Pokoje  • Szukaj  • Blog  • Zaloguj się

Trzeba iść z czasem, postępem, osiągnięciami... jak głoszono w reklamie proszku do prania Pollena 2000. Swoją drogą ciekawe, kto jest tak stary, by ją jeszcze pamiętać? ;)

Wracając do sprawy. Dzięki wytężonej pracy mojego nieocenionego webmastera (pozdrowienia dla Jenny) forum doświadczyło radykalnych zmian. Streszczają się one w wyodrębnieniu działów tematycznych, dzięki którym łatwiej będzie odnaleźć się w gąszczu rozmaitych problemów, które trawią nasze życie duchowe i zżerają umysł. Środowisko forum rozrasta się i choć nie osiągnęło jeszcze monstrualnych rozmiarów, to liczyć nas można już w setkach. Tak duże zainteresowanie cieszy i być może motywuje do wytężonej pracy... choć co do mojej osoby, to nie używałbym tak górnolotnych określeń ;)

Dziękując wszystkim za współtworzenie tej wirtualnej społeczności zapraszam do dzielenia się swoimi pytaniami, wątpliwościami, frustracjami i wiedzą - oczywiście w tym co dotyczy szeroko pojętego nauczania i życia Kościoła, czyli nas - uczniów Jezusa.

Wartą zauważenia nowością jest pokój Pomocy, w którym umieszczać możemy prośby o wsparcie modlitewne w konkretnych intencjach.

W miarę możliwości czasowych będę odpowiadał na pytania - zwłaszcza te, które dotyczą "mojej działki"

Zapraszam na nasze forum dyskusyjne!

x.Łukasz

Temat: Poddaję się.

Uporządkuj w/g daty dodania Uporządkuj w/g wątków

I znów - po wczorajszej spowiedzi skrupuły i zastanawianie się wraz z wątpliwościami, czy była ona w ogóle ważna przez jedno, niezamierzone pominięcie jednego grzechu, znów upadek oraz prawie pewność, że w połowie lipca 2 razy nie przystąpię do Mszy św. z powodu mojego wyjazdu za granicę. W głowie tysiące myśli, oczywiście złych. Czuję się rozdarta. :( Takie trwanie w grzechu "burzy" mnie od środka. Na myśl o następnej spowiedzi odczuwam duży lęk, czuję się gorsza w oczach Pana. Bardzo źle czuję się z tą świadomością, że nie potrafię walczyć i wytrwać blisko Stwórcy. :(

Data dodania: 2018-07-02 22:30:50, autor: klaudia9995

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Klaudia! Nie poddawaj, poddanie się nic nie zmieni!
To temat na rozmowę osobistą, jeżeli takiej potrzebujesz zapraszam na wiadomość prywatną podam mój numer telefonu, jeżeli chcesz. Trzeba Ci pomóc, przecież jesteśmy jednym Kościołem i w jednym Kościele! :)

Data dodania: 2018-07-03 13:08:40, autor: xyz123

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Niezamierzone pominięcie grzechu nie czyni spowiedzi nieważnej! Ponadto jeśli rzeczywiście nie dasz rady być na Mszy z powodu wyjazdu, to nie będzie koniec świata. A może Bóg wszystko ułoży tak, że dasz radę być na Mszy? A jeśli nie dasz rady to tez nie koniec świata, przecież to nie tak, że nie chcesz. Chcesz. I chęci się liczą. W żadnym grzechu nie trwasz. Przecież dopiero co się pojednałaś z Bogiem. Nie musisz tego czuć, ale jesteś w stanie łaski, bo miałaś pragnienie pojednania z Bogiem i to zrobiłaś. Bóg Cię oczyścił ze wszystkich grzechów. Wszystkich.
Przecież trwasz przy Bogu, walczysz jak umiesz. nie bądź tak bardzo surowa dla siebie. Nie jesteś idealna i nigdy nie będziesz. Wszyscy jesteśmy słabi. i to Bóg wie i to nie przeszkadza Mu w tym by nas kochał. On kocha Cię razem z Twoimi słabościami. Dla Niego jesteś wspaniała i cudowna. on Cię kocha i się o Ciebie troszczy. On docenia Twoje najmniejsze staranie. A jak znów nie wyjdzie? Jak znów upadniesz? Powiem krótko - co z tego?! Bogu to w niczym nie przeszkadza. On zawsze Cię przyjmie z powrotem. I najważniejsze o czym często zapominamy, to to, że my wcale nie jesteśmy w stanie nieść naszych słabości, grzechów, upadków czy niedomagań. Nie jesteśmy w stanie znosić trudności ani ich przezwyciężyć. Sami nie wstaniemy. Możemy to zrobić tylko z pomocą Boga. On wie, że nasze słabości sprawiają, że nie dajemy rady, dlatego On Sam wziął to wszystko na krzyż, bo wiedział, że nas by to przytłoczyło. I nadal tak jest. Ty nie dasz rady sama tego udźwignąć. Ale On to wie i dlatego zawsze przyjdzie Ci z pomocą. Ty nie dasz rady tego nieść, ale nie chodzi o to byś dała radę, bo nie dasz. Chodzi o to byś Mu to oddawała. "Jezu, Ty się tym zajmij" jest właśnie wyrazem oddawania całego siebie Bogu. jest to sposób na oddanie wszystkiego z czym sobie nie radzimy i tego co nam wychodzi. Bo w Nim wszystko nam wyjdzie. Tobie też. Po prostu Mu to oddaj. On akceptuje Cię taką jaką jesteś teraz. Nie wypomina, nie liczy na więcej niż dasz radę z siebie dać. Mu wystarczy to na co Cię stać TERAZ. Dla Niego liczy się tylko teraz.

Możesz sobie przeczytać dzisiejszą Ewangelię, szczególnie ten fragment: "Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę».

A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!»

Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».

Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!»

Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli»."

Zwróć uwagę, że wiara św. Tomasza była słaba, pełna wątpliwości i niedowierzania. Ale Bóg mu nie mówi, że daje z siebie mało, że nie walczy itd. On przyszedł do niego jeszcze raz po to by umocnić jego wiarę, by dodać mu sił, by go wręcz przekonać i zapewnić o tym Kim jest. Jezus zaakceptował Jego małą wiarę. Pragnął by był wierzącym, a nie niedowiarkiem, ale nie przestał go kochać w tym momencie ani nie skreślił. W sumie zawalczył o niego, bo specjalnie dla niego przyszedł raz jeszcze. Wiedział, że Tomasza było wtedy na tyle stać. Nie był jak inni. Był sobą, słabym niedowiarkiem. Ale Bóg przyszedł pogłębić Jego wiarę. On przyniósł dobro i miłość. Nie dobił swojego ucznia, nie skreślił go, wręcz przeciwnie rozpalił jego wiarę. I ten niedowiarek stał się świętym. Św. Tomasz był w stanie od tego momentu dać z siebie więcej: "Pan mój i Bóg mój!". Jestem pewna, że Bóg akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy. Pragnie nas rozpalić. Ale gdy jesteś słaba, gdy nie masz sił sobie radzić z grzechami itp. to On właśnie przychodzi by Cię pokrzepić. On przychodzi, bierze Cię na ręce i mówi: "Klaudia, z Ciebie jeszcze coś będzie. Ja w Ciebie wierzę. Wierzę, że dasz radę". On wierzy w Ciebie! On się nie poddaje, On walczy. Pozwól Mu walczyć. On się nie podda. A Ty gdy nie masz sił, to złóż się w Jego ramionach i pozwól się nieść. On Cię będzie niósł i będzie Ci mówił, jak wspaniała jesteś. On doda Ci sił. A teraz gdy Ci sił brakuje, proś by to On się zajął tym wszystkim. Powiedz, że Ty nie dajesz rady i to Mu oddaj. Zapewniam, że On to ogarnie. przecież jesteś Jego ukochanym dzieckiem. Więc bez wątpienia On to wszystko ogarnie!

Data dodania: 2018-07-03 22:41:07, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ogromnie dziękuję za wszystkie dobre słowa! Muszę od nowa odbudować swoją wiarę ponieważ bardzo mocno tego chcę. Jeszcze raz dziękuję za te słowa!

Data dodania: 2018-07-04 22:11:14, autor: klaudia9995

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica