego mocy."

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Data dodania: 2017-08-22 20:42:01, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Tekst poniekąd krzepiący, ale i zaskakujący. Szczególnie fragment o uzasadnionej zazdrości wydaje mi się być czymś nietypowym, bo jestem raczej przyzwyczajony do zwalczania tego uczucia. Niestety, trochę zaniepokoił mnie drugi akapit. Pod wpływem emocji niezwykle łatwo jest mi dopuścić jakąś złą myśl. Wydaje mi się, że czytałem gdzieś, że uczucia zmniejszają wagę grzechu. Wspomniałem o wczorajszej sytuacji, gdy naszedł mnie bluźnierczy wobec Boga zarzut. Jeszcze chwilę wcześniej dosyć skutecznie negowałem złe myśli, ale w końcu uległem... Moja czujność gdzieś zniknęła. Chwilę zajęło zanim się uspokoiłem, wcześniej wyładowałem złość na samym sobie jakąś wiązanką słowną i pochwaliłem Boga,pewnie przepraszając też za wcześniejszy zarzut. Nie wiem jak mam przeżyć te napady szału skoro tłumić się ich nie powinno, a samo złe myślenie już jest grzechem. Pozostaje autoagresja, ale to też do niczego pożytecznego nie prowadzi, chociaż daje nadzieję, że wyładuję się tylko na sobie.

Edit: Przeczytałem raz jeszcze fragment o zazdrości. Faktycznie w takim wypadku może nie jest to nic złego, ale mnie to określebie kojarzy się z czymś nieodpowiednim.

Data dodania: 2017-08-22 21:54:10, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ale tutaj nie chodzi o myśli, które przyszły, tylko o te które sam dobrowolnie wykreujesz, będziesz miał w nich upodobanie, włączysz w Swoje myślenie.

Data dodania: 2017-08-22 23:23:58, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Czasami niepotrzebnie zastanawiam się nad niektórymi sprawami... Przed chwilą pojawiła się we mnie pokusa do wybrania zła, korzystając z otrzymanej wolnej woli. Równocześnie nieśmiało zaprzeczałem tej myśli. Te wyobrażenia, które wywołują zachwyt lub poczucie wyższości dają chwilową satysfakcję, trochę jak w przypadku tzw. "nieczystych myśli", więc obawa po takim zdarzeniu jest większa. Co do bluźnierstw, to raczej trudno powiedzieć, że mam w nich upodobanie, ale pierwsze co przychodzi mi na myśli kiedy się zdenerwuje to agresja wobec siebie samego lub właśnie bluźniercza myśl wobec Boga.

Data dodania: 2017-08-23 16:39:13, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Znowu doświadczyłem nieprzyjemnej sytuacji:/. Nie mogłem zaakceptować czyjegoś postępowania, na początku chroniłem się przed złymi, złorzeczącymi myślami, ale w końcu wpadło mi do głowy coś w rodzaju "będziesz się smażyć w piekle", jako efekt mojego wzburzenia. Po chwili przeszył mnie dreszcz i strach. Boję się i nie wiem, czy przystępować do Komunii, czy to grzech itp. Niby nie chciałem złorzeczyć, ale z drugiej strony naprawdę zdenerwowała mnie tamta sytuacja i mogła być we mnie potrzeba wyładowania się. Wczoraj w kościele doświadczyłem bluźnierczej myśli przed Eucharystią, ale jakoś łatwiej było mi wtedy zauważyć zdenerwowanie, odrzuciłem ją. W przypadku dzisiejszej myśli nie mogę powiedzieć na 100%, że nie było we mnie złej intencji. Może właśnie wezbrała we mnie złość, chęć wymierzenia "sprawiedliwości". A przecież tyle pracuję nad tym, żeby nie oceniać innych, nie złorzeczyć im, nawet jeżeli czyjeś działania wywołują złość, frustrację:/. Będę wdzięczny, jeżeli ktoś zechce ocenić tę sytuację, bo ja już nie daję rady, myślałem, że wyrwę się z tego szału spowiedzi, a teraz nie wiem, czy znów mogę spokojnie przystąpić do Komunii.

Data dodania: 2017-08-28 16:49:29, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Wczoraj nie popełniłeś grzechu. Nie miałeś złej intencji, odrzuciłeś bluźnierstwo.

A, co do dzisiejszej sytuacji, to również ciężko mówić o grzechu. Coś przyszło do głowy, Ty tego nie podtrzymywałeś, nie miałeś upodobania w tej tezie. Jeśli się z czymś nie utożsamiasz, to nie można mówić o winie moralnej.

"Grzech był raczej lekki, jeśli nie został przez nas zaplanowany, a wynikł raczej z nieprzewidzianej sytuacji, z niewiedzy, jak należało postąpić w zaskakujących okolicznościach, z nagłego przypływu silnych uczuć, np. przerażenia, osłupienia, zdenerwowania, radości, wzburzenia, namiętności itp. Planowanie zła „na chłodno” obciąża nasze sumienia, np. obmyślanie planu zemsty i systematyczne realizowanie go."
http://www.teologia.pl/m_k/zag06-4g.htm Ks.dr M. Kaszowski

"1. Jaki wpływ na stopień winy mogą mieć uczucia? Mt 26,69-75

Przeżywanie silnych stanów uczuciowych na ogół zmniejsza świadomość i dobrowolność działania, np. ktoś wybucha gniewem, zaczyna przeklinać bliźnich, gdyż wprawiła go w złość nieprzewidziana sytuacja. Silne emocje zmniejszają winę człowieka, np. silny strach, przerażenie, osłupienie, euforia, nagły przypływ namiętności itp. Nie zmniejszają winy tylko te uczucia, które człowiek wywołuje celowo, dla łatwiejszego dokonania zła, np. aby skuteczniej zemścić się na swoim przeciwniku, ktoś usiłuje doprowadzić się do wielkiej złości przez świadome przypominanie sobie wszystkich doznanych od niego krzywd." Ks. dr M. Kaszowski
http://www.teologia.pl/m_k/zag06-4i.htm


Data dodania: 2017-08-28 17:14:04, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję, dziś znów w chwili złości dopadła mnie myśl złorzecząca. Staram się uwierzyć, że treść tej myśli nie stanowi reczywistego, długofalowego stosunku do osób, które ona dotyczyła. Piszę ten post również z powodu innego dylematu: zastanawiam się, czy mogę sobie pozwolić na oglądanie filmów w Internecie. Nie chodzi o ich pobieranie. Zresztą dylemat dotyczy filmów głównie starych, które trudno zobaczyć w telewizji a tym bardziej w kinie, chyba że studyjnym (czego też pewien nie jestem). Isnieją co prawda wydania DVD, ale są droższe niż nowe filmy w kinie. Bardzo proszę o jakąś sugestię, bo sam może powstrzymałbym się od ich oglądania, ale czasem zdarza się, że mam jako zadanie do szkoły obejrzenie jakiegoś filmu. Co prawda można je znaleźć np.na youtubie i trudno powiedzieć, że osoba oglądająca łamie prawo, ale nie wiem czy jest to postępowanie zgodne z moralnością chrześcijańską, skoro filmy te znalazły się w Internecie nie do końca legalnie, nawe jeżelisami autorzy nie zgłaszają naruszenia praw autorskich.

Data dodania: 2017-08-29 14:08:32, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!
Jeśli pod wpływem złości nie robisz nikomu nic złego, nie podtrzymujesz z upodobaniem myśli, z intencją krzywdzenia kogoś, to nie szukaj winy moralnej...

A co do filmów to się nie przejmuj. Osobiście nie przejmowałbym się tym, że oglądając coś internecie pozbawia się kogoś jakichś wpływów za licencje, pozwolenia itd itp.

Bożego czasu!

Data dodania: 2017-08-29 14:22:38, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Raz jeszcze dziękuję :-). Przepraszam, że tak często piszę o podobnych sytuacjach, ale jakoś pomaga mi to dzielenie się tym. Gorzej to znoszę w osamotnieniu, czasem muszę usłyszeć, że "białe nie jest czarne" wiele razy, że tak się wyrażę. Tym bardziej, że rośnie we mnie przekonanie, że te myśli stały się kompulsją. Niby ich nie chce, a jednak coś sprawia, że ciągle znajduję sytuacje, w których się na nie napotykam a nawet wywołuję je wbrew rozumowi. Nawet kilkadziesiąt minut temu wywołałem kolejną myśl bluźnierczą w momencie zniecierpliwienia:/. Znowu wątpliwości i strach. Postaram się wytrwać i przystąpić następnym razem do Komunii bez kolejnej spowiedzi, bo modlę się o to by Bóg zachował mnie od grzechu. Nie ma przecież chyba powodu, by stało się inaczej, skoro się staram, chociaż emocje tak łatwo wytrącają mnie z równowagi i powodują nieustanne nieczyste myśli albo co gorsza sam je wywoľujew tym chwilowym amoku. Raz jeszcze dziękuję i proszę Cię, żebyś nie miał mi tej nachalności za złe. Kiedyś pewnie przyjdzie dzień, że ten horror się zakończy :-).

Data dodania: 2017-08-29 16:03:04, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ile masz lat? Jak długo juz sie borykasz z tymi myślami? Od czego sie zaczęło?
Nie zrozum mnie zle, bo pisze z tego samego pola walki co Ty, ale prawda, pisanie Ci pomaga, a nie jest to joze jakaś forma kompulsji? Piszesz, uspokajają sie, czekasz na odpowiedz i nie przejmujesz sie juz. Postaraj sie mniej pisac, w sensie pytać, staraj sie samodzielnie rozstrzygać wątpliwości, a z czym sobie kompletnie nie radzisz, to wtedy pisz. Takie pisanie powoduje, ze Ty jeszcze bardziej analizujesz te myśl, rozmyślają nad nia, a to tylko szkodzi i skupia na tych myślach. Słuchaj, jesli Ty będziesz roztrzasal każda myśl, to to nie przejdzie, nie bedzie tak, ze pewnego dnia sie obudzisz i juz ich nie bedzie. Mózg jest skupiony na tych myślach, a Ty go jeszcze nakręcasz. Najlepiej zrób, jak napisała Kapturek mi. Wątpliwości zostaw na koniec dnia, przez cały dzien nie myśl o nich, żyj normalnie, a wieczorem krótki rachunek sumienia. Spróbuj tak przez jakis czas, łatwo nie jest, lek jest, ale z czasem jakby to powiedzieć, niektóre sytuacje sa mniej ostre, wiecej zaczynasz ignorować. Dostałeś juz tu troche odpowiedzi, pomagaj sobie tym co juz wiesz w odpowiedziach na pytania, którymi sie tak trapisz. Powodzenia :)

Data dodania: 2017-08-29 16:20:17, autor: ---

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Kompulsji doświadczam od dawna. Wiem, że z tym zadawaniem pytań trochę tak jest jak napisałaś, ale przecież na podobnej zasadzie działa wizyta u psychologa np. Niektórzy uważają, że osobie chorej nie powinno się odpowiadać. Tylko, że natręctw tego typu nie sposób jest chyba się pozbyć na drodze doświadczalnej. Mogę nie sprawdzić czegoś i uznać, że najwyżej wybuchnie, ale nie mogę sobie raczej pomyśleć: "trudno najwyżej zbluźniłem". Mogę trochę więcej napisać o tym jak się zaczęło itp., ale trochę się spieszę teraz :-).

Data dodania: 2017-08-29 16:29:33, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie chce tu Tobie pisac nic przykrego, nie zrozum tak tego, ale piszesz, ze chodzisz jeszcze do szkoły, pewnie jestes młoda osoba, tyle przed Tobą, teraz tez masz niepowtarzalny okres życia, szkoda to tracić, a przez nerwice traci sie i tak jest u każdego. Masz wakacje, mógłbyś sie cieszyć pięknym dniem, a tu pojawia sie zmartwienie, to jest takie trucie życia, zrób wszystko, zeby z tego wyjść, a nie ciągnąć dalej.
Nie wiem, jak wyglada wizyta u psychologa, ale moze warto, żebyś o takiej pomyślał, pomyślał o rozmowie z rodzicami, cieżko jest tak byc w tym wszystkim samemu. To tylko oczywiście sugestia, wiem, ze cieżko jest o tym komuś mowić, szczególnie bliskim, ale ja Ci radzę juz ze swojego doświadczenia. Myśli odejdą, jak sie przestaniesz nimi zajmować, ale w każdej chwili moga wrócić w trudnych chwilach i to wszystko moze sie zaczac od nowa. Ja mam wrażenie, ze mi życie zaczęło przeciekać przez palce, boje sie myśleć o przyszłości, następnym dniu, cieszyć sie z czegoś, planować, bo myśli, bo cos pomyśle i juz nie będę miała przyjemności z poczytania ksiazki, wyjścia gdzies, tylko strach taki, ktory bedzie przez cały dzien i tak w koło.. Złości mnie to, smuci, przestaje sobie sama z tym radzić i teraz sobie mysle, jak to sie stało, czemu ja do tego dopuściłam, czemu w porę sie nie ogarnelam, pózniej jest coraz ciężej, a to nie jest niczego warte.

Data dodania: 2017-08-29 17:03:52, autor: ---

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

11.Nerwica emocjonalna charakteryzuje się tym, że pod wpływem pewnego niechcianego czynnika (treści myśli), ofiara choroby odczuwa głęboki niepokój, agresję i chcąc to uciszyć wykonuję daną czynności, rytuał (np. wypowiedzenie bluźnierstwa).
12. Wina moralna:
Wierny nie ponosi winy za wypowiadanie bluźnierstwa, ponieważ Jego intencje były czyste (nie chciał uczynić nic złego). Gniew nie był przekładany na bliźniego, czy też Boga, lecz na niechciany czynnik. Ofiara choroby, pod wpływem owego czynnika, nie potrafiła się w nim odnaleźć, dlatego następowała autoagresja.

http://www.pingwin.waw.pl/forum/forum.php?rcpt=&forum=fidel:74&id=37014#37014


Data dodania: 2017-08-29 17:27:18, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Tazel, odpisz proszę PW, mam masę pytań, ale będę wdzięczny jeśli odpowiesz chociaż na ostatnie.

Data dodania: 2017-11-03 21:19:06, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie mogę odpisywać na wiadomości, ponieważ jest jakiś błąd.

"Table ’./forum/prywatne’ is marked as crashed and last (automatic?) repair failed
SELECT id_tematu,count(*) FROM prywatne GROUP BY id_tematu
Table ’./forum/prywatne’ is marked as crashed and last (automatic?) repair failed
SELECT id FROM prywatne WHERE 1 AND (rcpt not like "" AND (prywatne.login like "Tazel" OR rcpt like "Tazel"))
Table ’./forum/prywatne’ is marked as crashed and last (automatic?) repair failed
SELECT id,prywatne.id_tematu as id_tematu,id_forum,tytul,zajawka,skasowany,rcpt,prywatne.login as login,data_dodania,liczba_komentarzy,podpis,aktywne FROM prywatne JOIN ( SELECT id_tematu,count(*) as liczba_komentarzy FROM prywatne GROUP BY id_tematu ) AS tmp ON
prywatne.id_tematu=tmp.id_tematu JOIN ( SELECT id_tematu,max(data_dodania) as najnowszy FROM prywatne GROUP BY id_tematu ) AS naj ON prywatne.id_tematu=naj.id_tematu JOIN (SELECT login,podpis,aktywne FROM uzytkownicy) as uzytkownicy ON prywatne.login = uzytkownicy.login WHERE (id_rodzica=0 AND skasowany=0 AND (tytul like "%%" OR tresc like "%%")) AND (rcpt not like "" AND (prywatne.login like "Tazel" OR rcpt like "Tazel")) ORDER BY prywatne.data_dodania DESC LIMIT 0,100
PRYWATNE WIADOMOŚCI TAZEL -

Data dodania: 2017-11-08 10:24:21, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie mogę odpisywać na PW, ponieważ pokazuje się jakiś błąd.

Data dodania: 2017-11-12 17:21:47, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie napisałaś chyba nic przykrego :-)(przynajmniej nie o mnie). Ja wiem jakie mogą być konsekwencje, ale lęk jest często silniejszy. Chodziłem do psychologa i chyba jeszcze się tam pojawię, ale rozmowy dotyczyły innych natręctw. Te na tle religijnym są intensywne od niedawna, ale angażują wiele energii. Sugerowałem rodzicom, że mam problem z myślami, ale chyba nie do końca zdają sobie sprawę o co mi chodzi. Trudno się w sumie dziwić, bo nawet nie o wszystkich moich kompulsach wiedzieli, chociaż widzieć mogli niektóre z nich w "akcji". Są takie dni gdy realizuje zainteresowania, nie ma natręctw tak silnych... Ale wtedy też zdarza się zapomnieć o Bogu, skupić na innych rzeczach, czasem brakuje mi czasu na to co powinno być najważniejsze. Nie wiem, czy nie jest to jeszcze gorsze. Zresztą mam jakąś dziwną skłonność do samozachwytu, nawet cieszę się ostatnio jak ktoś powie coś niemiłego, bo potrzebuję pokory. W ogóle chyba wszystkie emocje przeżywam niestosownie. Byle zdenerwowanie_ złorzeczenia, bluźnierstwa, chhwil radośvi_samozachwyt, pyszne myśli itp.

Data dodania: 2017-08-29 18:42:38, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!
Niestety, przyszła kolej na moje wątpliwości. Czytałem o historycznych dowodach na istnienie Jezusa. Chciałem "podbudować" swoją wiarę, bo wiedziałem, że większość historyków uważa Jego istnienie za fakt. W pewnym momencie natrafiłem na jakieś kontrargumenty dotyczące m.in. pustego grobu. Nie czytałem ich, ale po chwili nasunęła mi się wątpliwość. Pomyślałem o strażnikach, że jak niby uczniowie mieliby wykraść Jezusa i wtedy dotknęła mnie myśl, że uczniowie Jezusa ich przekupili:/. Przeraziła mnie ta myśl, ale jeszcze gorzej było, gdy zastanawiałem się jak opisać tę sytuację: ta wątpliwość wróciła i pojawiła się jakaś niewyraźna myśl że fajnie by było udowodnić tę wątpliwość i stać się pomiotem wiadomo kogo. Temu bluźnierstwu towarzyszyła jakaś dziwna chwilowa satysfakcja. Zareagowałem na tę myśl bardzo nerwowo, odrzuciłem ją i obrzuciłem samego siebie serią wulgaryzmów. Czy mogę potraktować te obrzydliwe myśli jako pokusy/wątpliwości? Co zrobić jeśli boję się, że przyjmę kiedyś ich treść? Czy przekształcanie przypadkowej liczby, żeby wyszło 13, można potraktować jako uprawianie numerologii? Zrobiłem to dla zabawy. Czy należy przejmować się wypowiedzianymi przypadkowo bluźnierstwami? Np. gdy atakują mnie natrętne myśli a ja się przejęzyczam, mówię coś przez głupotę, nieuwagę. Do tego wszystkiego doszła jeszcze nieżyczliwa myśl wobec Łaski Bożej dla innej osoby (doświadczyłem uczucia zazdrości i automatycznie tak sobie "powetowałem", zaraz po nadejściu pełnej świadomości wystraszyłem się tego o czym myślałem), pojawiły się także myśli pyszne. Często mam nieżyczliwe myśli o innych, mam obawę, że to lęk trzyma mnie w ryzach, bo kiedy nie mam świadomości wywołuje złorzeczenia przy okazji błahostek, tak jakbym był złym człowiekiem z "natury", a jedynie obawa przed karą powstrzymywała mnie przed zaakceptowaniem tych myśli lub wyjściem tych okropieństw poza sferę myśli. Boję się, bo emocje mnie niszczą. Są bardzo intensywne gwałtowne i w najdrobniejszych sytuacjach wywołują okropne myśli.

Data dodania: 2017-09-05 22:46:57, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mialem dzis sytuacje, ze uslyszalem cos, co zabrzmialo dwuznaczenie i wywolalo u mnie nieczyste mysli, ktore spowodowaly rozbawienie. Chyba moge uznac, ze to jeszcze nie grzech?

Czy gdybym jednak smial sie z takich rzeczy swiadomie, to popelnilbym grzech ciezki czy lekki?

Data dodania: 2017-09-15 14:02:43, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Czy umówienie się w niedzielę na korepetycje to grzech(zajęcia nie odbywają się w niedzielę, tylko się na nie umówiłem). Jakoś nie myślałem wtedy o tym, że przecież jest niedziela i może to coś niestosownego, ale później jak sobie uświadomiłem to zaczęło to przyczyniać się do wątpliwości. Mimo to przystąpiłem do Komunii, bo wydaje mi się, że nie robiłem tego ze świadomością, że jest niedziela, a poza tym, czy to naprawdę mógł być grzech ciężki? Nie dzwoniłem, tylko napisałem i dostałem odpowiedź tego samego dnia. Czy mógłby ktoś t ocenić? Bo myślę, że warto wiedzieć na przyszłość...

Data dodania: 2017-10-01 17:48:22, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

--- komentarz wykasowany ---

Data dodania: 2017-10-01 20:56:56, autor: ---

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szkoda, że akurat komentarz wykasowany, ale już zdążyłem przeczytać początek. Zmieniłaś zdanie, czy jakiś inny powód :D? Na pewno wiem, że za bardzo się przejąłem, bo tylko nasiliłem nerwicę i bluźniercze myśli. Ale może warto byłoby wiedzieć na przyszłość.


Data dodania: 2017-10-01 21:03:15, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Było trochę spokoju, ale teraz chyba znowu mnie "wzięło". Zdenerwowałem się i w tym czasie natknęła mi się jakaś bluźniercza myśl. Nie wiem już na ile świadomie, ale odczułem silną potrzebę, żeby ją zaakceptować i nie wiem, czy tego nie zrobiłem rzeczywiście, żeby rozładować tę złość, która była we mnie. Jak zwykle ta sytuacja trwała chyba kilka sekund i zaraz zacząłem jej żałować...

Boję się tego co się stało. Przez jakiś czas przestałem się tym przejmować i myśli bluźniercze uciszyły się samoczynnie. Pojawiły się za to inne może bardziej błahe dylematy. Teraz jednak znów zostaną pewnie trochę zakryte tym "incydentem".

Czuję, że to była tylko chwila, że może nawet ta myśl nie była w pełni wyraźna. Mam jednak też poczucie, że "chciałem" zgrzeszyć, tzn. chciałem przyzwolić na to bluźnierstwo z powodu tej złości.

Proszę o radę i modlitwę.

Z Bogiem!

Data dodania: 2017-11-12 21:43:06, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mam wątpliwości co zrobić? Od jakiegoś czasu mam myśl, czy muszę angażować się w każdą akcję katolicką lub szczytną społecznie. Póki co z różnych względów muszę od czasu do czasu użyć facebooka i nie wiem co robić, gdy natknę się tam na jakąś grupę katolicką, wydarzenie godne poparcia itd.

Myśl o tym, czy powinienem dołączać do tego typu grup lub popierać w Internecie te akcje kompletnie mnie pochłonęła, możliwe, że to jakieś natręctwo... Ale z drugiej strony, chyba nie powinienem się wstydzić, tylko że mam taką fobię na tym punkcie...
Mam wrażenie, że łatwiej byłoby mi w rzeczywistości, ale robiąc to w Internecie mam wrażenie takiego nie wiem ja kto nazwać przygnębienie, osaczenia, co sobie kto o mnie pomyśli itd., jak zostanę odebrany, gdyby ktoś to zobaczył? Czy to uznane zostanie za żart, czy nikt nie zwróci uwagi, czy się zdziwi?

Boję się i mam wrażenie, że od jakiegoś czasu pytany wprost jestem w stanie zaświadczyć o swojej wierze. Kiedyś chowałem się np. z Pismem Świętym, teraz nadal jest mi to nie na rękę, gdy ktoś zobaczy mnie jak czytam, ale jak przyszło co do czego to się nie zaparłem.

Tylko wiem jakie zaskoczenie może to wywołać nawet u mojej mamy, dlatego tym bardziej trudno mi tak po prostu dołączyć do jakiejś grupy choćby na tym facebooku.

Mam teraz dylemat, który mnie bardzo teraz męczy i boję się tego. Może jeśli "polajkuje" jakąś grupę to rozładuje napięcie, ale z drugiej strony czuję, że jest w tym jakiś element natręctwa prawdopodobnie, bo to nie jest normalne, żeby poparcie dla tych grup było wywołane tylko lękiem.

Co robić?

Data dodania: 2017-11-14 21:12:13, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Wybacz, że Ci nie odpisywałem, ale było to spowodowane błędem na forum. Niestety dalej nie mogę odpisywać na wiadomości prywatne. Dlatego proszę do mnie na PW nie pisać, bo i tak ich odczytać nie mogę.

Z Panem Bogiem.

Data dodania: 2017-11-20 08:18:50, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

To większa awaria, bo mnie też PW nie działa. Akurat miałbym o czym pogadać na PW, ale może uda mi się to kiedyś sformułować tak, żeby można było czytać to na ogólnym bez ujawniania dodatkowych szczegółów.

Z Bogiem!

Data dodania: 2017-11-20 21:35:16, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

Znowu mi gorzej...

Przystąpiłem dziś do spowiedzi i już teraz mam wątpliwości... Zdenerwowałem się jakąś w sumie mało istotną rzeczą i pojawiła się myśl złorzecząca. Niepotrzebnie to roztrząsałem, bo doszedłem do jakiejś frustracji wobec Boga i bluźnierstwa. Znowu nie wiem, czy je odrzucałem, czy dałem przyzwolenie, czy na chwilę itp. Z tego wszystkiego znowu analizowanie i kolejne myśli nacechowane jakimś żalem, czy pretensją, których nie chce czuć, ale towarzyszą tej pozornej w gruncie rzeczy bezradności. Do tego neurotyczne reakcje i modlitwy do Boga pełne panicznego strachu, napięcia i złości, która uzewnętrznia się w tych myślach, chociaż kiedy myślę logicznie to tego nie chcę.

Nie wiem, czy to akurat tak, że dzisiaj ta spowiedź i znowu takie napięcie, czy to nie ma związku. Ale przykro mi, bo podążanie za jedną sytuacją powoduje kolejną, gorszą myśl. Myśląc racjonalnie wiem, że to przez moje dolegliwości psychiczne czuję złość i jest kwestią natręctwa, że uzewnętrzniam ją w myślach przeciwko Bogu. Z drugiej strony boję się tego, że na chwilę ulegam tej złości wobec Niego i nie wiem naprawdę, czy to tylko przez natręctwa.

Zostawiam to, żeby nabrać trochę dystansu do tych myśli. Nie wiem, czy powinienem pisać, ale skoro mam żyć znowu w napięciu bez tego, to może już lepiej napisać. Był dłuższy okres spokoju, ale nerwica nawróciła w tej jednej, dwóch myślach pod wpływem złości.

Z Bogiem

Data dodania: 2017-12-03 18:55:31, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Cóż, doskonale Cię rozumiem. Czasem nie mam pojęcia czy ja tych myśli chciałam, czy coś analizuję bo chcę czy przez nerwicę. Wszystko się zaciera.

Ale sam piszesz, że tego nie chcesz. Wiesz, że to problemy psychiczne uzewnętrzniają się w Tobie i są skierowane przeciw Temu, na którym Ci najbardziej zależy. ALe te myśli, to nie Twój sposób myślenia. To choroba. Nie grzech. Ty tego nie chcesz. Walczysz z tym. A nawet jeśli czasem trochę ulegniesz tym myślom,a pewna jestem, że nie jest to dobrowolne, tylko przez chorobę, to Bóg nie obrazi się na Ciebie. Bóg nie odwróci się od Ciebie z powodu nachalnych, niechcianych myśli.

ja staram się w tych chwilach oddawać to wszystko Bogu. Nie jestem pewna czy tych myśli chcę, nie wiem czy im uległam , to oddaję te wątpliwości Bogu i proszę by On działał. A wątpliwości rozstrzygam na swoją korzysć.

Bóg Cię kocha

Data dodania: 2017-12-07 20:13:59, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję za odpowiedź:).

Dzisiaj z kolei zdenerwowała mnie jedna osoba i naszły mnie jakieś pełne nienawiści myśli wobec niej, chyba nawet złorzeczenia. W końcu jednak je odrzuciłem i postarałem się nie trwać w tych uczuciach. Dlatego mimo lęku przyjąłem Komunię.

Teraz mam znowu wątpliwości, czy nie powinienem wstrzymać się od nauki w związku z dzisiejszym Świętem, które jednak aktualnie nie jest nakazanym. Wydaje mi się jednak, że nie powinienem dziś rezygnować z zainteresowań, bo nie wiem czy odmówienie sobie tego dzisiaj jest słuszną postawą.

Z Bogiem!

Data dodania: 2017-12-08 17:00:13, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Może staraj się skupić na tym co jest w Tobie dobre? Masz delikatne, wrażliwe serce. Nikogo nie chcesz skrzywdzić. Kochasz Boga i ludzi. Bóg o tym wie. Żadne niechciane złorzeczenie nie jest Twoją winą. Bóg też nie chce byś się zadręczał drobiazgami i wszystko dogłębnie analizował. On patrzy na Ciebie z miłością. Też tak na siebie spójrz. Spójrz na siebie łaskawym okiem - to nic złego ;)

Data dodania: 2017-12-08 20:03:16, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Problem w tym, że w momencie złości, czy zdenerwowania rzeczywiście czuję do kogoś niechęć, nieżyczliwość itd. Nie trwa to nigdy długo i nie przekłada się na czyny, a od jakiegoś czasu nie przekłada się nawet na słowa. Po prosu łatwo wytrącić mnie z równowagi jakąś błahostką. Tyle, że trwa to niedługo, dawniej trzymałem sobie tę nienawiść i do wielu przykrych słów a nawet złorzeczeń to doprowadziło.

Dzisiaj nie mam długotrwałej chęci skrzywdzenia kogokolwiek. Boję się nawet krytyki, zresztą nie czuję się do niej kompetentny, więc często jej unikam.

Dlatego nie mogę niby powiedzieć, że te złorzeczenia są zupełnie niechciane. Oczywiście po przemyśleniu i po przeminięciu złości nie są, ale w nerwach jest inaczej, pewnie sama doskonale wiesz, o czym mówię.

Pozostaje chyba rzeczywiście uwierzyć, że najważniejsze jest to, że nie trzymam w sobie tych myśli. Często w jakichś odpowiedziach czytam coś takiego: "złość nie jest grzechem, pytanie co człowiek z nią zrobi". No i tutaj jest ten mój problem, bo niby nikogo fizycznie nie krzywdzę, ale jednak w tym zdenerwowaniu czasami ma się poczucie, że się te myśli dopuszcza, wiesz o czym piszę, prawda:)?

Z Bogiem!

Data dodania: 2017-12-08 21:54:37, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Złość to uczucie, emocja, coś zupełnie naturalnego, coś co Bóg nam dał, bo przecież On nas stworzył. odczuwanie złości czy niechęci nie jest grzechem, to jest naturalne odczucie. Podsycanie niechęci, dobrowolne jej podtrzymywanie, celowe szkodzenie innym, to byłyby grzechy.

Jeśli ktoś Cię zdenerwuje, powie Ci coś nie miłego, to mówisz mu o tym? Podejrzewam, że nie. Pewnie zaciskasz zęby i wytrzymujesz to, że ktoś robi coś co nie jest zgodne z Tobą. A wyrażanie emocji nie jest niczym złym! Nie chodzi o wredność czy złośliwość. Tylko o podkreślenie swoich uczuć i praw. Bo złość tak na prawdę ma nas chronić. Chronić przed czymś co nie jest zgodne z nami (np. ktoś sprawi Ci przykrość, więc ma gdzieś Twoje prawo do szacunku; ktoś nie chce słuchać Twoich opinii czy wypowiedzi, naśmiewa się z nich, to ma gdzieś Twoje prawo do wyrażanie siebie, do bycia częścią grupy; ktoś narzuca Ci Twoje zdanie, Mówi co, jak i kiedy masz robić, to on ma gdzieś to czy Ty w ogóle tego chcesz). A złość ma bronić nas przed krzywdą. Mówi nam, że coś nie jest zgodne z nami, z naszymi potrzebami czy wartościami. On ma bronić człowieka. Nie ma na celu krzywdzić innych, tylko bronić Ciebie. A to nic złego.

Być może hamujesz złość. Nie wyrażasz jej w żaden sposób, tylko dusisz ją w sobie, może nawet czujesz do niej niechęć i obrzydzenie. Nie wiem czy jest tak jak napisałam. Ale jeśli tak, to właśnie z tego wynikają te myśli, złorzeczenia. Organizm odreagowuje napięcie, które zdusiłeś w sobie. To tak jakby opóźnione wyrażenie złości. Ty tego nie zrobiłeś, nie zadbałeś o siebie, więc Twój organizm sam to robi. On tak na prawdę przypomina Ci, że Ty tez jest ważny, że masz o siebie dbać, a nie niszczyć się. Powinieneś dbać o siebie.

Miałam też ten problem. Jeden ksiądz wyjaśnił mi, że złość to nie grzech. Że wielu ludzi z tego się spowiada, a nie jest to grzechem!

Ty nie podtrzymujesz w sobie złości, może czasem czujesz dłużej do kogoś niechęć, ale podejrzewam, że nie wynika to z chęci zemsty. Ty czujesz niechęć, a nie planujesz komuś wyrządzić krzywdę czy się zemścić. To jest ta różnica. Ty to czujesz, więc nie może być to grzech. Mówisz, że gdy dłużej odczuwasz niechęć to zaraz tego żałujesz, to pokazuje, że tego nie chcesz. Na czym miałby polegać grzech skoro jest coś czego nie chcesz, co Twój organizm sam robi by upomnieć się o swoje prawa, nie podsycasz uczuć, nic z nimi nie robisz i jeszcze ich żałujesz? Nie masz złych intencji.

Piszesz, że można Cię wytrącić z równowagi błahostką. Twój organizm może już być zmęczony, przeciążony tym wszystkim. Stąd reakcje nieadekwatne do sytuacji. Ale to wszystko moze wynikać włąsnie z hamowania złości. A złość to emocja, taka sama jak radość czy smutek.

A jeśli nawet dopuszczasz myśli, jak piszesz w zdenerwowaniu,to nie jest to grzechem ciężkim. To wynika z emocji, z przeciążonego układu nerwowego. Po za tym jesteś w stu procentach pewien, że na prawdę je dobrowolnie dopuszczasz,że chesz tych myśli? Podejrzewam, że nie jest pewien. Oddaj więc to Bogu. On tym się zajmie. Gdybyś tego chciał to byś nie miał wątpliwości.


Jeśli wynika to z hamowania złości. To spróbuj na początek dopuszczać do myśli, że czujesz złość. Gdy ktos Cię zdenerwuje, a nie jest gotów powiedzieć o tym głośno, to pomyśl, że ten ktoś Cię wkurzył, że czujesz złość, bo wytrącił Cię z równowagi. Nazwij w myślach to co czujesz. To już jest realny krok by poczuć się lepiej

Data dodania: 2017-12-09 07:24:20, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica