Pokoje  • Szukaj  • Blog  • Zaloguj się

Trzeba iść z czasem, postępem, osiągnięciami... jak głoszono w reklamie proszku do prania Pollena 2000. Swoją drogą ciekawe, kto jest tak stary, by ją jeszcze pamiętać? ;)

Wracając do sprawy. Dzięki wytężonej pracy mojego nieocenionego webmastera (pozdrowienia dla Jenny) forum doświadczyło radykalnych zmian. Streszczają się one w wyodrębnieniu działów tematycznych, dzięki którym łatwiej będzie odnaleźć się w gąszczu rozmaitych problemów, które trawią nasze życie duchowe i zżerają umysł. Środowisko forum rozrasta się i choć nie osiągnęło jeszcze monstrualnych rozmiarów, to liczyć nas można już w setkach. Tak duże zainteresowanie cieszy i być może motywuje do wytężonej pracy... choć co do mojej osoby, to nie używałbym tak górnolotnych określeń ;)

Dziękując wszystkim za współtworzenie tej wirtualnej społeczności zapraszam do dzielenia się swoimi pytaniami, wątpliwościami, frustracjami i wiedzą - oczywiście w tym co dotyczy szeroko pojętego nauczania i życia Kościoła, czyli nas - uczniów Jezusa.

Wartą zauważenia nowością jest pokój Pomocy, w którym umieszczać możemy prośby o wsparcie modlitewne w konkretnych intencjach.

W miarę możliwości czasowych będę odpowiadał na pytania - zwłaszcza te, które dotyczą "mojej działki"

Zapraszam na nasze forum dyskusyjne!

x.Łukasz

Temat: Czy dobrze oceniłam sytuacje?

Uporządkuj w/g daty dodania Uporządkuj w/g wątków

Witajcie. Chciałabym się dzisiaj zapytać, czy dobrze oceniłam dwie poniższe sytuacje, bo nie jestem pewna. Otóż mam rodzinę w Anglii i dzisiaj zadzwoniłam do wuja, żeby z nim porozmawiać. I on się pytał, czy mam wolne, bo rozmawiałam z nim do południa, więc mógł się zdziwić, że nie ma mnie w szkole. Ja powiedziałam mu, że mam tydzień wolnego, a on chyba mówił, że mogliśmy przylecieć. I też przez to mój wuja mógł się trochę posprzeczać albo pokłócić z moją ciocią.
Nie pamiętam dokladnie jak to bylo, ale załóżmy, że tak się rozmowa potoczyła.
I mama pytała mi się, co wuja mówił. Ja powiedziałam jej o tej sytuacji. Zastanawiałam się w trakcie i możliwe, że też przed rozmową, czy to nie będzie grzech ciężki z tego względu, że moi rodzice będąc w Anglii, jeśli nie pójdą do kościoła, to mogą popełnić grzech, a mówiąc im o tym, co wuja mówił, mogą już myśleć nad tym, żeby ustalić jakąś wstępną datę, kiedy byśmy mogli polecieć tam, jeśli wuja nas zaprosi. Oprócz tego, przez to że mówiłam o tym, rozpoczęła się rozmowa na temat zachowania osoby z mojej rodziny, która tam mieszka.
Poza tym mama mi się pytała, czy chcę polecieć do Anglii, jednak ja starałam się jakoś dać do zrozumienia, że wolę jakby wuja itp.tutaj przylecieli. Tylko właśnie się też zapytała, czy dla wuja bym tego nie zrobiła, bo on o mnie pamięta, dawno mnie nie widział. I powiedziałam, że raczej bym poleciała.
Historia może jest trochę niezrozumiała, bo ciężko tak wytłumaczyć, a nie jestem pewna, czy dobrze oceniam. Z jednej strony myślę, że to grzech lekki, bo równie dobrze ciocia mogłaby osobiście zaprosić mnie i moich rodziców i gdybyśmy zdecydowali się polecieć, to raczej nie ponoszę winy, jeśli oni nie pójdą do kościoła. Z drugiej strony, może gdybym ja nie chciała lecieć, oni też nie lecieliby ze względu na moje zdanie. Też niepotrzebnie o tym mówiłam, bo przeze mnie zaczęła się chyba obmowa mojej cioci, w której brałam udział. A dodatkowo podczas tego miałam wątpliwości, czy to nie będzie grzech ciężki i mogłam po prostu przestać o tym mówić.
Na temat mojego grzechu, jeśli bym nie poszła do kościoła, rozmawiałam ze spowiednikiem.
2. Dzisiaj koleżanka zapytała mi się, czy jestem patriotą. I nie umiałam na to pytanie dokładnie odpowiedzieć, zmieniałam zdanie, bo sama nie wiedziałam. Koniec końców potwierdziłam, ale się zastanawiałam czy to nie był grzech. W rachunku sumienia nie raz jest odniesienie chyba też do obowiązków związanych z ojczyzną i możliwe, że też patriotyzmem. Rozmyślałam nad tym, czy czasem nie popełniłam grzechu, jeśli nie potrafiłam odpowiedzieć na zadane mi pytanie i ogólnie jeśli nie świadczyłam o tym, że jestem patriotą, a także czy nie była to nieświadomość zawiniona, bo chyba kiedyś w rachunku sumienia spotkałam się z pytaniami dotyczącymi poruszanego tematu, ale chyba nie do końca o tym pamietam. Myślę, że to nie był grzech ciężki, tylko nie jestem pewna, bo też zdarzało mi się krytykować Polskę.
3. A oprócz tego chciałabym się zapytać czy to grzech, jeśli odwiedzam z rodzicami ciocię i kobego wuja, który już miał kiedyś żonę i moja ciocia jest jego drugą? Czy to grzech jeśli przyjeżdżamy na ich rocznicę ślubu, urodziny i ogólnie dobrze się dogadujemy?

Data dodania: 2018-05-02 00:00:32, autor: Red cherry

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Co do pierwszej sytuacji rozumiem, że spowiednik wyjaśnił Ci co by było gdybyś z powodu wyjazdu nie brała udziału we Mszy niedzielnej?
W samej rozmowie z wujem ani z mamą nie ma grzechu. W obmowie nie brałaś udziału więc grzechu nie masz, a że sprowokowałaś temat to trudna, nie miałaś nic złego na celu. Nie ponosisz winy. A grzechu ciężkiego tym bardziej.
2. Sama krytyka Polski nie oznacza, że nie jesteś patriotką. Patriotyzm to pewien stosunek do ojczyzny. Jeśli go nie czujesz to nie czujesz i tyle. Możesz w jakiś sposób nad tym stosunkiem pracować. ale fakt, żę nie umiesz obecnie tego określić grzechem nie jest. Grzechem byłaby np. nienawiść do narodu, uchylanie się od udziału w wyborach gdy np. rozstrzygane są ważne dla kraju sprawy i inne ważne sprawy. Ty grzechu nie masz
3. To nie jest grzech. Domyślam się, że oni mają przeszkodę by zawrzeć ślub kościelny. Może by chcieli a nie mogą. Nie wiem. Ale Ty nie jesteś winna za to co oni robią. Owszem, powinnaś być przeciwna wolnym związkom, nie należy ich popierać ani mówić, że są właściwe. Ale możesz ich odwiedzać bo to nie Twoja winna, że tak żyją.

Musisz zrozumieć, że Bóg nie rozdrabnia wszystkiego tak jak Ty, On nie czeka na Twe upadki i nigdy nie powie "starałaś się, ale tu trochę Ci nie wyszło. Mam Cię!". On nigdy tak nie powie. Więcej, Go nie obchodzą Twoje upadki, obchodzisz Go Ty i obchodzi Go to, że wstajesz, że próbujesz, że wracasz, że po prostu chcesz dobrze. On kocha. Tyle i aż tyle. Więc On nie przejmuje się takimi, wybacz za ujęcie, pierdołkami. Dla Niego jesteś ważna Ty. On Cię kocha i wie, że Ci trudno. I owszem ważne dla Niego jest to, że cierpisz. Ale On wie, że jesteś słaba. Jesteś tylko człowiekiem. I wcale nie chce Twojej udręki, tego rozdrapywania sytuacji, analiz. On mówi do Ciebie wołając po imieniu: No weź patrz tu, na Mnie, patrz jak Cię mocno kocham. I właśnie w tą miłość masz się wpatrywać. A że czasem upadniesz, to normalne. Nikt nie jest bez grzechu. Ważne, że żałujemy i z Boża pomocą wstajemy. I idziemy dalej.
"To mówi Pan: "Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu: tyś moim!" (Iz. 43,1)

Spróbuj częściej patrzeć na Niego. gdy upadniesz lub gdy masz wątpliwość do sytuacji to zwróć się w Jego stronę i powiedz "zobacz, znów mi nie wyszło. nie wiem czy zgrzeszyłam. Martwię się tym i boję się tego. Nie wiem co robić. Więc to Ty weź sprawy w Swoje ręce. Tobie, Jezu oddaje tą wątpliwość. Nie wiem co robić, ani co myśleć. Więc to Ty się tym zajmij.Oddaję to Tobie". I On się tym zajmie. gwarantuję. Cały swój ból, niepokój, wątpliwości czy strach możesz śmiało przed Nim z siebie wyrzucać. mów Mu o tym co Cię niepokoi.Mów Mu wszystko. On chce Cię słuchać. I On Cię samej nie zostawi. On cały czas jest z Tobą. On się o Ciebie troszczy. Przekaż Mu ster swojego życia. To niech On prowadzi. Niech On rozstrzyga wątpliwości. On to zrobi. Ty bądź tylko otwarta na powierzanie Mu swych cierpień. A gdy Mu już je powierzysz, to ich Mu nie zabieraj. Zostaw Twoje cierpienia Jezusowi. On ma moc je rozwiązać. I On to zrobi. On będzie stopniowo zajmował się każdym Twoim problemem lub zrobi to odrazu - metodę dostosuje do Ciebie, choć pewnie będzie to proces, bo to Ty potrzebujesz delikatnej troski, czułego opatrywania zranień. Potrzebujesz Jego czułości. I będąc dzieckiem Boga na pewno dostaniesz morze Jego Ojcowskiej czułości. Tylko musisz pozwolić Bogu działać. Tak na prawdę musisz jakby z pozoru się poddać. Teraz wydaje Ci się, ze walczysz z tym, miotasz się, zastanawiasz, analizujesz, chcesz mieć pewność, chcesz więcej i więcej pewności, musisz wiedzieć na sto procent, nadal nie wiesz to myślisz dalej i dalej, nie wiesz co robić, znów myślisz, chcesz przestać i znów myślisz, tracisz siły, nie wiesz co robić, ale musisz mieć pewność, ostatni raz zastanawiasz się więc, ostatni raz szukasz więc odpowiedzi, a gdy jej nie znajdujesz, takiej na sto procent to szukasz dalej, albo myślisz nad nową wątpliwością, i zaczynasz od nowa. To jest pozorna walka. To jest walka z wiatrakami. Tak na prawdę nie istnieje żaden przeciwnik. Nic nie musisz rozstrzygać w stu procentach, bo nie jesteś w stanie tego robić, a już na pewno nie jesteś w stanie zrobić tego obecnie. I najważniejsze nigdy nie będziesz bez skazy - bo nikt prócz Boga nie jest. Ale nie musisz się bać żadnej skazy, bo za nie umarł Chrystus i dał Ci życie na wieki.
Postaraj się przestać miotać. Postaraj się nie skupiać tak bardzo na grzechu. Bóg jest przede wszystkim Miłością. On nie jest sędzią w takim negatywnym rozumieniu. On pragnie Twego dobra. On Kocha i chce Twej radości już dziś. To już dziś masz cieszyć się życiem, już dziś masz się śmiać i tańczyć, już dziś masz radować się tym co zostało Ci dane - zbawieniem. Już dziś masz żyć. Jak to zrobić? Skupić się na miłości. Patrzeć na Miłość Boga. Robić to co w Twojej mocy, oczywiście przy Bożej pomocy, ale tam gdzie już nie dajesz w ogóle rady, całkowicie wpuścić Boga. Tam gdzie ponosisz porażki, wpuścić Jego, by to On zwyciężył. Uznaj swoją nieporadność, uznaj swoją słabość i daj Mu ją. Daj Bogu całą siebie. Taką jaką jesteś teraz. A gdy rzeczywiście CI nie wyjdzie, gdy popełnisz grzech, to po prostu mów Mu o tym, powiedz, że przepraszasz, że znów Ci nie wyszło i że chcesz spróbować od nowa. I wspólnie zaczniecie od nowa.
A grzechy lekkie, które owszem zdarzają się na co dzień, co dzień Mu oddawaj, co dzień przepraszaj, a gdy już to zrobisz, to żyj dalej, bo On już o nich zapomniał. A gdy zdarzy Ci się grzech ciężki, co jest rzadkie u osób wierzących to po prostu spowiadaj się. Ale na prawdę grzech ciężki jest rzadkością. i nie musisz się bać, że go przez przypadek popełnisz. Bo to nigdy nie jest przez przypadek ;) a gdy już rzeczywiście popełnisz to przecież jest Jezus, Ten który przebacza. Grzechy ciężki zawsze dotyczą treści 10 przykazań i grzechów głównych, gdy coś nie mieści się w ich kanwie, grzechem ciężkim nie jest.
Poproś wprost spowiednika czy możesz wątpliwości brać na swoją korzyść. powiedz, że podejrzewasz u siebie skłonność do skrupułów, powiedz o tych analizach, o tym, że nie umiesz określić czy coś jest grzechem, a jak to jakim, powiedz o udręce związanej z wątpliwościami o tym, że rzeczy zwykłe wydają Ci się grzechem. To znacznie ułatwi proces wychodzenia ze skrupułów i pozwoli na pełne zaufania oddawania wątpliwości Jezusowi.

Data dodania: 2018-05-02 09:15:09, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję Ci za odpowiedź. Daje naprawdę do myślenia, bo Pan Bóg jest Miłością, to jest piękne. Nawet nie wiem co tu jeszcze napisać, bo wypowiedź zrobiła na mnie wrażenie. Dziękuję Wam, którzy jesteście na forum za pomoc :)


Data dodania: 2018-05-03 20:42:39, autor: Red cherry

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica