Pokoje  • Spis tematów  • Dodaj nowy temat  • Szukaj  • Blog  • Zaloguj się

Wszystko o grzechu i pokucie. Tutaj zapraszamy tych, którzy nie wiedzą jak się spowiadać, z czego się spowiadać oraz tych, którzy nie potrafią określić wagi grzechu i zadają odwieczne pytanie "czy to grzech, jeśli..."

Temat:

Uporządkuj w/g daty dodania Uporządkuj w/g wątków

Mam problem z natrętnymi myślami albo moimi myślami pojawiającymi sie tak przekornie ze złości, chociaz w sumie to chyba wychodzi, ze w takim razie sa natrętne. Duzo, bardzo duzo nerwów miałam przez ostatnie ponad pół roku. Naprawdę dużych stresów. I wydaje mi sie, ze to zaczyna wychodzić. W takim dużym skrócie, to okropne/wstrętne/obraźliwe myśli dotyczące Jezusa, świętych. Czasem nawet mam jakaś niefajne mysl, ale wiecznie jestem znerwicowana tymi myślami i mysle o osobach świętych i z jakaś zwykła myślą to sie liczy i powstaje okropna. Mignie mi tylko jakaś mysl i jest przerażenie. Wiem, wiem, im bardziej nie chce o tym myśleć, tym bardziej mysle, przestaje odróżniać te myśli, chociaz i tak na spowiedzi mi ksiądz mówił, ze jak jakiejś myśli nie chce, ta myślą nie chce obrazić Boga, to nie grzech, ale ja sie tak strasznie boje. Grzyby myśli były o kimś innym, to bym nie zwróciła na nie uwagi, ale Bóg zna nasze myśli i mysle, ze bardzo Go denerwuje, myśląc tak okropnie, obraźliwie o jego najbliższych.
Po takiej myśli od razu czuje lek i wymówiłam sobie, ze musze odmówić modlitwę albo Chwała Ojcu albo Zdrowas Mario, zależy kogo ta myśl dotyczy. Problem robi sie większy, bo dla mnie jest zła modlitwa, jak nie jestem na niej całkowicie skupiona, na każdym słowie. I co odmowie modlitwę, to znowu ja powtarzam, bo ona nie była wg mnie dobra, a to jeszcze na modlitwie jakaś myśl sie pojawi, bo jak tak sie w kółko ciagle jedna modlitwę powtarza.
Moje życie zaczyna sie rozpadać, bo modlitwy nie powiem w myślach, wiec ciagle latam do drugiego pokoju i sie modle, wieczorem jak juz rodzice śpią albo i nie to przeciez wszystko słychać, az mi głupio, bo co innego odmówić raz modlitwę ale ja ja powtarzam kilka/kilkanaście razy pod rząd. Ciagle wydaje mi sie, ze zle ja odmówiłam i powinnam jeszcze raz.

Moze ktos miał z Was problem z natrętnymi myślami, proszę poradzicie, co robic ( oprócz wizyty u psychologów/psychiatry) ja wierze, ze sobie dam radę, tylko tak sie boje, ze jak po jakiejś złej myśli nie odmowie modlitwy, to Bóg bedzie na mnie bardzo zły, ukarze mnie.

Myślicie, ze mam po prostu na spokojnie zignorować te myśli i na koniec dnia przeprosić (nawet jak ja myśl sama wywołam? - po co? Nie wiem, z nerwów, moze to natrętna mysl a nie wywołana, juz sama nie wiem).? Nie odmawiać cały czas modlitw po myślach? Proszę, jesli ktos byłby taki miły, zeby to przeczytać i odpisać, to będę bardzo wdzięczna, bo ja sama zaczynam coraz mocniej wpadać w to błędne koło :(

Data dodania: 2017-07-31 21:07:30, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ten wątek był już poruszany. Przeczytaj wszystko dokładnie:
http://www.pingwin.waw.pl/forum/forum.php?rcpt=&forum=fidel:74&id=36920#36920
http://www.pingwin.waw.pl/forum/forum.php?forum=fidel&id=36922#36922
http://www.pingwin.waw.pl/forum/forum.php?forum=fidel&id=36913#36913

Jutro tą tematykę bardziej Ci rozwinę. Bożego czasu!

Data dodania: 2017-07-31 22:35:59, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Oczywiście, że sobie dasz radę bez psychologów. Tutaj nie ma, co się zamartwiać. Nie mam właściwie po co bardziej rozpisywać się na ten temat, bowiem już ten problem omawiałem (podane linki). Tam powinnaś znaleźć odpowiedzi na twoje pytania.

Data dodania: 2017-08-02 21:51:23, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję bardzo. Jak to przeczytałam, to jakoś sie uspokoiłam i jest lepiej. Tylko...
Mam jeszcze takie pytanie. Zanim sobie poczytałam, to tak wpadłam w nerwice, ze cały czas sie kontrolowałam z myślami, cały czas chodziłam taka podenerwowany, tak jak piszesz, to jeszcze bardziej nakręca myśli, ale dzis podczas kapieli jakaś taka myśl dostałam, ze bym tylko nie pomyślała czegoś teraz o Maryji, taki dziwny impuls, chwila podenerwowanie i myśl sobie wytworzyła. Wydaje mi sie, ze ja ja tak przekornie/ moze nerwowo wywołałam. Zaraz ja dogoniłem, przeraziłam sie i zaczęłam sobie w głowie myśleć, ze przepraszam (teraz tym zastąpiłam modlitwy). Pózniej zaczęłam mowić, ze przepraszam i troche do Boga pogadałam, ze ja nie mam do tego siły, nie moge nad ta głupia głowa zapanować, noe wiem czemu tak pomyślałam.
Myślicie, ze to grzech ciężki?
Ja ta myślą nie miałam intencji obrażać kogokolwiek (chociaz teraz to ja juz sama nic nie wiem), sama nie wiem po co tak myslalam, z nerwów? Czemu miałaby, chcieć obrazić Matkę Boża? Tylko znowu te myśl przerwałam, nie podobała mi sie, a mysle, ze jak tak dosyc szybko te myśl pomyślałam, to moze nie miałam całkowitej świadomości i dobrowolności?

Proszę, niech ktos mi cos poradzi ze zdrowego punktu widzenia.
Bo jak wszystkie zle myśli ostatnio jakos ignorowałem, to ta sie jakos przejęłam, moze sobie wkręciłam, a moze tak faktycznie jest, ze ja ja sama wywołałam, była obraźliwa i jeszcze w takiej sytuacji.
I znowu jestem podenerwowana. Postanowiłam, ze za karę nie będę jesc dzis słodyczy, czytac ksiazki, ogladac seriali, najlepiej to bym całkiem zrobiła głodówkę, ale i tak czyje taki niepokój, ze juz mysle, zeby chociaz zmówić Zdrowas Mario, a od tego zaraz mysle o Litanii Loretańskiej, a najlepiej, to bym jutro rano juz leciała do spowiedzi.
Płakać mi sie chce, bo staram sie tych sytuacji uniknąć, jak sie zacznę modlić, to będę w kółko do późnego wieczora pewnie powtarzać modlitwę, bo ciagle nie bedzie idealna, nie będę na max skupiona. Czuje, ze to mnie tylko pogrąży w tych myślach, nerwicy, a juz i tak jest zle.

Co myślicie? Uspokoić sie, przeprosić Boga (juz przepraszałem, zaraz po tej myśli jak juz wczesniej pisała, troche pogadałam o tych myślach, zreszta cały czas proszę, o pomoc z tymi myślami) czy odmówić jakaś modlitwę na przeprosiny?

Data dodania: 2017-08-03 19:49:29, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie masz żadnego grzechu, nawet najmniejszego. Co jest źródłem twoich myśli? Strach,lęk i skupienie. Myśli te są inspirowane przez człowieka, między innymi dlatego, aby uspokoić własny lęk, aby wyciszyć strach, głęboki niepokój. Stanowią formę złudnego pocieszenia. Bądź spokojna. Takie myśli nie są w Tobie grzechem. Możesz spokojnie przystąpić do Komunii świętej.
"ze bym tylko nie pomyślała czegoś teraz o Maryji" Był to dla Ciebie trudny moment, nie wiedziałaś jak się zachować. To zwyczajny odruch twojego umysłu. Zawsze się tak dzieje w naszym umyśle, kiedy się czegoś boimy, nie chcemy czegoś, to tym bardziej stają natrętne, obsesyjne. Nie chciałaś obrazić Maryi i przez lęk przed tym, że może się to pojawić, pojawiło się. Nie masz w tym upodobania, twoje intencje są czyste. Poza tym jeśli przeczytałaś wypracowanie, to jak możesz zadręczać się tym, że coś wywołujesz? Kreowałaś coś w twoim umyśle z upodobaniem, z chęcią nabycia czegoś? Oczywiście, że nie. Nie musiałaś Boga za to przepraszać, to nie było i nie jest twoje. Ty chorujesz, cierpisz. Musisz to leczyć. Przede wszystkim ignorancją. Przeczytaj raz jeszcze wszystko od początku i dostosuj się do poleceń. Nie musisz pokutować za te myśli. Módl się jak potrafisz, nie wymagaj za dużo od siebie. Jeśli nie możesz się skupić, to po prostu rozmawiaj z Bogiem, tak jak córka z Ojcem.
Jeśli wszystko ignorowałaś, to jak możesz się zadręczać? Ignorancja usuwa możliwość, aby mieć upodobanie w danym akcie oraz możliwość angażowania się przy tym.
Trochę się zagubiłaś, ale to nie koniec świata. Zacznij wszystko od nowa.
Bożego czasu!


Data dodania: 2017-08-03 20:58:19, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję za odpowiedz i poświęcony czas.
Dlaczego sie zadręczam? Bo czuje niepokój. Jak pisałam, przeczytałam wszystko niestety dopiero po fakcie, gdzie juz sobie wkręciłam, ze popełniłam grzech i to jeszcze taki. Bo kto by sie nie wkurzył, gdyby ktos tak obraził jego mamę? Niestety jestem takim głupim człowiekiem, ze jak sobie cos wkręci, to klapa, a ja sobie wymówiłam? że to był grzech, ze ja tą myśl wywołałam. Sama.
Później nawet gdzieś w internecie wyczytałam, ze jesli w myśli nie ma sie upodobania, to nie jest grzechem cięrzkim, ale jak kiedyś czytałam, że celowo wywołana myśl już jest grzechem, a wydaje mi sie, ze ta została wywołana. Tylko to wlasnie jak piszesz, ten lek, strach takie ciagle napięcie sprzyjają powstawaniu tych myśli.
Co do modlitwy, to jest tak, ze ja musze byc idealnie skupiona na każdym słowie, bo wydaje mi sie, ze jak odklepie tylko formułkę, to za te okropne myśli nie przeproszę. Jak to pisze, to sama kręcę głowa nad swoim zachowaniem i tym, jak ja sie w takie natręctwa i nerwice wpakowałam. Przez to wszystko mam tez skrzywiony obraz Boga i wiary. Boje sie Boga, boje sie, ze jest na mnie zły, staram sie nie modlić modlitwami, tylko rozmawiać.
Zagubiłem sie, prawda, nie mam z kim porozmawiać o tym, dowiedzieć sie i czasami sama nadinterpretuje niektóre rzeczy, ktore przeczytam, zrobię pomyśle, także jeszcze raz Ci bardzo dziękuję, ze tu jestes i starasz sie pomoc takim osobom.

Data dodania: 2017-08-03 21:28:09, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

To jeszcze tak dla podsumowania tego wszystkiego zapytam Was, jak to jest. Myśl, którą my sami wywołamy, pomyślimy, ale nam sie nie podoba, nie mamy w niej upodobania, nie podoba nam sie, wywołuje w nas lek nie jest grzechem?
Tylko nie krzyczcie proszę, staram to sobie jakos poukładać w głowie.

Data dodania: 2017-08-03 21:38:25, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Jesteś masochistką, że lubisz sobie zadawać ból? Po co wywoływać myśli, w których nie masz upodobania?
Poza tym nie wywołujesz myśli, jak już to one do Ciebie przychodzą, a jej źródłem może być jakieś skojarzenie.
Jeśli są to myśli nieczyste, bo (nie napisałaś jakie) to:
Myśli nieczyste, które na chwilę w sobie tworzysz, nie są grzechem. Kiedy nie są grzechem i dlaczego? Ponieważ źródłem ich jest Twój strach, lęk, nie masz w nich upodobania, nie tworzysz ich w sobie dla rozbudzenia własnej seksualności. Myśli nieczyste są inspirowane przez człowieka, między innymi dlatego, aby uspokoić własny lęk, aby wyciszyć strach, głęboki niepokój. Stanowią formę złudnego pocieszenia. Bądź spokojna. Takie myśli nie są w Tobie grzechem.

Jeszcze raz to samo :).

Data dodania: 2017-08-03 21:49:10, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

No wlasnie chyba ze strachu. Jak sie jest podenerwowany, ze nie chce sie jakiejś myśli miec i bardzo stara sie jej nie miec, to mimo wszystko o tych myślach myśli.
Jesli chodzi o te myśli to dotyczą nieczystości i jednocześnie osob świętych, także masakra. Pewnie dlatego, ze myśli o Jezusie, Bogu, Maryi najbardziej sie obawiam, a te najbardziej mnie przerażają, Bóg zna nasze myśli i pewnie tez dlatego, bo gdyby o ludzi chodziło, to bym to szybciej zignorowała i nie miała do tych myśli tyle emocji.
Mam nadzieje, ze to co napisałeś o tych nieczystych tez ma i tu zastosowanie, bo te słowa chyba pasują idealnie. Stworzyłam w głowie myśl, pomyślałam ja, nie podobała mi sie, wywołała we mnie lek, przerażenie.

Data dodania: 2017-08-03 22:22:19, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Lekka niespójność:
Stworzyć myśl, to oznacza wywołać, ale przecież Ty tego nie robisz.
Strach przed czymś powoduje w tobie te myśli. A poza tym, to chyba lepiej, że Bóg zna twoje myśli, przynajmniej może je odróżnić. To nie są twoje myśli, a Bogu się nie robi po czymś takim smutno. Nie masz grzechu. Wszystko w twojej głowie powstało przez skupienie, lęk i strach. Nie analizuj więcej, żeby szatan nie zasiewał więcej wątpliwości.

EDIT

Myśli nieczyste, które na chwilę w sobie "tworzysz" - tutaj mamy przenośnie.

Data dodania: 2017-08-03 22:34:34, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Wlasnie przy tej myśli mnie uderzyło, ze ja ją wywołałam, pomyślałam. Tak jak pisałam, pomyslalam, ze ale by było jak bym sobie jakaś zła mysl pomyślała (w sensie taka obawa) i ja pomyślałam (szybko od razu ta myśl pomyslalam, nie planowałam sobie, ze ja pomyśle, nie wiem jak to wytłumaczyć), tak jakby wywołałam, wczesniej tak miałam, ze czułam, ze ta myśl sama jakos wpadła i pomyślała sie sama, a tu mam poczucie, ze ja jastworzylam. Wydaje mi sie, ze nerwowo, bo tak na chłodno bym nie chciała tak myśleć.
Dobrze, ze chociaz Bóg moze te myśli odróżnić, bo ja sobie z tym kompletnie nie radzę, boje sie, ze za łagodnie siebie potraktuje i uznam cos nie za grzech, co grzechem jest.
Po tej myśli wlasnie poczułam, ze popełniłam grzech, a w tych linkach, ktore wstawiłeś, gdzieś czytałam, ze jak ma sie jakieś poczucie, ze popełniło sie grzech, to znaczy, ze tak jest i dlatego tu napisałam.

Data dodania: 2017-08-03 22:57:31, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Niczego takiego nie pisałem. Wątpliwości, co do wystąpienia grzechu mogą świadczyć, że grzechu w ogóle nie ma lub, że wierny posiada braki, co do wiedzy o grzechu ciężkim. A co do reszty. Czymś takim nie masz co się przejmować, bowiem jeśli nie miałaś złej intencji, aby dana myśl się pojawiała, to oznacza, że niczego nie wywołałaś. Idź już spać, odpocznij.

Data dodania: 2017-08-03 23:22:06, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dzięki.

Data dodania: 2017-08-04 13:05:50, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Żeby nie zakładać nowego wątku.
Wiem, ze nie powinnam sie bać, ze będę miała te myśli, ale ja sobie zepsuła głowę. Dzis juz tak sie dobrze trzymałam, wychodzę z domu, jeszcze chciałam sie pomalowac błyszczykiem i tak durne/głupie skojarzenie bluźniercze związane z nieczystością mi wpadło do głowy, ja w panice oczywiście, ale mysle sobie, ze to natrętna myśl, ja byłam zmotywowana, nie chciałam tak myśleć, przeciez ja mam postawę, ze cały czas nie chce tych myśli, w trakcie drogi jeszcze w myślach przepraszałem za ta myśl, , ale byłam akurat na konsultacjach w szpitalu z kimś z rodziny i czekałam troche zdenerwowana i tak sie jeszcze tym denerwowałam i wróciłam myślami do tego, po prostu tak jakos zaczęłam myśleć, ze jak ja taka głupia mysl miałam i przypomniałam sobie treść tej/tych myśli, nie w celu obrażania Boga czy Maryji czy zeby mi przyjemnie było, bo te myśli wywołują efekt wręcz przeciwny u chyba ale ja juz niczego nie jestem pewna, chyba nawet sie nie zastanawiałam ze ja znowu mysle ta zła myśl.
Myślicie, ze wrócenie do tej myśli, pomyślenie jej było grzechem? Ta myśl dotyczyła i Jezusa i Maryji. Tak sie przestraszyłam, zei chciałam zapytać. To jest przerażajace, ale ja w swoim przypadku tracę obiektywizm.

Data dodania: 2017-08-11 13:03:17, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

To nie jest grzech. Kiedy coś analizujesz, to przecież logiczne jest, że treść myśli wraca. Nie analizuj takich bluźnierstw. Myśl będzie wracać, kiedy ją będziesz analizować, oceniać jej materię.

Wybór tej treści, podtrzymywanie jej z upodobaniem jest grzechem. Zawsze musisz sprawdzać, co było Twoim motywem działania.

Data dodania: 2017-08-11 16:02:09, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Teraz mam cały czas wyrzuty sumienia, ze np. wchodzę na internet dla przyjemności, a powinnam wstać i przeprosić, ze pomyślałam taka myśl. Czasami jak mi sie wydaje, ze ja cos złego pomyślałam albo mocno mnie uderzy jakaś natrętna myśl, to czuje takie wewnętrzne podenerwowanie, ze jak wczesniej pisałam ciagle odmawiałam modlitwę, a teraz musze powiedzieć przepraszam, ale jak powiem raz, to mi sie wydaje, ze dobrze sie nie skupiłam na wypowiadaniu tego słowa i je tak w kółko powtarzam, bo mi sie wydaje, ze ja tego nie czuje, chociaz juz sama wiem, ze jak mozna czuć dobrze, ze sie przeprasza, skoro sie mowi to juz pięćdziesiąty raz. To tez jest objaw nerwicy, prawda?

Teraz sie denerwuje, ze jak napisałam tu tamta wiadomość i mi odpisałeś, ze to nie grzech, to, ze moze ja za lekko do tego podeszłam, za mało sie osądziłam p, bo nie chciałabym, zeby był to grzech. Ale taka sytuacja była - byłam zdenerwowana, ze miałam takie myśli, bo od rana miałam obawy, ze cos pomyśle złego i tak wracałam do tego jak to było i pomyślałam treść tej myśli, te obrazy, moze nawet troche to rozwiodłam, tzn. ta druga myśl trwała moze troche dłużej niz ta pierwsza, wczesniej, ale jakos jak sie złapałam, ze ja takie cos mysle, to myśl przerwałam i nie była

Data dodania: 2017-08-11 18:44:03, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Przepraszam, nie dopisalam, bo mi się zacieki coś. Po prostu ją już mam tak tego dosyć, ciągłej kontroli myśli, analizowania tych myśli.
W tej myśli nie wydaje mi się, żebym miała na celu ta myślą obrażanie kogoś, bo tak się denerwowałam tamta myślą, to jak kilka sekund później mogłabym chcieć obrażać Boga. Czasami przez te myśli, to aż myślę, jakim ja jestem okropnym człowiekiem...

Czyli tak ogólnie, to żeby ta myśl była grzechem, to bym musiała sobie tak w cudzysłowie pomyśleć, że o obrazę Boga w takiej myśli i bym ją celowo przywołał, podobała bym się ta myśl i bym ja jeszcze z radością rozwijała?

Data dodania: 2017-08-11 18:51:39, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Jeśli kochasz Boga, a twoją intencją nie jest obrażanie Jego, to nie masz co się zadręczać. Przepraszaj za grzechy, ale nie za coś, co nie jest twoje. To przepraszanie nazywa się kompulsją. Ty nie przepraszasz za to, że popełniasz grzech, lecz Twoje przepraszanie stanowi formę złudnego pocieszenia, uspokaja twój lęk. Tam, gdzie choroba, to ciężko szukać grzechu...
Bożego czasu i powrotu do zdrowia!
PS. Raz jeszcze przeczytaj treść wypracowań (podane wcześniej linki).

Data dodania: 2017-08-11 20:44:27, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Staram się za siebie wziąć, ale czasami mam wrażenie, że jakaś myś to może moja wina.
Dziś znowu miała miejsce sytuacja, że podczas pewnej czynności pojawił się lęk, pomyślałam sobie, że zaraz jeszcze jakąś myśl bluźnierczą przez to stworzę i zaraz na chwilę takową pomyślałam. Myśl bluźniercza i jeszcze mnie dotyczyła, także masakra. Myśl zaraz przerwałam, taki obraz w głowie mialm przez chwile. Straszny lek poczułam po tej myśli, od razu moj nastrój całkowicie sie obniżył, zmarnowałam kolejny dzien, ktory tak fajnie sie zapowiadał. Poczytałam znowu te stronę z linku i wydaje mi sie, ze to nie grzech ciężki, a pokusa?
Bo nie podobała mi sie ta myśl, pomyślałam ja, bo sie bałam tak jakby, ze cos pomyśle, ale jak 10 sekund wczesńiej nie chciałam miec takich myśli, to tak szybko mozna zmienić zdanie? Odrzuciłam myśl, nie podobała mi sie? Bo wydaje mi sie, ze jak moze sie podobać cos, co wywołuje w człowieku taki lek.
Dobrze rozumuje? Nie usprawiedliwiam sie? Kurczę, cały czas sie obawiam, ze cos pomyśle, pózniej mi tak po takiej myśli nastrój sie obniża, to sie odbija na mojej rodzinie. Teraz bym chciała poczytać sobie książkę, a nie moge sie przełamać, bo mam wrażenie, ze nie zasłużyłam
, za kare nie powinnam i nawet jesli te myśli sa natrętne, jesli sa, to ja sama nie moge pogodzić sie z faktem, ze taka myśl w ogóle miałam. Co na to poradzić? Czasami czuje sie bezsilna jak sobie niszczę życie, jak sie boje Boga i jak przez swoja głupotę nasiliłm sobie psychiczne obsesje.

Przepraszam Tazel, ze tyle tu wypisuje, bo widzę, ze ostatnio tylko Ty wziąłeś na siebie trud odpowiadania na tym forum,

Data dodania: 2017-08-13 17:19:28, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!
Wybacz, trochę zawiniłem. Pisałem z telefonu wcześniejsze odpowiedzi i nie udzielałem wyczerpującej odpowiedzi.
Prosta zasada przy rozeznaniu myśli kieruj się twoim "chceniem", a "niechceniem".
Oczywiście, że grzechu nie masz, a książkę spokojnie czytaj... Rozumiem, że nerwica, to koszmar, ale ten koszmar trwa tak długo, na ile mu pozwalasz. A po co ten strach, co się stanie, jak przyjdą te myślę? Umrzesz, Boga się wyprzesz? Jasne, że nie. Jeśli nie podtrzymujesz tych myśli z upodobaniem, to nie można mówić o grzechu. Jeśli nie ignorujesz tych myśli, to oznacza, że nie walczysz, a jeśli nie walczysz, to nerwicę rozniecasz. Skup się na miłości do Boga, bliźniego, Twojej pracy.

"nawet jesli te myśli sa natrętne, jesli sa, to ja sama nie moge pogodzić sie z faktem, ze taka myśl w ogóle miałam" To głupie wmawianie sobie winy, że jeśli coś było w mojej głowie, to ja do tego się przyczyniam... Oczywiście, że nie. Bóg się takimi pierdołami nie interesuje, nie zwraca na to uwagi, bo po co? Zapewne zwraca uwagę na twój stan psychiczny, Twoją miłość do niego, ale nie na coś, co nie należy do Ciebie.
Walcz z chorobą - ignoruj te myśli.
Z Bogiem.


Data dodania: 2017-08-13 19:48:53, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Rozumiem Izę, ponieważ też ciągle boję się tych myśli. Przez co je rozniecam, jeszcze bardziej się boję, że pozwoliłam im być i że mogą być moje i znów się pojawiają. Nie umiem ich po prostu ignorować. U mnie to wszystko wynika ze strachu, że zrobię (pomyślę) coś złego i nie będzie już powrotu do Boga. Nie wiem skąd u mnie taki strach :( Nie chcę go, ale niestety pojawił się we mnie. Przez co kontroluję każdą myśl. Nie wiem skąd we mnie ten strach. Przed chorobą byłam blisko Boga, w sensie Go czułam. Teraz wiem, że jest, ale nie mam pojęcia czemu zaburzył mi się tak bardzo obraz Boga. Który jest przecież samym Dobrem i Miłością. A we mnie jest strach - chcę ufać Bogu, kochać Go. Ale tyle we mnie strachu. Nienawidzę tego uczucia. Głupia nerwica...

Data dodania: 2017-08-13 20:03:31, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Czyli dalej nic się nie zmieniło?
Siostro myśli tak nie działają, bowiem myśli przychodzą (skojarzenia, przypomnienia) lub kreujemy je dobrowolnie. Te o których napisałaś wynikają z czynników wewnętrznych, czyli są niedobrowolne. Jeśli dalej grzebiesz w tych myślach, to napisz na PW, a wtedy z pomocą Ducha Świętego znajdziemy rozwiązanie.
Bożego czasu!

Data dodania: 2017-08-13 21:54:24, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Czemu tan strach przed myślami? Bo wiem, że jak pomyślę jakąś myśl, to będę znowu miała takie uczucie przerażenia, bo nie będę się mogła powstrzymać , żeby nie pomodlic się po tej myśli i nie przeprosić, bo będę musiała oderwać się od zajęć jakie zaplanowałam, żeby to zrobić, bo będę czuła ze nie powinnam zjeść ciastka, właśnie poczytać wspomnianej książki.
Staram się ignorować myśli i cześć faktycznie przepływa przez głowę i odpływa, ale czasem trafi się taka, że spowoduje jakiś dziwny stres w środku i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Wtedy musze odmówić modlitwę, przeprosić, bo to trochę pomaga, chociaż jak nie działam impulsywnie i zapomnę o tym, to też jakoś działa.
Ja juz dziś się zaczęłam zastanawiać czy te moje myśli są faktycznie natretne czy ja tylko szukam usprawiedliwienia.
Dziś na mszy jakoś nic się w głowie nie działo, ale tak myślę, żeby do końca tak było, ale tak myślę, a co to ja okropnego pomyślałam ostatnio na tym fragmencie i przypomniałam sobie treść tej myśli. Nie rozwinęła jej, oczywiście pojawił się strach. Przy okazji zapytam, bo tak się zastanawiam czy pomyślnie jakiejś myśli i zaraz przerwanie nawet okropne treści, ale nie w złym celu juz jest grzechem? Czy to pokusa puki tej myśli się nie rozwinie? Niby przez taki czas, krótki, to jaka my możemy mieć pełną świadomość? I w sumie różne myśli mamy, nie da się zrobić zapory, ale jeśli nie ma się złego celu tej myśli to to może być grzech? Dobrze rozumuje?

To mogę uznać, że jeśli nie zatrzymuje się na dłużej nad tą myślą, w sensie nie rozwijam jej, nie podoba mi się, tylko wzbudza ona we mnie strach, nawet jak ja ją pomyślę, a nie wpadnie mi ona z kosmosu do głowy, bo często mam wrażenie, że ja taka myśl pomyślałam, nawet wywołałam, mimo że się boje tych myśli, denerwuje mnie jak taka myśl pomyślę, a nie mi się podoba, to nie jest grzech ciężki?
Wtedy to ignorować, zajmować się swoim życiem, nie pprzepraszać, nie denerwować się na siebie i nie załamywać?

Postaram się takie myśli ignorować, mam nadzieje, ze pomoże, bo mam tak dosyć, dziś weszłam do kościoła i w modlitwie prosiłam Boga, żebym takich myśli nie miała, wiec niby nie chciałam, a później i tak pomyślałam. Może za dużo uwagi poświęcam tym myśl, za późno zaczęłam próbować to przerwać, ba sama tak sobie zepsułam głowę, ale ja jestem glupia i zła na siebie, że mam te myśli i nie potrafię sobie z nimi poradzić.



Kapturku, mam podobne odczucia, jesteśmy w podobnej sytuacji. Dużo siły.

Postaram się was nie zameczac swoimi narzekaniami, wiem ze juz nadwyrężam cierpliwość. Nie mam z kim o tym porozmawia. I dziękuję naprawdę za każde odpowiedzi, bo mimo że ja zawsze sobie coś wkrece, to mam chociaż punkt odniesienia i motywację, żeby się ogarnąć.

Data dodania: 2017-08-13 21:55:43, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

A, jeszcze mi się przypomniało, co z takimi myślami, które trochę rozwiniemy dalej bez upodobania. Teraz nawet tak się zaczęło, że z nerwów takie coś tworzę, tez się zdarzyło, że jak nie odrzuciła tej myśli definitywnie, to ona dalej zaczęła się rozwijać, tez bez upodobania, ale to jednak rozwijanie myśli? Wydaje mi się, że wtedy te myśli trzeba rozstrzygać ze względu na cel w jakim były pomyślane? Tu nie ma w takim przypadku grzechu?

Data dodania: 2017-08-13 22:07:26, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Jeszcze takie pytanie. Musze przestać myśleć nawet o tych myślach, bo się tworzą takie sytuacje.
Pomyślałam o pewnej sytuacji w kościele i cały czas wiem, że nie powinnam jakiejś myśli wywołać, ale sama taka bluzniercza myśl wywołałam. Nie wiem po co bo mnie sama ona lekko mówiąc zdenerwowałam, nie rozwijała jej ale wywołałam może z nerwów może nie. Jak to rozstrzygnąć?



Data dodania: 2017-08-13 23:10:19, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mały smakołyk na forum przygotowałem, może się przyda.
http://www.pingwin.waw.pl/forum/forum.php?rcpt=&forum=fidel:74&id=37014#37014

Data dodania: 2017-08-14 09:11:09, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Przyda, dzięki.
Wydaje mi się, że zapomnienie że ma się te myśli, nie odczuwanie takiego wewnętrznego leku pomaga, tylko jeszcze jak to zrobić.

Dziś jak zwykle rano wstałam taka uspokojenia, nie myślałam o tych myślach ani o tym, co wczoraj myślałam juz nie rozważalam tego, jednak z upływem czasu zaczęłam mieć obawy, że znowu coś pomyślę, mimo że mocno jestem zmotywowana, żeby myśli ignorować, ale jednak stres, takie podenerwowanie wygrało i w pewnej chwili poczułam taka obawę i sama wywołałam myśl bluzniercza/wyobrażenie. Jakoś to zignorowałam, nie zaczęłam przepraszać itd ale czuje się winna.
W ogóle takie wywołanie samemu myśli to też są natretne mysli? Czy natretne mysli to są tylko takie, które przychodzą same do głowy?
Jeszcze się zapytam i juz nie będę tak męczyć jak oceniać takie wywołane myśli jak napisałam? Jeśli wywołany myśl i ja nawet trochę rozwiniemy, ale nie mamy w nich upodobania, to nie grzech ciężki? Albo takie wywołanie myśli, puki jej nie rozwijamy, nie rozkoszujemy się nią jest tylko pokusa?
Kiedy taka myśl wywołujemy w trakcie obawy/podenerwowania. To też są natretne mysli?

Data dodania: 2017-08-14 09:59:35, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!
Te myśli o których mi napisałaś, nie są grzechem, ponieważ wynikają z innych czynników. Bowiem Ty nie masz złej intencji, nie wykorzystujesz ich w celu nieczystym jak np. dla rozbudzenia własnej seksualności, wzgardzenia kimś, obrażenia kogoś.

"Myśli nieczyste, bluźniercze, które na chwilę w sobie tworzysz, nie są grzechem. Kiedy nie są grzechem i dlaczego? Ponieważ źródłem ich jest Twój strach, lęk, nie masz w nich upodobania, nie tworzysz ich w sobie dla rozbudzenia własnej seksualności. Myśli nieczyste są inspirowane przez człowieka, między innymi dlatego, aby uspokoić własny lęk, aby wyciszyć strach, głęboki niepokój. Stanowią formę złudnego pocieszenia. Bądź spokojna. Takie myśli nie są w Tobie grzechem. Możesz spokojnie przystąpić do Komunii świętej."

Odpowiadałem już Ci na to pytanie ! ;p

Data dodania: 2017-08-14 12:43:11, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ja juz teraz sama nie wiem po co te myśli. Co do tej o której dziś pisałam, to rozumiem, pojawił się strach, napięcie, pomyślałam taka myśl, właśnie z takiego powodu. Tylko później wywołałam kolejna. Nie miałam takiego napięcia jak przy pierwszej. Tak myslalam o tych myślach i wywołałam bluzniercza dotycząca nieczystości, obrazajace Jezusa i Maryję. Dlaczego tak pomyślałam? Nie wiem. Juz nie mam siły się nad tym zastanawiać. Może przekornie, bo przecież nie mogę myśli wywołać? A już sama nie wiem czy nie chciałam ta myślą obrazić, chociaż gdyby tak było, to bym czuła taki strach po pomyślenia tej myśli i który towarzyszy mi do teraz? Może taka myśl pomyślałam że złości, przekornie. Te myśli powodują, że jestem zła, codziennie nimi żyję, bo nie mogę iść poczytać, pooglądać tv bo zawsze coś pomyślę obawiam się itp. Cały czas się modlę do Boga o pomoc, a mimo to jest coraz gorzej. Mam ochotę krzyczeć do Niego, żeby no w końcu mi pomógł, bo już nie daje rady, ale nie mam takiej postawy, że chce go obrażać. Mam nadzieje. Myśl niby nie była zgodna z moja postawa, może ją sobie tylko sama już wmawiam, a może chciałam ta myślą obrazić? Juz sama nie wiem. Nie rozwijałam jej, ale czemu ja ją wywołałam?
Teraz mam taki niepokój i to nawet nie chodzi, że to po tej myśli, ale bo pomyślałam taka myśl i kogo ona dotyczyła i jak już nawet starając się uspokoić, mówię sobie. No trudno no to mam grzech, przecież też np. Nie zawsze byłam na mszy, ale wydaje mi się, że ta myśl, to już wyjątkowo ciężki grzech, że względu czego dotyczyła. Teraz to najlepiej bym zaraz poleciała do spowiedzi, żeby się tego niepokoju pozbyć, ale znowu nie chciałabym jeszcze iść, bo chce, żeby te myśli się uspokoiło, bo pewnie jak pójdę, to ciągle będę miała jakieś wątpliwości i nowe myśli i będę chciała iść znowu na następny dzień i znowu.

Teraz się całkiem załamałam. Mam 21 lat, wakacje, powinnam się cieszyć, każdym dniem, tym co mam, jaką dziewczyna w moim wieku ma taką psychoze. Niestety sama w to się wkrecilam, dużo siedzę sama e domu, mam za dużo czasu na myślenie o tym wszystkim, ale mam dosyć, no to się tak na moim życiu odbija. Teraz siedzę i rycze, straciłam chęci do zrobienia dziś już czegokolwiek, zamiast cieszyć się, że jutro wolny dzień spędzę z rodzicami, to się boje, że sobie wkrece, że muszę iść do spowiedzi i od razu w środę z samego rana pójdę. Załamałam się kompletnie. Nie wiem jak ja się od tego wszystkiego uwolnienie.

Wiem, że do tego co napisałam o tej myśli jest się ciężko ustosunkować, ale proszę napisz mi ostatni raz, co o tym sadzisz ze zdrowego punktu widzenia. Nie będę już więcej tu ta moja panika więcej obarczac, a to się będzie ciągnąć w nieskończoność. I ja nie mam już siły psychicznej i wszyscy co czytają ten wątek. Na pewno wiem, że nie powinnam się skupiać, wcale myśleć o tych myślach, gdybym tylko mogła nie pamiętać, że takie myśli można mieć...

Data dodania: 2017-08-14 16:27:03, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Tak jeszcze podsumuje ta myśl. Sama ja wywołałam, nie mam pojęcia po co, chyba jej nie rozwijałam, jak już to ewentualnie trochę, nie stworzyłam z niej całej fabuły, nie jest zgodna z moja postawa, ale taka obawę mam, że może w danej chwili była? No bo po co ja pomyślałam ta myśl? Po przerwaniu tej myśli czułam strach.
Ale im więcej ja o tej myśli myślę, to już niczego nie jestem pewna.
Co robić takie myśli tez ignorować czy tu juz jest grzech ciężki. ?

Data dodania: 2017-08-14 16:32:56, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Tak jeszcze mysle, ze moze faktycznie wywołałam ta myśl - moja wina, ale jednak od kilku dńi, tygodni żyje w stresie w związku z tymi myślami, w ostatnim czasie nasilonych. Moze to tez troche ułomność mózgu. Myśl zawierała treść, ktora juz dosyc dawno wpadła mi do głowy i mnie przerażała, bałam sie jej. Nie wiem w jakim celu taka myśl przywołałem, taki obraz, scenkę, ale skoro tak walczę z tymi myślami i one tak bardzo utrudniają życie, boje sie, ze będę je miała, a jak juz cos pomyśle to mam takie wyrzuty sumienia, to moze tak bardzo nie zgrzeszyłam. Na pewno nie miałam żadnych emocji podczas tej myśli, chociaz jak juz to bardziej negatywne.
Kurczę nie wiem jak to sie nazywa w psychologii, ale ostatnio te myśli stały sie obsesja, jak sie cały czas myśli o tych myślach, Bogu, świętych to zawsze sie cos pomyśli, myśl wpadnie itd. Nawet mozna zwykła czynność z takim obrazem zmiksować i pojawi sie cos obrzydliwego.
Czytałam inne wątki na forum i Kapturek gdzieś pisał, o tym upodobaniu do kogos, ze grzyby faktycznie miał upodobanie w pomyślanej myśli, to by nie odczuwał leku zaraz po niej (chociaz moze to strach przed Bogiem). Myślicie, ze mogłam chcieć obrazić Boga moja myślą?

Data dodania: 2017-08-14 18:56:52, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Izaa...albo weź ogarnij się sama albo poszukaj faktycznie pomocy, bo to zahacza już o jakąś nerwicę. Myśli niechciane nie są nigdy grzechem. To jest myśl, pokusa, która pojawia się w Twojej głowie. Jeśli się z nimi nie zgadzasz - jest ok.

Data dodania: 2017-08-14 19:46:03, autor: homine

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Staram się ogarnąć. Rozumiem o czym piszesz, tylko teraz znowu jak wcześniej pisałam sama wywołałam myśl i cały czas jestem podenerwowana. Tylko proszę was o pomoc w ocenie tej wywołanej przeze mnie myśli i nie będę tak wypisywać. Sama wiem, że muszę się wziąć w garść, że tak się nie da żyć.

Data dodania: 2017-08-14 20:19:32, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

"Tylko proszę was o pomoc w ocenie tej wywołanej przeze mnie myśli i nie będę tak wypisywać.". Powiem krótko i na temat. Cokolwiek Ci byśmy nie odpisali nie przestaniesz pytać. Myślę, że żadna odpowiedź Cię nie zadowoli, albo zadowoli na krótko, bo znajdziesz nową wątpliwość. Znajdź stałego spowiednika. I może faktycznie poszukaj pomocy psychologicznej. Bo jeśli to coś więcej to samo nie minie. Szukaj pomocy, póki to nie przejęło kontroli nad Twoim życiem

Data dodania: 2017-08-14 20:51:03, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie tak nie jest. Dużo sobie uzmyslowilam dzięki Waszym odpowiedzi. Nigdy do końca nie umiałam tego ułożyć, a teraz w końcu zaczynam rozumieć. Oczywiście, że wątpliwości się zapewne jeszcze nie raz pojawia, ale wiem, że powinnam do tego podchodzić na spokojnie, poczekać, po jakimś czasie niektóre rzeczy same się klaruja. Nie będę wam tu juz zaśmiecać forum, wiem ze to jest denerwujące dla osoby z boku. Ja juz sama czuje się głupio tu pisząc, robiąc histerie.
Po prostu jeszcze akurat ta myślą się zaczęłam martwić i chciałam Was poprosić o taką obiektywna ocenę czy słusznie się martwię czy przesadzam. Wiem, że mam tendencje do przesady, ale tu naprawdę nie wiem i się martwię. Nie chce tak myśleć, ale jestem tym zmęczona, wywołałam myśl, chyba, tak mi się wydaje, że jej nie rozwijałam, ale nie wiem i czuje się przerażona co ja znowu pomyślałam.
Nie będę tu stałe wypisywać, bo i tak za dużo tego było pod wpływem impulsu. Wiem, że przez to jeszcze bardziej się skupiam na tych myślach.

Data dodania: 2017-08-14 21:10:35, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica


Izaa, mnie wcale nie denerwuje, że piszesz. Nie zaśmiecasz forum i masz prawo szukać pomocy. Wiem tylko,, z własnego doświadczenia jak bardzo może to być szkodliwe. I wiem tez że wątpliwości narastają. Ja często tak miałam, że poprzednia wątpliwość straciła na znaczeniu, bo przyszła inna, "gorsza".
Mówisz, że nabierasz dystansu. Cieszę się :) Wiesz już jak masz oceniać swoje czyny i tego się trzymaj. Staraj się w ciągu dnia nie wchodzić w wątpliwości, zostawić je na później.




Tezel, Twój ostani wpis, pokazał mi dlaczego wywołuje te mysli:

"Po prostu jesteś uzależniona i przyzwyczajona do tych myśli, a kiedy jesteś zaskoczona, że te myśli nie mają bytu w twojej głowie, to sama je wywołujesz. Takie myśli nie są grzechem, bowiem są inspirowane strachem. "

Myśle, że tak właśnie jest, jak tu napisałeś. I w sumie wszystko sprowadza się do tego co mówił mi nie jeden ksiądz, że wola jest ograniczona nerwicą, a tam gdzie choroba to nie ma winy moralnej



Data dodania: 2017-08-14 21:40:06, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dokładnie jest tak jak piszesz. Z jednego bagna sie wyjdzie, a wchodzi w kolejne i tak w kółko.
Zostawianie wątpliwości na pózniej. Moze to dobry pomysł, tylko ja tak jak dzis jak juz ta myśl wywołałam, to czułam potrzebę powiedzieć Bogu, Jezusowi, Maryji, ze przepraszam. Staram sie juz tak nie robic, ale troche mam wrażenie, ze to jest ignorowanie, chociaz pewnie mozna to wszystko powiedzieć na wieczornej modlitwie. Moze tak jest lepiej. I problem jest troche taki, ze ja wieczorem jestem juz często zmęczona i nie zawsze sie odpowiednio nad tym bym skupiłam, ale postaram sie.


Data dodania: 2017-08-14 21:57:25, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica


Rozumiem, że myślisz, że to jest takie ignorowanie, ale to nie prawda. Masz wrażliwe serce i gdybyś całkiem świadomie i dobrowolnie zrobiła coś złego, to byś co do tego nie miała wątpliwości tylko pewność. Byś wiedziała, że popełniłaś grzech ciężki. Wątpliwości w przypadku skrupulatów nie świadczą o ignorancji ale wręcz przeciwnie, o nadwrażliwości.

Odkładanie wątpliwości na później nie służy ignorancji czy lekceważeniu grzechów czy Boga. Normalnie jest tak, że jak pojawi Ci się myśl, to zaczynasz się jej bać. Narasta strach. Z jego powodu często niedobrowolnie wywołujesz kolejną myśl (bo nie chcesz o tym myśleć), potem strach rośnie tak bardzo, że już nie umiesz realnie ocenić swojego postępowania. Strach Cię paraliżuje. Koniecznie chcesz znaleźć rozwiązanie, chcesz wiedzieć, mieć pewność - a w rzeczywistości chcesz tylko się uspokoić. Podświadomie sprawdzasz czy strach ma uzasadnienie, przez co strach narasta (bo nie ma on racji bytu, jest nieuzasadniony). Odłożenie watpliwości na później ma sprawić, że nie będziesz ani podsycać strachu ani pod jego wpływem działać. Odłożenie sprawia, że możesz spojrzeć na wątpliwości z nieco innej perspektywy. Czasem sama zauważysz, że niektóre po upływie czasu okazują się być bezpodstawne i nieważne. Gdy strach zniknie, obiektywnie zauważysz ile wątpliwości pozbawionych jest sensu. To polega na tym, że cały dzień olewasz myśli i wątpliwości, mówisz sobie spokojnie, zajmę się tym np. wieczorem, o określonej porze. Część wątpliwości zniknie, a te co zostaną należy rozważyć tak jak mówi Tezel, pamiętając o motywach działania, o świadomości i dobrowolności. To nie ma być katowanie się tylko taki rachunek sumienia. Żadne długie analizy.

Spowiednik może pozwolić Ci a nawet nakazać brać wątpliwości na swoją korzyść. Mi np. udzielona takiego przywileju i początkowo było ciężko, ale okazało się to bardzo pomocne.

Data dodania: 2017-08-14 22:18:29, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Oj Iza, Iza, ile razy mam Ci pisać, że masz zawsze sprawdzać, co było twoim motywem działania! ;p

Jeśli nie miałaś intencji obrażenia kogoś lub coś, nie chciałaś kimś pogardzić, wykorzystać jako obiekt seksualny, to nie można mówić o grzechu.

"Co do tej o której dziś pisałam, to rozumiem, pojawił się strach, napięcie, pomyślałam taka myśl, właśnie z takiego powodu. Tylko później wywołałam kolejna. Nie miałam takiego napięcia jak przy pierwszej. Tak myslalam o tych myślach i wywołałam bluzniercza dotycząca nieczystości, obrazajace Jezusa i Maryję."

Ta druga myśl była również wywołana ze strachu. Umysł widząc, że ignorujesz myśli, nabywasz jakąś tam wiedzę, co do oceny tych myśli, jest zaniepokojony tym stanem, a znowu Ty widząc, że się nic nie dzieje, wywołujesz je, aby ten niepokój zniszczyć. Po prostu jesteś uzależniona i przyzwyczajona do tych myśli, a kiedy jesteś zaskoczona, że te myśli nie mają bytu w twojej głowie, to sama je wywołujesz. Takie myśli nie są grzechem, bowiem są inspirowane strachem.

Z Bogiem.

Data dodania: 2017-08-14 21:04:36, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję. Dziekuje Ci bardzo za wszystkie odpowiedzi i cierpliwość. Podziwiam za taką mądrość i takie rozsądne rozeznanie. Tez bym chciał sobie to potrafić tak przeanalizować.

Wiem, zeby sprawdzać, co było motywem działania, ale ja jak pisałam juz sama nie wiem, zaczynam myśleć, ze moze ja tak chciałam myśleć, skoro wywołałam ta myśl. Ale tez jest troche tak, ze jak juz rozumiem, ze te poprzednie myśli nie sa grzechem, bo ja ich nie wywołuje, to pojawia sie z tylu głowy jakaś obawa, ze ja sama cos moge wywołać. Ja chyba dążę do samozniszczenia, ale dziękuję za te słowa, troche, a nawet bardziej sie uspokoiłam.

Data dodania: 2017-08-14 21:50:00, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Zostaw wreszcie te myśli ! ;p W domu nie masz nic innego do roboty? Filmów nie oglądasz, książek nie lubisz czytać? Już lepiej wyjść na dwór i sobie pobiegać niż się męczyć bzdurami.

Czyli podsumowanie:

Myśli masz ignorować, a kiedy je wywołasz, to nadal nie są grzechem. Staną się dopiero, kiedy będziesz miała złą intencję np. będziesz chciała kimś pogardzić za pomocą tych myśli, wykorzystać kogoś jako obiekt seksualny. Jeśli nie będziesz miała złej intencji, to nie ma winy moralnej.

Bożego czasu i przede wszystkim wypoczynku!

Data dodania: 2017-08-14 22:19:21, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Tazel pytałam Cię o to w wiadomości, moze jeszcze nie czytałeś, nie musisz sie spieszyć z tamta odpowiedzią, tylko chciałam o jedno zapytać, bo jestem juz mocno poirytowana. Po każdej myśli jak mi przyjdzie staram sie powiedzieć te słowa, o ktorych pisałeś, ze sie wyrzekam szatana (moze nie powinnam?), tylko cały czas mi sie wydaje, ze nie dokładnie sie skupiłam na jakimś słowie, ze moze w pewnej czesci sie rozproszyłam. Nie chodzi mi ze jedno sobie mówię, a mysle całkiem o czymś innym, tylko ja juz nienormalnie próbuje sie skupić na wypowiadanych słowach na 300%, albo, ze pospiesznie te słowa powiedziałam itd. I powtarzam to z kilkadziesiąt razy az w koncu dam sobie spokój i tak do kolejnej myśli. Szczerze mówiąc, to juz mnie osłabia, ze mam znowu to mowić?
Co robic? Powiedzieć tak raz i koniec, bo jakbym sie nawet nie całkiem idealnie skupiła, to i tak bedzie dobrze?
W ogóle moge to sobie tylko powiedzieć w myślach? I czy moge powiedzieć tylko "wyrzekam sie szatana" czy musze powtórzyć dokładnie tak, jak pisałeś?
Ciagle tak siebie to powtarzam i w koncu do słów ojca wszechmogącego skojarzyło mi sie to z mówieniem o szatnie i sie denerwuje, ze jeszcze cos głupiego z tego wyniknie, bo ja podczas mówienia przy tych słowach będę miała ma myśli szatana a nie Boga.

Poradź, jesli masz chwilkę, co do tamtej wiadomości, to sie nie spiesz, w koncu jest weekend, tylko w tej sprawie cos by sie przydało, bo juz sie złoszczę, ze ciagle tak gadam i nie moge ze spokojem sie zająć swoimi czynnościami.

Data dodania: 2017-09-02 16:33:28, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Pisałem Ci siostro, że nie masz nigdy niczego powtarzać, ani przerywać. Jeśli uległaś rozproszeniu, to dokończ modlitwę, tylko że z większą miłością, większą wiarą. I tyle.

Nie musisz się ciągle wyrzekać, ani używać moich słów (to był tylko przykład). Wyrzec się czegoś, kogoś to znaczy odrzucić to coś, tego kogoś i się tym nie zajmować. Wyrzekłaś się raz i wystarczy. Za rok uroczyście możesz wyrzec się jeszcze raz :D. No sobie teraz żartuję, ale po prostu nie zajmuj się już szatanem... Do czego on jest potrzebny? Ignoruj go...

Odpisać, odpiszę, ale później, bo piszę wypracowanie. I troszkę muszę się skupić.

Z Bogiem.

I zajmij się wreszcie czymś przyjemnym (ale godziwym)! : )


Data dodania: 2017-09-02 17:11:52, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Takie wyrzekanie się to właśnie po jakiejś myśli, przez którą się obawiam, bo była związana z tym tematem, to chyba podchodzi pod kompulsje, bo jak nie wyrzekanie się po takiej myśli, to się boje, że ta myśl może będzie ważna. Chodzi o to, że tak mówię, a zaraz po powiedzenia tych słów wydaje mi się, że nie skupilam się odpowiednio i powinnam je powiedzieć jeszcze raz i tak w koło, bo jak nie powtórzę tych słów, to mam jakiś lęk i nie mogę się skupić na niczym.

Martwię się tylko czy jak wypowiadając te słowa, a przy mówieniu ojcze wszechmogący miałam skojarzenia jakoby był to zwrot do szatana, kilka razy, ale w dalszej części oczywiście mówiąc, że wyrzekanie się szatana, to nie stało się nic złego. Przy słowach o ojcu wszechmogący automatycznie była myśl o szatnie, nie o Bogu i to mnie martwi.

Co do odpowiedzi na wiadomość, to spokojnie, rozumiem i bez pośpiechu.

Data dodania: 2017-09-02 17:48:46, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Bóg wie, co było Twoją intencją... Nie grzeb w tym już! :)

Data dodania: 2017-09-02 18:25:36, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Zawracam głowę, przepraszam, ale sie zdenerwowałam taka sytuacja. Siedzę przed tv i cos sobie zdrapywalam, przestałam na chwile bo cos musiałam przełożyć i znowu taka myśl pomyślałam, ze jak to zdrapie, to cos o oddaniu duszy, ale i tak do tego wróciłam i zdrapalam. Tłumacze sobie, a w zasadzie próbuje, ze ja nie z taka intencja ta czynności wykonałam, a przynajmniej tak mi sie wydaje po tym co juz miałam tłumaczone, to skoro takie paniki robie z tymi myślami to pewnie nie mam takiej intencji i wczesniej, jak tez miałam taka myśl, ze jak cos zrobię, to znowu to samo taka myśl,, to wolałam nawet juz dać sobie spokój z ta czynnością i zeby nerwów sobie nie psuć to nie wykonywałam danej czynności. Niby sobie mówię, żebym dała sobie spokój, ale sie zdenerwowałam powiedziałam w myślach "wyrzekam sie szatana", ale mam taki nerw, ze powinnam wypowiedzieć te słowa wyrzekania sie. Mam sie tym nie przejmować? Dać spokój?

Zdenerwowałam sie, bo po takiej myśli pewnie powinnam zostawić te czynność i by nie było problemu, ale z drugiej strony juz te myśli zaczynaja sterować moim życiem, bo nie wiem w jakim stopniu ja je sama wywołuje czy one automatycznie wchodzą przy okazji, jak chce cos zrobic, a jak między ta myślą przed wykonaniem tej czynności nie powiem sobie w myślach, nie zaprzeczę, ze to nie prawda i tak sie nie stanie i moge wykonać te myśl i dopiero wtedy ja wykonam, to nie mam obawy, stresu.

Data dodania: 2017-09-03 12:26:22, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Jeszcze dopisze, bo znowu niepotrzebnie nad tymi myślami rozmyślam, a z tego jeszcze większe problemy wychodzą, ale teraz tek sie zastanawiam jakby dla uspokojenia, wytłumaczenia, ze przeciez i wczoraj i dzis tak sie obawiałam, zeby jakis tam myśli nie pomyśleć i tak pomyślałam, ze moze ja chce takie myśli i sie tak nad tym zastanowiłam i zastastanowilam sie nad taka sytuacja, nad konsekwencjami tych myśli i jakos pomyślałam słowo chce, nie jako zwrot i zaraz tez chyba w tym samym momencie uświadomiłam sobie, ze nie chce tego i rozumiem to czego sie obawiam. No i jeszcze teraz mam następna obawę, ze jeszcze takimi myślami cos namieszałam, bo wiem, ze powinnam to zostawić.
Nie jestem taka przekonana do tego, ale czy nawet gdyby tak było, ze przez chwile wydawała mi sie, ze ja czegoś takiego chce i pomyślałam takie słowo, to czy w całej tej sytuacji, ktora sie ciągnie juz jakis czas, jak tu pisze, cos sie mogło złego stać? Czy takie myśli to tylko myśli i nie powinnam az tak sie niemi przejmować?
Jeny, ależ ja znowu mieszam.

Data dodania: 2017-09-03 12:43:17, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!
Iza, ale to już nie ma sensu... Ja Ci wielokrotnie odpisywałem już co masz robić... Ten przykład się niczym nieróżni od pozostałych. Masz to ignorować, ponieważ Ty chorujesz, a nie grzeszysz. Nie można szukać winy moralnej, w czymś, co nie zależy od człowieka, lecz wynika z choroby. Napisałem Ci, że wszystkie myśli wynikające z nerwicy masz ignorować i nie szukać tam grzechu. Jeśli nie chciałaś zrobić nic złego, to daj sobie spokój.

Z Bogiem.

Data dodania: 2017-09-03 13:10:41, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Rozumiem, tylko cieżko to zignorować i samemu sobie przetłumaczyć, będę sie starać, staram sie, tylko ja sie sama nakręcam i tworze przez to jeszcze większy strach.
Z druga sytuacja jest o tyle inna sprawa, ze ja chyba nie nerwicowo zaczęłam to analizować, chocia troche dla uspokojenia tej pierwszej sytuacji, wiec nie wiem jak to jest, przemyślałam chyba tak normalne te sytuacje, jaki ja mam do tego stosunek. W każdym razie pomodliłem sie, podawałam do Boga i przez ta modlitwę utwierdziłam sie jeszcze, ze chce byc w życiu po Jego stronie, poprosiłam o uwolnienie od tych myśli, od strachu i zeby mi nie pozwolił czegoś głupiego mi w życiu tymi myślami namieszać, No i tez powiedziałam, ze wyrzekam sie sztana, tyle z tym jest większy problem, bo mimo, ze wczoraj pisałeś, ze mam nic nie powtarzać, to z tym jest cieżko, bo a to wydaje mi sie, ze nie wyraźnie powiedziałam wyrzekam, a to nie skupiłam sie odpowiednio na innych słowach (chociaz sie skupiam na ile moge) i po powiedzeniu tych słów znowu czuje, ze musze je powtórzyć i tak w kółko, chociaz to penie jest kompulsywne i pewnie nawet jak ja powiem to raz, niewyraźnie, ale z intencja wyrzeczenia sie, to starczy, tylko ja mam jakieś chore poczucie, ze jak to będę tyle razy powtarzać, to myśli sie wykazują. Musze nad tym jakos zapanować.

Data dodania: 2017-09-03 13:34:46, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Zostaw to wszystko. Ja Ci napisałem, co masz robić.

Modlitwa ma być rozmową z Bogiem.
Boga nie zaskoczysz niczym, ponieważ On zna Twoje potrzeby, wie jakie masz problemy. Dlatego rozmawiając z Bogiem, jak córka z Ojcem, Twoja relacja staje się żywsza i zaczynasz Go traktować jako Tatę, który wie jak Ci ciężko...

Nie wyrzekaj się już diabła, a modlitw nie przerywaj...

"chyba nie nerwicowo zaczęłam to analizować"

Kochana... analizowanie grzechu nie jest grzechem ! :p

Z Bogiem.

Data dodania: 2017-09-03 14:52:44, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Postaram się to zostawić, bo już wiem, że to roztrzasanie może być tylko ze szkodą, ale żeby się pozbyć jakiś lęków, to jest ciężko to zostawić.
Modlitwy nie przerywam, tylko właśnie chodzi, że ciągle powtarzam, bo mi się wydaje, że powinnam się na niej bardziej skupić, bardziej świadomie to powiedzieć.
To wiem, że analizowanie nie jest grzechem, ale przez to analizowanie jakiś głupie myśli można wywołać. Tak sobie tłumacze, że nie mogę się dać zwariować (no chyba za późno :/) i ze jak pomyślałam coś to nie jest moja postawa i ja się na to nie zgodziłam , bo bym się tak nie obawiała takich myśli i nie modliła do Boga, ale jakaś obawa zawsze pozostaje, a tym bardziej, że przez moment miałam wrażenie, że chce tego wszystkiego, ale od razu zrozumiałam, że nie i to jest już taka w pełni świadoma myśl, ale jakaś obawa pozostaje, choć rozumiem, co już wcześniej napisałeś, że chęć to jest solidna postawa, a ja takowej raczej nie mam.

To wszystko jest już męczące, jaka ja jestem glupia, że o takich rzeczach myślę, zamiast żyć normalnym życiem.

Data dodania: 2017-09-03 15:21:04, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Gdybyś zostawiła, to wszystko to wiadomość powinna wyglądać tak "Dobra. Zostawiam to wszystko." Ale Ty dalej piszesz.

"Modlitwy nie przerywam, tylko właśnie chodzi, że ciągle powtarzam, bo mi się wydaje, że powinnam się na niej bardziej skupić, bardziej świadomie to powiedzieć.
To wiem, że analizowanie nie jest grzechem, ale przez to analizowanie jakiś głupie myśli można wywołać. Tak sobie tłumacze, że nie mogę się dać zwariować (no chyba za późno :/) i ze jak pomyślałam coś to nie jest moja postawa i ja się na to nie zgodziłam , bo bym się tak nie obawiała takich myśli i nie modliła do Boga, ale jakaś obawa zawsze pozostaje, a tym bardziej, że przez moment miałam wrażenie, że chce tego wszystkiego, ale od razu zrozumiałam, że nie i to jest już taka w pełni świadoma myśl, ale jakaś obawa pozostaje, choć rozumiem, co już wcześniej napisałeś, że chęć to jest solidna postawa, a ja takowej raczej nie mam."

Zapewne oczekujesz, abym się do tego odniósł, abym napisał, że wszystko jest w porządku, ale to bez sensu...

"jaka ja jestem glupia, że o takich rzeczach myślę, zamiast żyć normalnym życiem."

Z tym pierwszym się nie zgadzam. Jesteś poraniona, nie głupia. Z tym drugim zgadzam się. Argument z tym lękiem jest bezpodstawny, bowiem on nie trwa długo. Nic nie trzeba robić, aby on zniknął. Jeśli będziesz dalej w tym grzebać, to Twoje życie nadal tak będzie wyglądać.


Z Bogiem.

Data dodania: 2017-09-03 16:17:40, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

I juz miałam odpisać. Dobra, zostawiam to, ale ja akurat uważam, ze jestem głupia, choćby przez to, ze zadam kolejne pytanie.
Pamietam wszystkie odpowiedzi, tłumaczenia, wyjaśnienia. Dziękuję za nie i nie chce zadawać kolejnego pytania, jednak mam lęk i nie mówię o tym, o ktorym pisałam wczesniej, chociaz i taki, ale taki, ze ja zignoruje cos, a pózniej będę miała tego konsekwencje, ktorych sie tak boję. Wiem, że dziś i w ogóle w tym temacie z pytaniami, to już mocno przeginam, każda myśl sie wydaje wyjątkowa i o każda lepiej zapytać. Wydawało mi się, że się trochę ogarnęłam, ale wychodzi na to, ze nie. Nie bardzo mam pomysł na to, co zrobić, pewnie na początek powinnam mniej pisac tu, a bardziej sama sobie coś przetłumaczyć, a jeszcze lepiej ignorować, jednak cały czas szukam uspokojenia, bo w końcu zrozumiałam, że potrzebuje miec w koncu pusta głowę, nie miec z tylu tego zadręczania, uczucia podenerwowania. Mam za duzo wolnego czasu i nie potrafię sie zająć, pochłonąć czymś na tyle, zebu zapomnieć o tych myślach, a przez co one by sie wyciszyły, w każdym razie koniec lania wody.
Dzis w radiu leciała piosenka, w ktorej było zdanie "a światem rządził szatan", wyłączyć jej nie mogłam, zająć sie czymś innym tez nie, bo jechałam samochodem, miałam troche obawę, ze cos pomyśle i zaczęłam myśleć na inne tematy, zeby zapomnieć, co usłyszałam (wiem, miałam tego nie robic, miałam ignorować), jednak sie nie udało, myśli wróciły do tego zdania, obawa wróciła, zaczęłam myśleć nie,nie, nie, ale te myśli przykryły, albo jeszcze głośniejsza była myśl, ze chciałabym czy cos w tym stylu. Sama ja wywołałam, przywołałem. I teraz nie wiem co. Po tej myśli az mi sie wszystko zaczęło we mnie trząść, czułam sie winna i zaczęłam analizować. Stwierdziłam, ze nie wiem czy moge te myśl zrzucić na nerwice, ze w tych myślach pewnie tez jest moja wina, moze nie we wszystkich, ale moze do czesci ja sie przyczyniam i zwalam to tylko na natręctwa. Bo ta myśl podchodzi pod oddawanie czci szatanowi?
Pózniej tak zaczęłam rozmyślać czy ja bym tego chciała i stwierdziłam, ze co za różnica. Tzn. Mi sie juz wyczerpały zapasy emocjonalne. Teraz znowu sie nad tym zastanowiłam i znowu to samo, ale mysle sobie, No co ja mówię, przeciez to zło, jak to co to za różnica, nie chce tak uważać. Modlę sie do Boga, byłam w kościele, proszę, zeby mi pomagał i nie podoba mi sie, ze tak mysle, ale ja chyba nawet nie zdaje sobie sprawy jak ogromna to różnica. Tej myśli akurat nie miałam zamiaru roztrząsać, ale moze to byc cos złego? Teraz tak sobie mysle, ze jak ja głupio to mysle i nawet teraz miałam tak sama odpowiedz, a ja z szatanem nie chce miec nic wspólnego i wiem,ze dobro to Bóg. Teraz jeszcze pisząc to zaczęłam te myśl analizować i sie boje, nie chce w to wnikać, bo sie obawiam, ze jeszcze tym co pomyśle przyciągnę cos złego, a teraz jeszcze bardziej mnie ciągnie, zeby to do końca roztrzygną i to dla spokoju unormować. Czy to, ze ja pomyślałam tak, ze mi to obojętne, ze nie ma różnicy, to w cos sie nie wciągnę? Wiem, ze diabeł, to zło, wielkie. Dobra, życia mozna szukac tylko w Bogu i tu nie ma dla mnie dyskusji, tylko ta moja odpowiedz mnie zaniepokoiła, chociaz tak jak pisze, ja sobie chyba do konaca nie zdaje sprawy.

No i znowu sie wywiązało nie to co chciałam, ale teraz jeszcze mam obawę co do tych moich analiz. Niepotrzebnie zaczęłam to analizować.
Ale co do tego z ta pierwsza myślą, tak myslalam na początku, pózniej zaczęłam sobie tłumaczyć jak juz troche moze emocje opadły, ze taka mysl była w chwil podenerwowania, samo to, ze zaczęłam tam te nie, nie, nie mowić, to moze był tak, ze ja chciała odgonić te myśl, chociaz mimo to nałożyła na to jeszcze mocnie te myśl. Pisałeś, ze nawet jak cos wywołam, to i tak nic, tylko tu problem jest, ze ja nie wiem, co chciałam, zdenerwowałam sie ta myślą i to mocna, jeszcze bardziej niz dzisiejszymi poprzednimi, nie wiem czy moge ja zwalić na nerwice, bo najpierw myslalam, ze nie, pózniej, ze tak, a teraz mam wątpliwości, ale tez raczej, ze tak.

Miałam zapytać tylko o pierwsza myśl, ta druga tylko przy okazji, a teraz zdałam sobie sprawę, ze moze jest większy problem wlasnie z tym, ze ja stwierdziłam, ze to obojętne, jeszcze jak pisałam to znowu sobie zadałam to pytanie i odpowiedz była taka sama, a jeszcze pomyślałam, ze co to by było złego. Mysle sobie, ze ja nie wiem, co mówię/mysle. I tak teraz zaprzecza, temu, bo mówię, ze to zło, ale boje sie, ze taka myślą moze oddałam jakaś czesc.

Zamotałam bardzo, napisz mi co o tym sądzisz, postaram sie nie zadawać tak tu ciagle pytan, ale teraz na prawdę juz tym wszystkim sie zdenerwowałam.

Data dodania: 2017-09-03 20:15:17, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dopisze jeszcze, bo chyba chaotycznie napisałam. W sumie jak ktos ma mi odpisać czy to nie zle, ze cos mysle, skoro ja sama nie wiem, o czym mysle.
Do tej drugiej myśli. Jeszcze raz siebie zapytałam, jakie mam zdanie na ten temat i odpowiedz była taka sama i zaczęłam wchodzić w te myśl, zeby sobie przetłumaczyć, ze nie moze byc tak, ze obojętne, bo to zło i, zepowinnam odpowiedzieć, ze oczywiście, ze bym nie chciała. Nie wiem, co ja tak sobie dokładnie pomyślałam, zaczęłam to analizować i to rozkładać na czynniki pierwsze, a teraz mam jakaś obawę, ze ja cos na siebie ściągnęłam.

Miałam zostawić te myśli, przestać sie nimi zajmować, a wyszło jak zwykle.

Data dodania: 2017-09-03 20:31:10, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Zostaw i już :-). Jak analizujesz, to będzie to sprzyjało kolejnym sytuacjom, przecież doskonale to wiesz. Ja mam co prawda często niepokój po nieodpowiednich myślach, ale jeżeli je zostawie na chwilę, to nowe też się rzadziej pojawiają. To zaburzenie nie pozwala nam ocenić jakiejkolwiek sytuacji na 100, ale skoro analizowanie sprzyja kolejnym złym myślom, to uważam, że można z czystym sumieniem przestać to rozważać. Ważne, że teraz nie akceptujesz tej myśli, a wtedy mogło Ci się tylko wydawać, że ją chcesz lub że jesteś obojętna. Na podobnej zasadzie wiele osób z NN czuje jakąś dziwną potrzebę skrzywdzenia kogoś i chociaż wydaje im się, że to ich rzeczywisty stan, to jednak nie stanowią żadnego zagrożenia.

Data dodania: 2017-09-03 20:45:22, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

A cóż ja mogę napisać. Znowu to samo, nic wyjątkowego. Nie chciałaś się oddać szatanowi, nie podobały Ci się te myśli, nie chciałaś zrobić nic złego... Nie ponosisz żadnej winy moralnej. Jeśli się z czymś nie utożsamiasz, odcinasz się od czegoś, to nie poniesiesz żadnych konsekwencji.

Czy to, ze ja pomyślałam tak, ze mi to obojętne, ze nie ma różnicy, to w cos sie nie wciągnę?

Nie. To jest głupota. Często człowiek plecie głupstwa, z wyczerpania, z powodu emocji. Ważne, że teraz tak nie uważasz. Przeproś Boga za głupotę i poproś o łaskę cierpliwości, chociaż u Ciebie przydałoby się większe posłuszeństwo! :p

Z Bogiem!



Data dodania: 2017-09-03 20:50:24, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję za odpowiedzi.
Czyli po prostu zignorować te sytuacje?

Teraz ja nie wiem, co odpisać. Przeraziłam sie, ze tymi myślami cos zrobiłam, teraz nie wiem czy ja sobie tylko to wmawiam, bo sie denerwowałam ta sytuacja czy ja cos pomyślałam, bo nie pamietam dokładnie, co pomyślałam. Chciałabym to rozstrzygnąć, ale sama nie wiem, co ja dokładnie myslalam, teraz tylko wydaje mi sie, ze skoro tak jest, to nie było to w pełni świadome i w pełni dobrowolne, ale i uspokoić tez bym pewnie sie chciała, bo niedługo chyba osiwieje.

Wpadłam w jakis ciąg myślowy, jakieś zaplatanie i od tych myśli, ze mi obojętnie moze jeszcze cos pomyślałam, ze szatan nie jest taki zły, ze moze by nie było tak zle co do tej pierwszej myśli, ale jak pisze sama nie moge sobie tego przypomnieć. Nawet nie wiem, po tu cos pisze, skoro ja sama nie wiem co, to ktos inny ma wiedzieć. Po prostu bardzo sie zdenerwowałam. Sama juz nie wiem, jak to bylo i nawet sama nie moge jakos sobie wytłumaczyć, uspokoić sie.
Myslalam sobie, zeby juz zostawić to analizowanie, bo jeszcze cos gorszego z tego wyniknie, a w jakis emocjach (chyba) jeszcze dalej to pociągnęłam, a pózniej to juz dostałam takiego stracha, jakbym na serio cos strasznego przez te myśli zrobiła.

Moze, a na pewno sie użalam, ale az mi sie wszystkiego odechciało i najchętniej, to bym sie wpakowała w kołdrę i gapiła w sufit, a to znaczy, ze na prawdę jestem zdenerwowana. Pewnie, ze gdyby to była tylko kwestia grzech albo nie, to bym to zostawiła i powiedziała, ze trudno, ale wiem, ze moze byc cos poważniejszego w konsekwencjach takich myśli i to mnie przeraża i dlatego tak cieżko to zostawić i sa w związku z tym takie emocje.

Co do posłuszeństwa, to staram sie stosować do rad w teorii jest ok, ale w praktyce, jak przyjdzie kryzys, to jest problem. Na prawdę, ja juz nie wiem, co ze mną jest nie tak, jak ja sama sobie potrafię rzucać takie kłody pod nogi. Od dwóch tygodni te myśli sa praktycznie głównym tematem moich dni, to jest chore.
Dzis prosiłam Boga, zeby nie pozwolił mi sobie jakiejś głupoty zrobic tymi myślami, ale do tej sytuacji nie wiem, jak to sie ma.



Data dodania: 2017-09-03 22:50:40, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Zostaw to wszystko. Wystarczy, że Bóg wie, że nie chciałaś zrobić nic złego.



Data dodania: 2017-09-04 11:22:14, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Tyle, ze ja juz sama nie wie, co to sie działo w momencie tych myśli, ale moze przez to, ze zaczęłam sie tak bać i poczułam strach, to sobie cos wmawiam, a moze nie, ale gdyby cos było nie tak, to chyba bym wiedziała. Teraz moze sie usprawiedliwiam, albo moze cos wmawiam.

Data dodania: 2017-09-04 11:38:16, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Wiesz, nie dziwię się chyba, że nie pamiętasz dokładnie, ja wczoraj przeżyłem prawdziwą torturę, miałem takie bluźnierstwa w głowie, że nawet mówiąc na głos się przejęzyczyłem, albo modliłem się i zwracałem się w obrzydliwy sposób. Mimo to jakoś też dokładnie nie pamiętam, co wtedy czułem, czy je odrzucałem, nie umiem ocenić świadomości, pamiętam tylko ten amok i napięcie. Myślę, że to nie jest nic niesamowitego, że nie pamiętasz co czułaś, to raczej świadczy o tym, że nie było to ani w pełni świadome, ani w pełni umyślne. Podobnie myślę, że było w moim przypadku i naprawdę chcę w to wierzyć, bo analiza doprowadza do kolejnych myśli. Mnie np. wczoraj nagle przypomniało się coś w rodzaju, że dawno nie myślałem o Bogu i zaraz bluźnierstwo. Potem jak przyszło zniecierpliwienie, to przeżyłem taki natłok myśli bluźnierczych jakiego chyba jeszcze nigdy nie doświadczyłem. Ale wszystko minęło, myślę, że żadnego bluźnierstwa świadomie nie zaakceptowałem. Pewnie u Ciebie jest podobnie, a że Ci się wydaje inaczej...
Chyba każdy skrupulat ma wrażenie, że jego sytuacja jest wyjątkowa, trochę inna, że on to na pewno już coś zrobił albo wywołał. Ale "wyjątkowych" jest nas cała masa, każdy ma trochę inne te myśli, Ty teraz doświadczyłaś "oddawania się" wiadomo komu, a ja mam nieustanne wulgaryzmy i bluźnierstwa. Ale mechanizm jest chyba ten sam, dążymy do perfekcji, ale jesteśmy ludźmi. Możemy zerwać z grzechem, ale niekoniecznie z pokusami, tym bardziej, że nasze zaburzenie im sprzyja. Myślę, że wielu psychologów uznałoby, że te myśli nie mają znaczenia, że nie pójdą za nimi czyny. Ale my wiemy, że i myślą można kogoś skrzywdzić, że to myśl stoi u podstawy praktycznie każdego grzechu. Tylko, czy kogoś obrażamy, gdy pod wpływem tych naszych analiz nachodzą nas złe myśli? Przecież Bóg doskonale zna intencje i w przeciwieństwie do nas nie ma wątpliwości co chcemy, a kiedy nam się wydaje. Pewnie szatan też nie potrzebuje specjalnego zaproszenia, jego już i tak prowokujemy naszymi staraniami życia bez grzechu. Wiadomo, że egzorcyści ostrzegają przed wypowiadaniem nawet w formie żartów takich słów, ale przecież nie mamy na nie pełnego wpływu. Tymi analizami najbardziej możemy chyba skrzywdzić siebie i naszą relacje z Bogiem, bo myśli jakkolwiek obrzydliwe, nie stanowią zagrożenia, dopóki nie zaakceptujemy pokus i stylu życia, który nam podsuwają, a przynajmniej tak mi się wydaje :).

Data dodania: 2017-09-04 11:58:29, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

--- komentarz wykasowany ---

Data dodania: 2017-09-04 19:50:09, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Wejdź proszę na pw.

Data dodania: 2017-09-04 19:52:54, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Pisze na świeżo, ale ręce mi opadły.
Przed chwila miałam myśl odwrotna do "w imię Jezusa Chrystusa wyrzekam sie szatana"
Jak do tego doszło? A No tak, ze jakos wpadła myśl "w imię szatana" a mi sie skojarzyło z wlasnie ta formułka i wiedziałam, ze tak nie powinnam dokończyć, a sama odpowiedziałam te myśl.

Zignorować? Niby świadomość była, dobrowolność? No nie wiem czy byłam w stanie zatrzymać te myśl, teraz znowu sie bardzo zdenerwowałam.
Kurczę, chwile przed ta myślą jeszcze mówiłam do Jezusa, ze mu ufam, bo związane było to z inna czynnością i myślą, a zaraz potem wylatuje z ta mysla.
Co teraz zrobic? Zostawić to? Wyrzekać sie? Pomodlic?

Data dodania: 2017-09-04 21:09:21, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie miałaś takich intencji. To było skojarzenie. W tym stanie czasem robimy coś czego się boimy. Ty się tego boisz. Wszystkie myśli krążą wokół tego. Boisz sie tak pomyśleć To jest strach. Z tego strachu Twój mózg wywołuje te myśli. Ty tego nie robisz. Ty tego nie chcesz. ty się tego boisz.
Bóg się nie gniewa na nas za natrętną, niechcianą myśl. On raczej martwi się tym co się z Tobą dzieje. Zostaw to. Nie miałaś takich intencji, więc ja nie widzę tu żadnego grzechu.
Możesz oddać tą sprawę Bogu i tyle. Spróbuj tez Bogu oddać to czego tak bardzo się boisz. Niech sam Bóg Cię przed tym chroni. Bogu oddaj troskę o to. A ty sama ignoruj te myśli, one nie są Twoje, Ty ich nie chcesz. Bóg to wie. Ignoruj je. Bóg się tym zajmie a w jego rekach jesteś bezpieczna.

Dziś przeczytałam w jednej książce, że nerwica natręctw polega na tym, że bardzo boimy się utracić coś co jest dla nas cennego. Boimy się, że to stracimy. Z tego lęku mózg wytwarza natrętne myśli, czarne scenariusze, wszystko co sprawia, ze mozemy stracić to co dla nas cenne. Mysli są natretne bo dotyczą czegos ważnego. A strach je nakręca. Za wszelką cenę chcemy bronić naszych skarbów (np. zdrowia, wiary, zbawienia). Napinamy się by bronić to co możemy stracić.
Ja dziś w ręce Boga oddałam to czego broniłam. Poprosiłam by sam Jezus się tym zaopiekował by to dla mnie chronił i nie pozwolił mi tego stracić. Zrozumiałam, że tu o strach chodzi. A nie chcę się bać. Nie umiem sama bronić tego co jest dla mnie ważne, więc oddałam to Jezusowi. On chce dla mnie dobrze, więc będzie strzegł mnie i moich skarbów. Mam nadzieję, że jestem w Jego rękach bezpieczna. I jakoś czuje się treaz lepiej. wiem, że te myśli nie zmieniają stosunku Boga do mnie. Zę to tylko wytwór mojego umysłu i strachu. Przeszłość oddzieliłam grubą kreską i zaczynam od nowa w rękach Boga.
Może zrób coś podobnego. Może właśnie chodzi o to żeby przestać się bać? wtedy będzie lepiej. Ja do tej pory nie umiałam tego oddać. Bo to było tak ważne, bałam się to wypościć, bałam się ze to stracę. Mówiłam sobie, że gdyby nerwica dotyczyła czegoś innego to bym umiała przestac mytslec. Gdyby mysli nie były tak straszne itd. Ale to nie prawda, ta choroba dotyczy zawsze czegos cennego. Rozwija się bo boimy się to stracić. Strach jest wręcz chorobliwy. A nikt przez przypadek ani przez chorobę życia wiecznego nie straci. Bóg przecież wszystko wie, wszystko rozumie. Izza, On nie powie do Ciebie: "wiem, że tego nie chciałaś, i że to ze strachu ale tak pomyślałaś i masz grzech. Koniec i kropka". Bóg nie jest zasadniczy. Nie, On jest Dobry i Miłosierny. On wie, że tego nie chcesz, On wie, że się boisz, On wie, że Go kochasz. On wie, co jest w Twoim sercu. Oddaj mu strach i pozwól Mu zatroszczyć się o swoje skarby. Jezu, Ty się tym zajmij!

Data dodania: 2017-09-04 21:32:05, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Skojarzyło sie, ale myśl juz ja dokończyłam. Wiem, ze niby ja tak uważać nie chce, bo sie tak bardzo tego boje, ale to jest dołujące i osłabiające i niszczące życie, bo dobrze piszesz, ja o tym stałe mysle, stale sie obawiam, a nie wiem juz czy ja sama z tego wszystkugo czesci myśli nie wywołuje, nawet przekornie.

Dziękuję za takie słowa. Cieszę sie, naprawdę, ze u Ciebie jest jakis przełom. Mam nadzieje, ze tak zostanie. Ja na razie nie potrafię, chyba nie dam rady tego zrobic. Wiem, ze chodzi o strach, na zimno wszystko rozumiem, ale gdy pojawi sie jakaś sytuacja to tracę głowę, nic nie wiem i mecze sie analizując. Juz nawet wczoraj sobie mówiłam, ze od dzis będę normalna, będę sobie radzić, a wyszło jak zwykle, czuje, ze nawet coraz bardziej sie pogrążam.
Tez tak mysle, ze gdyby te myśli dotyczyły czegoś innego, to bym mogła sobie dać z tym spokój. Potwierdza sie, ze każdy ma cos czego sie boi i te myśli w to uderzają.

Data dodania: 2017-09-04 21:52:20, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Myślę, że od razu normalnie nie będzie. Musimy iść małymi kroczkami do przodu. Dasz radę. Nawet jeśli teraz w to nie wierzysz, to jestem pewna, że dasz. Bo nie jesteś w tym sama - Bóg jest z Tobą.

Myślę, że nawet jeśli w jakimś stopniu wywołujesz te myśli to nie po to by Boga obrazić, to jest ze strachu, więc nie ma w tym wolnego wyboru. Te myśli, nawet jak je wywołujesz to są spowodowane chorobą. Twoja wola jest ograniczona przez chorobę. Nie można więc mówić o grzechu ciężkim. Pamiętaj, że Bóg Cię kocha i wszystko wybacza, gdy żałujesz. On Cię kocha taką jaka jesteś. Staraj się zająć czymś innym te myśli (wiem, że to trudne, bo zawsze gdy ktoś mi to mówił to "świrowałam" - jak to zając się czymś innym?, przecież ważą się losy mojego zbawienia, nie mogę o niczym innym myśleć. U Ciebie pewnie jest podobnie). ale jedyny klucz to uwierzyć, że nic Ci nie grozi, nic przez przypadek się nie stanie, Bóg Cię kocha i nie obraża się z powodu niechcianych, chorobowych myśli. I spróbować się czymś zając. Od myśli się odcinać. Są to są. Staraj się nie panikować. Wszystko napędza twój strach. Nie ma tu grzechu, możesz byś spokojna :)

Data dodania: 2017-09-04 22:05:00, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Przełom następuje, kiedy pod naporem natręctw człowiek klęka przed Bogiem i mówi, że już nie daje rady i tego nie chce. I prosi Boga o łaskę, aby mógł przezwyciężyć to "zło". A następnie robi wszystko, aby z tego wyjść...

"Łaska od Boga jest za darmo, lecz praca z nimi kosztuje."

Jestem pewien Izo, że Bóg dawał Ci mnóstwo łask, lecz nie pracowałaś z nimi.

A, co sprawy z analizą, to nie dokończyłaś tego, dlatego że chciałaś wzgardzić Panem Jezusem, wyrzec się Go...

Dopowiedziałaś to, ponieważ napierał na Ciebie niepokój, chcąc to uciszyć zostałaś można powiedzieć przymuszona do dokończenia tego zdania.

Z Bogiem.



Data dodania: 2017-09-04 22:23:58, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mimo wszystko myślę, że to nie takie proste. Wiele razy próbowałam powyższego, ale bez efektów. Wierzę , że Bóg chciał działać, jak - nie wiem. ale myślę, że ja nie byłam gotowa zrezygnować z walki. Pisząc o walce to mam oczywiście na myśli walkę z nieuzasadnionym strachem i myślami, którego one były wynikiem. Myślę, że dopóki strach jest na wysokim poziomie, to trudno całkowicie zaufać Bogu, nawet jeśli tego bardzo się chce, bo wszystkie wewnętrzne sygnały organizmu podpowiadają nam zagrożenie. Ja nie byłam w stanie jeść, nie mogłam skupić się na pracy,sen był pełen lęku,duszności, ciągłe przyśpieszone bicie serca. Wtedy wierzyłam tym sygnałom, ciągle musiałam sprawdzać czy wszystko ok, wszystko analizowałam, a logiczne argumenty innych osób do mnie nie docierały. Myślę, że nie byłam wtedy na to gotowa. Logika w obliczu strachu jest bez znaczenia.

Myślę, że człowiek musi do wszystkiego dojrzeć, nawet do tego by wejść na drogę zdrowienia. Bóg nie Zrobi tego za nas. owszem, mógłby cudownie nas uzdrowić (bardzo bym chciała), ale jak długo trwałaby nasza wdzięczność? Czy w obliczu jakiś stresów nie wpadlibyśmy w to ponownie? Myślę, że zdrowienie, ten proces jest nam bardzo potrzebny by odzyskać równowagę.
Można rzecz, że żeby wyzdrowieć, to trzeba się "poddać". Zrezygnować z walki. Uznać, że samemu się nie da rady, że to przerasta nasze siły i oddać się Bogu - On nas nie zostawi.

W ogóle myślę, że w czasie naszej choroby Bóg daje nam wiele łask, tylko ich nie dostrzegamy. Jesteśmy jakby zaślepieni. A te łaski w nas pracują one są i wydają owoc. Tak uważam, bo gdyby było inaczej to by mnie tu już nie było. Ale jestem, żyję, i choć daleko do normalności to coraz częściej wierzę, że z tego wyjdę - nie sama, ale z Bogiem i prZy Bożej pomocy.

Data dodania: 2017-09-05 16:59:00, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Kapturku, bardzo dojrzale o tym wszystkim piszesz. Mam nadzieje, ze u Ciebie wszystko juz zmierza we właściwym kierunku i będzie tylko lepiej.


Czyli podsumowując. Wszystkie myśli z treści ostatnich dni mam ignorować i nie bać się ich tak, bo w moim przypadku nie ma dużej możliwości, żebym coś na siebie nimi ściągnęła?

Data dodania: 2017-09-05 17:19:47, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Też mam nadzieje, że będzie już tylko lepiej. Zdecydowanie więcej mam dobrych myśli i nie przejmuję już się tak bardzo tymi złymi. Pare razy zdarzyło mi się mieć złą myśl i nie zwrócić na nią uwagi. po chwili do mnie docierało, że miałam w głowie nie takie myśli, ale nie umiałam sobie już przypomnieć jakie były. Nie świrowałam z tego powodu, tylko pomyślałam sobie, wow, nie przejmuję się tym, chyba zdrowieję. To było wspaniałe odczucie, jakbym się obudziła ze złego snu. Droga jeszcze długa, jestem tego świadoma i jeszcze we mnie pełno lęku i niedowierzania, których nie chcę i które zdają się słabnąć. Mam coraz więcej nadziei i wierzę, że wszystko dobrze się ułoży - mam przecież Boga po swej stronie.

Ty też nie jesteś sama. Izaa, mów Bogu o swoich lękach. powiedz mu czego się boisz. Pomyśl o Nim. On patrz z czułością na Ciebie. Martwi sie tym, że tak cierpisz. On pragnie zobaczyć twój uśmiech. Myśli masz ignorować, bo nie są twoje. Nie są Twoim wolnym wyborem. Są natrętne, narzucające się. Myślisz, że Jezus nie widzi jak się męczysz? Myślisz, że nie zna On Twoich intencji? On wie co jest w Twoim sercu. Przez przypadek niczego na siebie nie ściągniesz - to jest Twój lęk. Musiałabyś podjąć świadomą, wolną decyzje. Te myśli są wytworem Twojego mózgu. Ty ich nie chcesz. Nie wybierasz ich. One wpadają Ci, ze strachu je wywołujesz, przypominają Ci się one, kojarzą Ci się itd. Nigdzie tu nie ma świadomej decyzji. Gdyby tak było to byś wiedziała, a nie ciągle pytała. Twój umysł straszy Cię tym czego się boisz. On CI to podpowiada. To nie jest Twoje. Możesz, dla uzyskania spokoju, wyznać to na spowiedzi,by Jezus dotknął ran wywołanych w Twoim sercu tymi myślami. Ale myśli te nie są grzechem. miałam kiedyś podobnie. Aż strach do tego wracać. Ale ksiądz powiedział, że to nie grzech, na tamtym etapie jeszcze logiczne argumenty do mnie docierały? A masz Izaa zdiagnozowane nn? Może warto poszukać jakiejś pomocy?

Zamiast tak się zamartwiać to pomyśl O Jezusie, o Miłosiernym Bogu, który pragnie Twojego szczęścia. On chce Cie zbawić. On chce Cie wyciągnąć z każdego Twojego dołka. On jest i Cię nie zostawi. Uwierz Mu i pozwól się nieść. Izaa, wiem, że to najgorsze słowa, może drażniące, ale i tak to napisze, bo jestem tego pewna: Izaa, będzie dobrze! Jezus jest z Tobą. W rękach Wszechmocnego jesteś bezpieczna. Jesteś w ramionach Najcudowniejszego Ojca. On Cię tak kocha, że głowa mała. Pozwól Mu się przytulić. Jesteś dzieckiem Boga, On Cię nie zostawi, On będzie walczył o Ciebie. Pomyśl tylko: jesteś dzieckiem Boga i sam Bóg ma o Ciebie staranie. Jesteś bezpieczna. Natrętne myśli tego nie zmienią. One są i pewnie jeszcze będą, ale to nic. Ignoruj je wszystkie. Są - i co z tego? Bóg wie co masz w sercu, Bóg zna Twoje intencje, Bóg wreszcie Cię kocha i wybaczy Ci każdy przypadek. Nie bój się. On jest

Data dodania: 2017-09-05 21:19:56, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie wiem czy już tego kiedyś nie czytałaś, ale mi to kiedyś pomogło. Warto przeczytać.

"Daj sobie spokój z tymi podejrzeniami o grzech ciężki. Grzech ciężki to jest zerwanie z Panem Bogiem - świadome i celowe. Ten Twój Pan Bóg jest jakiś straszny - krzywo spojrzysz, źle pomyślisz, głośno coś powiesz, zaklniesz po cichu - i już z Toba zrywa???

Zostaw go i chodź do mojego Pana Boga.

Mój Bóg dał się zabić, żebym tylko uwierzył, że On naprawdę mnie kocha. Krzyż mówi o cierpieniu, ale przede wszystkim jest znakiem miłości. Mój Bóg z krzyża patrzy na mnie i pyta się, co jeszcze mogłem dla ciebie zrobić, żebyś na serio uwierzył, że cię kocham.

Mój Bóg nie zwraca uwagi na szczegóły, które nie zmieniają mojego stosunku do Niego. Obchodzę Go, chciałby, żebym wszystko robił jak najlepiej, ale zna moje ograniczenia i tylko się uśmiechnie, jak mi coś nie wyjdzie, czasem powie "no nie zniechęcaj się, spróbuj jeszcze raz". A tak w ogóle, to najbardziej Mu zależy, żebym nie przestał Go kochać. Póki kocham, to wie, że Mu nie wypowiem mieszkania w moim sercu. Póki chcę kochać, to wspomaga moją miłość, żeby nie ostygła. Wiesz, że On się w ogóle nie zniechęca do człowieka?

Mój Pan wcale nie chce, żebym ciągle myślał, czy przypadkiem nie zgrzeszyłem i cieszy się, jak staram się przekonać ludzi, że On wcale nie jest taki obrażalski, jak przekonuję, że niełatwo wyjść z orbity Jego miłości.

On jest bardzo mądry i nie czepia się człowieka o byle słowo, o byle myśl, o to, co usłyszę lub zobaczę. Jego miłość jest mądra - ma wzgląd na słabości człowieka, na jego nieporadność, On patrzy w serce, a ja Mu ufam.

Przyjdź do mojego Boga.

On nie sprawdza, czy wszystko napisałem, albo powiedziałem. On patrzy, czy szczerze mówię to , co pamiętam w danej chwili - bo co jest ważne, to będę pamiętał. A jakbym powiedział Mu "poczekaj, bo muszę sobie wszystko przypomnieć, przecież nie mogę nic opuścić" - to by powiedział: Nie ufasz Mi, tak mało Mnie znasz? Nie odwlekaj chwili, gdy będę mógł ci wszystko darować, powiedz tylko to, co pamiętasz najbardziej jako zło i zaufaj. Przestań się Mnie bać, przecież ciebie kocham. Nie wiesz, że miłość cierpliwa jest, łaskawa jest, nie pamięta złego? Póki się Mnie boisz, nie potrafisz otworzyć Mi drzwi twego serca - to tylko Mnie smuci. Jak boisz się Mnie umierającego na krzyżu, to chwyć w objęcia Mnie jako małe dziecko, może niemowlę - może wtedy rozczulisz się Mną, a nie swoimi grzechami...

Taki jest mój Bóg. Zapragnij Go. Przyjdź do "mojego Boga", weź Go w objęcia i poczuj, że jesteś kochana, kochany Jego wielką miłością.

o. Kazimierz Wójt SJ"


Data dodania: 2017-09-05 21:21:14, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Małe wyjaśnionko - ponieważ, czytając swoją poprzednią wypowiedź, uważam że mogłaś poczuć się niesprawiedliwie oceniona.

"Jestem pewien Izo, że Bóg dawał Ci mnóstwo łask, lecz nie pracowałaś z nimi."

Nie chcę Izo, abyś mnie źle zrozumiała. Chodzi mi tutaj o światło od Ducha Świętego, który Ci w chwilach natręctw podpowiadał, że nie masz analizować myśli niemoralnych, lecz po prostu je ignorować. Lecz Ty ulegałaś chorobie.

Mam nadzieję, że Cię nie zraniłem.

"Być blisko Boga, to jednoczyć się z Nim w chwilach dobrych i bolesnych."

Bożego czasu!



Data dodania: 2017-09-05 21:26:14, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Kapturku, nie, jeszcze nie czytałam tej odpowiedzi, dziękuję.
Nie mam stwierdzonej nn. Uważałam do tej pory i dalej uważam, że da się samemu z tego wyjść, bo specjalista powie zapewne to samo, o czym mogę poczytać z historii innych osób na forach o tym zaburzeniu. Tylko, żeby tego się pozbyć, to trzeba ignorować te myśli. Próbuje, ale może w przeciwieństwie do myśli innych, to te nie stanowią wyimaginowanego strachu, bo nie mogę powiedzieć, że myśl, to tylko myśl i nic nie znaczy, a ciężko jest, gdy się spinasz, żeby tak nie pomyśleć, to myśli jeszcze bardziej się pchają. Wiadomo, że kiedy wiesz na pewno, że się przez to nic nie chciało, to jest dużo łatwiej, a mi się to wszystko zaciera, ja już niczego nie jestem pewna i się boję.
Na spowiedzi oczywiście powiem o tym i zapytam księdza o radę, natomiast zdaje tez sobie sprawę, że ktoś, kto czegoś takiego nie przeżywa, to trudno mu jest się postawić w takiej sytuacji i zrozumieć, sama tego nie rozumiem.

Tazel, ja tu nie oczekuje, że wszyscy mnie będą głaskali po głowie i mnie pocieszali. Inna sprawą jest to, że do Boga juz dawno się zwracałam zalamana z tym, że sobie z tym nie radzę i nie mam do tego siły, ale w końcu się otrzepywalam i zaczynałam znowu walczyć z tymi myślami choćby przez ciągle wyrzekanie się, a może powinnam się poddać i po prostu te wszystkie wątpliwości zignorować, ale to jest proste z drugiego punktu widzenia, a nie mojego, zaraz po myśli.
Modlę się do Boga z rana, żeby mnie chronił, że będę się starała Mu zaufać, żebym sobie tymi myślami nic nie zrobiła, a za jakoś czas sama wywołuje taka myśl, pewnie, mam co najmniej taka nadzieje, ze tu chodzi o słowa, o same słowa, których nie można w myslach wypowiedzieć, dlatego tak się pchają, przekornie je myślę, ale zaraz po takiej myśli nachodzi taki strach i to jak się czuje źle, że tak pomyślałam, co ja narobiłam, co taka myśl znaczy i naprawdę ciężko sobie wytłumaczyć, że to nie jest prawdą to co ja w tej myśli pomyślałam, bo gdyby było, to bym ani tu na forum ciągle nie wypisywala ani bym się ciągle do Boga nie modliła i nie wyrzekła. Wiem, że żeby z tego wyjść, muszę te myśli ignorować i nie podchodzić do nich tak emocjonalnie, ale ja po każe myśli mam wątpliwości czy mogę to zignorować czy teraz już przegielam, bo jak pisze te myśli nie zawsze, a w zasadzie rzadko wpadają same, ja je wywołuje jak i nie mogę zrozumieć czemu. Może pod wpływem jakiegoś napięcia. To jest nielogiczne, bo mam myśl, że jak coś zrobię, zjem, to jest jakaś myśl o oddaniu i wolę już tego nie robić i rezygnuje z tej czynności, a za chwilę sama wywołuje myśl i takiej treści.

Nie wiem czy to dobrze pisać to wszystko tu publicznie, bo może ktoś to poczyta i tez sobie coś wkreci.

Data dodania: 2017-09-06 12:52:25, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!
A widzisz, ja Ci przecież napisałem, że wszystko powiązane z sferą nerwicy masz ignorować.

Jeśli coś dzieje się w Twoim umyśle (związanego z nerwicą), to zadaj sobie pytanie - Czy coś chciałam zrobić złego, czy kogoś chciałam skrzywdzić? Jeśli nie, to zwalasz na nerwicę. A wtedy zostaje Ci tylko skupić się na miłości Boga w stosunku do Ciebie...

Z Bogiem.

Data dodania: 2017-09-06 15:56:19, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Izaa, ja nie mówię, że strach jest wyimaginowany. Twój strach jest prawdziwy i doskonale rozumiem co czujesz przez te myśli. Rozumiem, że wszystko Cię się zaciera, tez tak miałam, nie umiałam stwierdzić czy czegoś chciałam czy nie. Spinałam się by analizować wszystkie myśli by spr czy czegoś złego nie zrobiłam, szukałam jakby usprawiedliwienia, jednocześnie niechcący się usprawiedliwiać. Księża podpowiadali, że to zostawić, dawali gotową odp, a ja drążyłam i drążyłam, bo chciałam mieć pewność. Nie wiem sama co przez to chciałam osiągnąć. Bo chyba sam Jezus wtedy musiałby przede mną stanąć bym przejrzała i odzyskała nadzieję. Karmiłam swój strach analizami, analizowałam jakbym chciała potwierdzić czarne scenariusze, a wcale tego nie chciałam. Sama tego nie rozumiem. Chciałam się pocieszyć a zarazem się dołowałam. i ciągle nachodziły myśli złe, nie będe już pisać jakie I nadal nie jest kolorowo. Ciągle się boję potępienia itd, ale mam siłę wierzyć, że to uczucie strachu jest bezpodstawne i coraz częściej udaje mi się nie przejmować tymi myślami.
Ty też nie masz czego się bać. Nic złego nie chcesz. Gdybyś chciała tych myśli to byś nie miała wątpliwości czy tego chciałaś czy nie. ty ciągle masz wątpliwości, a to dlatego, że boisz się, że tymi myślami zrobiłaś coś złego. Posłuchaj Tezela, on pisze bardzo mądrze i on ma rację.
Ty chcesz być blisko Boga, szukasz Go, przebywasz z Nim, nie chcesz Go ranić - tu masz odpowiedź na Twe wątpliwości. To wszystko to choroba. Może jednak powinnaś skorzystać z fachowej pomocy? Jak długo to już trwa?

Myślę, ze nikt kto tego nie doświadczył nigdy nas nie zrozumie. nieraz słyszałam rady typu weź się w garść, nie masz problemów, czym się przejmujesz, przestań się tym przejmować itd. Ciężko gdy nas nikt nie rozumie. Mi niestety tego wsparcia brakuje. Myślę, że byłoby łatwiej przez to przejść gdyby bliscy okazali trochę zrozumienia. ALe z drugiej strony myślę, że nieraz ciężko ze mną wytrzymac.

co do opisywnaia myśli - jak byłam w ostrej fazie, to zawsze po czytaniu straszne rzeczy zostawały mi w pamięci, bałam się ich, i przychodziły. Nawet Dzienniczek sw. siostry Faustyny tak na mnie działał

Data dodania: 2017-09-06 19:38:50, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Tazel, wcześniej pisałeś, że każde myśli o tej tematyce nie powinny spowodować nic złego, w sensie czy jak je wywołam czy sie pojawia. W takim razie powinnam po prostu taka każda myśl zignorować, starać sie nie podchodzić do niej z emocjami? Po każdej myśli zastanawianie sie czy ja tego chciałam nie bardzo zdaje egzamin, bo w zasadzie sie na tej myśli skupiam, ale tez po myśli, w emocjach i w zasadzie mam zatarte rozeznawanie tego.
Kolejna sprawa, to to wyrzekanie sie. Nie wiem, czy czytałeś wiadomość, ktora Ci napisałam, ale teraz po każdej kolejnej myśli, mimo ze staram sie uspokoić i powstrzymać, jednak mam taki strach, ze musze chwile sie pomodlił, chociaz wlasnie powiedzieć, ze sie wyrzekam, kilka razy, jakby to kasowało te myśl. Meczy mnie to bardzo, pewnie tez troche powoduje nowe myśli, bo po tym jeszcze bardziej sie staram, zeby nic nie pomyśleć, bo juz mi sie nie chce, ńie mam siły znowu isc i ciagle to powtarzać, prosić Boga, tłumaczyć sie.


Kapturku, najgorzej jest, ze ja jakby nerwowo te myśli sama wywołuje, moze to wlasnie jest natręctwo, tylko po każdej myśli boje sie, ze cos narobiłam i mi odcina chęci życiowe, wszystkiego sie odechciewa.
U mnie sie zaczęło jakby od kompulsji i tych myśli nie miałam tak duzo, nasiliło sie to, kiedy sie na tym skupiłam, obsesyjnie zaczęłam sie pilnować, gdzieś na początku, w połowie sierpnia, ale z tym tematem jest juz trzeci tydzien, pisałam tu na początku, juz było lepiej, ale pod koniec zeszłego tygodnia po jakiejś myśli zaczęłam jeszcze bardziej "świrować".
A Ty korzystałeś z jakiejś pomocy? Wydaje mi sie, ze mi by po prostu pomogła rozmowa, zeby mi ktos powiedział, ze te myśli i obawy sa absurdalne, ze to tylko myśli. Ogólnie mi takie czytanie o kimś nie pomaga, albo jak słyszę, ze księża przestrzegaja przed takimi myślami. Wiem to, ale mówienie, ze nie mozna o czymś myśleć, jeszcze nakręca takie myśli, pewnie nawet to, ze ja nie chce tego myśleć je nakręca, bo np. Siedzę i oglądam telewizje i mysle sobie, jaki spokój, ze nic nie mysle i automatycznie nawet wywołuje jakaś myśl.

Trzeba zaczac ignorować, chociaz próbować sie mniej skupiać, ale to ciężka sprawa. Dzis przeczytałam, ze jak pojawia sie jakas myśl, to powinno sie powiedzieć stop i zaczac myśleć o czymś innym i nie istotnym, ale jak jest taki lek, to i tak wróci zdenerwowanie ta myślą. Co ciekawe, to te bluźniercze myśli, ktore wczesniej miałam juz minęły prawie całkiem i pojawiają sie w momencie, kiedy sobie bardziej o tym przypomnę i tez nie zawsze, ale ja juz nawet prawie nie zwracam na nie uwagi.

Data dodania: 2017-09-06 21:54:37, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie da się powiedzieć stop tym myślom, bo one są natrętne i same przychodzą. Ty masz je ignorować, tzn. akceptować je że są (to nie znaczy, że się z nimi zgadzasz) i przekierowywać swoją uwagę na coś innego. Wtedy same miną. Myśli są jak chmura burzowa. Nie zatrzymasz jej. Chmura nadchodzi, Ty ją widzisz, ale robisz swoje, chmura jest - Ty robisz swoje, nie spinasz się tylko starasz się czymś zając, nie starasz się tej chmury zatrzymać, chmura jest i po jakimś czasie sama mija. To, że ciągle chcesz się wyrzekać, mówić coś by odkręcić te myśli, to są po prostu kompulsje. Kolejny objaw nn. Stąd ten przymus powtarzania tego.
Czasem jest tak, że, tak jak gdzieś wyjaśniał to Tezel, że jesteśmy bardzo do tych myśli przyzwyczajeni, że one są. I gdy ich nie ma, to przez przypadek jakby sprawdzamy czy są i je wywołujemy. jest to niechcący. Nie masz wtedy chęci grzeszyć. Po prostu Twój organizm nie jest przyzwyczajony do spokoju. NN sama te myśli kreuje.
ja jestem na lekach przeciwlękowych i korzystam z psychoterapii. Z leków chciałam już zejść, ale póki co lekarz nie wyraził zgody. Psychoterapia dużo pomaga - pozwala zrozumieć nasze emocje i nasze uwarunkowania. Bo nn ma jakieś przyczyny. Nie pojawiła się ona bez powodu. Cos ją wywołało. Mi terapia pokazuje jak bieżace wydarzenia zaostrzają objawy. Wiem jak sobie z nimi radzić. Wiem jak inaczej redukować napięcie itd. Myślę, że to dużo pomaga.

Data dodania: 2017-09-07 06:20:34, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Iza... Pisałem Ci już kilka razy o tym wyrzekaniu ! :p

Udzieliłem Ci odpowiedzi na te wszystkie pytania, a Ty dalej Swoje.

Powyżej masz odpowiedzi.

Z Bogiem.

Data dodania: 2017-09-07 08:32:19, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

O tyle te myśli jest cieżko ignorować, bo nie zawsze jest pewność i jak w koncu lek i strach sie wycisza, to z tylu głowy zostaje niepewność. Widzę tez, ze takie myśli sie pojawiają w chwili napięcia, w takich chwilach te myśli wręcz same sie wywołują, a nie zawsze wlasnie potrafię je wyciszyc.
U mnie to wszystko, kiedy i w jakich okolicznościach sie pojawiło, to raczej wiem. Prawie od roku żyłam codziennie w dużym, bardzo duzym stresie, a jak sie to zaczęło wyciszać, to pojawił sie kolejny znowu silny i tak do tego momentu doszło. Teraz jak nie mam takich życiowych problemów, to sama je sobie stwarzam. Moge Cię jeszcze zapytać, po jakim czasie zdecydowałaś sie na psychoterapię? Masz nerwice tylko w tym temacie?



Chciałam sie zapytać, o taka sytuacje.
Zawsze tylko od samego obudzenia sie mam stres, jak mi sie przypomni cała ta sytuacja z myślami, często wtedy mam te myśli. Dzis sie obudziłam, przypomniała mi sie ta cała sytuacja i chciałam zaczac myśleć o czymś innym, jakos myśli przeszły mi na moja bliska osobę, ktora jest chora i zaczęła brac niedawno tabletki, nie wiadomo czy na nie reaguje, chociaz nawet nie dopuszczam takiej opcji, ale rano pomyślałam, ze jak nie bedzie tak dobrze, to moze byc słabo, wystraszyłam sie o ta osobę (choć ja wiem, ze wszystko jest w dość dobrym czasie zaczęte i leczenie powinno przynieść efekty, nie denerwuje sie tym tak juz ma codzień), a dalej w miarę na wierzchu miałam te myśli, o ktorych tu cały czas wypisuje. Nie wiem jak to wyszło, ale myśląc tych i tamtych myślach, pomyślałam ’prosze’. Cieżko mi ocenić jak z ta myślą było czy ona tak wyleciała sama, bo wydaje mi sie, ze całkiem świadomie nie pomyślałabym jej tak, a i zaraz po obudzeniu nie jestem całkiem odmulona. Zaraz w myślach powiedziałam z kilkanaście razy, ze wyrzekam sie i pózniej jeszcze pogadałam do Boga. Wczoraj nawet w ciągu dnia i w modlitwie wieczornej mówiłam, ze wyrzekam sie szatana o nie chce miec z nim nic wspólnego, a co do tej myśli boje sie, ze moze ja faktycznie o cos poprosiłam. Czy ktos moze powiedzieć, co o tym sądzi? Cieżko mi to ocenić, bo oczywiście bym chciała, zeby ta osoba była zdrowa i zeby było dobrze, ale ja o to proszę Boga. Moze ta myśl była natrętna i pewnie jest to mocno bardzo prawdopodobne, ale czy nawet w jednej chwili, w takim krótkim momencie, jak sie tak pomyśli, to juz cos die moze stać? Moze taka myśl sie pojawiła sie, bo ja jak teraz, ostatnio mysle o czymś, czego bym chciała, co mi sie podoba, to od razu pojawia sie napięcie, ze jeszcze o to poproszę (zaczęłam niestety troche czytac na różnych forach, jak cos tam o tym pisało - strony religijne - i teraz o takich rzeczach pamiętam). Jest sie czego obawiać czy powinnam wyluzować?

Druga sprawa jest to, ze jeszcze dzis, jak wróciłam do domu, to chciałam sie pomodlił i mówiłam, ze sie wyrzekam, a tyle tego słowa ostatnio powtarzam i tak sie chce na nim skupić, ze chciałam sobie bardziej wyobrazić, co znaczy sie wyrzekać i jakos pomyślałam, co jest przeciwstawnym słowem i pomyślałam, ze przyrzekam sie i chyba nawet zamieniłam to słowo z wyrzekam, nie miałam złej intencji, nie chciałam w ten sposób nic, tylko sie zdenerwowałam, ze ja sie chce pomodlic, ale nawet z tego w cos sie wplącze i sobie nerwów dołożę, wiem, powinnam przestać sie wyrzekać i by nie było problemu, tzn, byłby mniejszy. Z powyższych odpowiedzi wydaje mi sie, ze nie jest to nic bardzo złego, ale ktos pisał, ze takich myśli to nie mozna wcale myśleć, to jeszcze sie chciałam o to zapytać.

Edt. Jeszcze coś. Bo już pisałam, że mam takie myśli, że jak coś zrobię to się coś stanie w temacie tych myśli, przez co faktycznie staram sie unikać jakiś czynność, żeby oszczędzić sobie nerwów. Wiem Tazel, miałam ignorować takie myśli. Ignoruje, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Najgorzej jest jak planuje, że jakaś czynność wykonam w późniejszym czasie czy tam jutro. I dziś tak sobie planowałam, co tam ubiorę jutro, zastanawiałam się i wybrałam jakąś bluzkę i taka myśl mi wyleciała, że obiecuje, że jakiejś tam bluzki nie założę, tak jakby, żeby się nic nie stało (wiem, że to nielogiczne i irracjinalne), myślę sobie właśnie, to co w nawiasie, ale zaraz, a dobra, mogę obiecać, nie muszę zakładać tej bluzki. Za chwilę wybieram jakiś film i juz chce mówić, że będziemy mogli to obejrzeć, a znowu wlatuje myśl, że obiecuje, że nie obejrzę tego filmu. I znowu myślę, trudno, znajdę coś innego, ale znowu, że jednak to bym chciała obejrzeć i się denerwuje, a co jeśli go obejrzę. I tu się ogarnęłam, że to jest też jakaś forma obiecywania czegoś szatanowi? Jest? Dopiero po tym czasie sobie to uzmyslowilam? I znowu się tym zadreczam, film zamierzam włączyć i oglądać i zaczynam się stawiać tym myślom, ale uzmyslowilam siebie to, że to jakaś forma obietnicy, jak zaczęłam myśleć, że co jak obejrzę ten film, bo może coś obiecałam, a to zlamanie obietnicy. Bardzo się teraz wystraszyłam, niby jak uświadomiłam sobie powagę tego co wyprawiam, to jakby odrzuciłam to wszystko i się staram sprzeciwić tym myslom, które powstały w zasadzie ze strachu przed tymi myślami, ich skutkami, ale może też mogły spowodować coś złego, widzicie w tym coś poważnego?

Data dodania: 2017-09-07 17:22:28, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Iza chyba nie czytasz moich odpowiedzi.

Data dodania: 2017-09-07 19:21:56, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Czytam, ale ciągle wydaje mi się, że to inna sytuacja, a Twoja odpowiedz tyczy się też tego, co zedytowalam, nie wiem czy to dodałam, zanim odpisałes.

Data dodania: 2017-09-07 19:52:59, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Izaa zacznij stosować się do rad, a przestań drążyć, pogarszasz tylko swój stan. Pytasz o rady a dalej robisz to samo. Powiedz sobie dość. Masz potrzebę, to wyspowiadaj się z tego i skończ z tym ciągłym wyrzekaniem się. Bóg wie, że chcesz Boga. Bóg Cię zna. Te wszystkie sytuacje wynikają z napięcia, z lęku, dlatego się pojawiają, dlatego je wywołujesz, ale to NIE jest DOBROWOLNE. Ty tego NIE chcesz. Te myśli są bo się ich boisz. Umysł Ci posuwa to, czego Ty się boisz. Grzech jest wtedy gdy coś się robi świadomie i w sposób wolny. Ty wolną decyzją chcesz trwać przy Bogu. To jest Twoja decyzja, to jest Twój wolny wybór. Boga wybrałąś. Z Bogiem chcesz być.
W tym wszystkim musisz pamiętać, że nie jesteś sama - On, Twój Bóg, Pan Wszechmogący jest z Tobą. On chce Twojego dobra. Oddał za Ciebie życie i teraz też jest z Tobą. Nie jesteś w tej walce sama. Jest z Tobą Ten, na którego Imię zgina się każde kolano. Jest z Tobą Ten, który Cię stworzył, który Cię wybrał, który tchnął w Ciebie życie. jest z Tobą Ten, który policzył wszystkie włosy na Twojej głowie. Jest z Tobą Ten, który anioły zsyła Tobie ku pomocy. Jest z Tobą Ten, który Cię szalenie kocha i pomoże Tobie zwalczyć wszystkie trudności. Spójrz w oczy Boga, który chce nieść Ci pomoc w każdej chwili życia, w każdej trudności, który pragnie Twego uśmiechu, szczęścia i zbawienia. Spójrz w oczy Boga, który niósł dla Ciebie krzyż, który wziął nasze winy na swoje ramiona, który z krzyża patrzy na Ciebie miłosiernym wzrokiem. Spójrz w oczy Tego Boga i oddaj Mu swoje cierpienie, i rzuć się w Jego ramionia i pozwól Mu się nieść. Nie jesteś sama. Jest z Tobą Bóg, któy Cię obroni przed każdym złem. Nic Ci nie grozi.

"Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca." )j 10, 22-30)

W rękach Boga jesteś bezpieczna. Teraz zacznij stosować się do rad. Poszukać stałęgo spowiednika i zacznij ignorować te myśli. Ty tego nie chcesz. Jeśłi nie chcesz t o nie ma winy.


Co do terapii, to podjęłam ją jakieś 4 miesiące po pojawieniu się silnych objawów. Na początky były to "tylko" skrupuły. Pojawiły się w listopadzie, w grudniu były silniejsze, potem było raz lepiej, raz gorzej. Dziś uważam, że to z czym sobie wtedy nie radziłam to był dopiero przedsmak najgorszego. W rzeczyswistoci skrupuły zaczeły się dużo wcześniej. Przynajmniej 3 lata temu, ksiadz przy spowiedzi zapytał mnie czy jestem skrupulantką. Coś już na ten temat wiedziałam z internetu i odpowiedzialam, że być moze. Powiedział tylko, że mogłam nadal do Komunii przystępować. Ja w sumie czułam się winna. ta "skrupulantka" brzmiała dla mnie jak oskarżenie. I tak się czułam. Myśle, że gdybym wtedy otrzymała jakąs pomoc, to może by to sie nie rozbujało... Moja nn dotyczy tylko spraw religinych. Kiedyś bałam się tez kawałek Hostii spadnie mi na ubranie lub, że gdzies jakiś leży. Zdarzało mi się - uwaga - zjęśc jakiś paproch z ubrania, bo był biały. Otrząsnełam się tego, gdy - jeszcze raz uwaga - zjadłam jakiś paproch podniesiony z ziemi. Uwazałam, że to raczej smieć, ale dla świętego spokoju wziełam go do ust i połknełam nawet gdy już wiedziałam że to nie Hostia. Wtesy dotarło do mnie, że do szalone. Z początku trudno bło przestac, bo zdarzało się że coś wyglądało jak Hostia ale powstrzymywałam sie

Data dodania: 2017-09-07 20:39:31, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Wtrącę się trochę, bo sam "leczę" wątpliwości na forum i powiem szczerze, że bardzo mi się spodobało co napisałaś. Jakże często sam zapominam, że Bóg chce mojego dobra i nie oczekuje ode mnie takiej skrupulatności, że nawet nie potrafiłbym myśleć o grzechu. Jednak tak często czuć ten lęk przed karą, te wyrzuty sumienia i tę frustrację z powodu sytuacji, w której się znalazłem, że nie potrafię żyć spokojnie. Gdybym tylko zamienił te natręctwa na niczym nienaruszone poczucie bezpieczeństwa, miłości i nadziei...
Tak się tylko zastanawiam, Kapturku jak to jest z tą potrzebą spowiedzi u Izy, u mnie, czy u jakiegokolwiek innego skrupulanta. Trudno mi było zaprzestać tego cotygodniowego "rytuału" spowiedzi, a teraz znów mam zagwozdkę, czy znowu się nie wybrać (chyba, że ktoś rzeczywiście "uleczy" moje wątpliwości w moim temacie). Nie wiem, czy rozważać wątpliwości na moją korzyść?

Swoją drogą trochę niepokoi mnie jak długo to u was się ciągnie/ciągnęło, ja kompulsje mam od dawna, ale co innego sprawdzanie drzwi 14 razy, a co innego natręctwa na tle religijnym.

Jesteście/byłyście chyba bardziej wrażliwe ode mnie, u mnie nie było jakoś obawy, że został mi kawałek Hostii gdzieś, najwyżej niepokoiłem się, że upadnie w trakcie przyjmowania Komunii. Moje natręctwa właściwie od początku miały "gruby" kaliber i dotyczyły bluźnierstw Duchowi Świętemu i właściwie tak to się ciągnie po dziś dzień, raz lepiej raz gorzej.

Zaprzeczanie niewiele daje, a im głębiej w to się wchodzi tym gorzej. Ja ostatnio wszystkie emocje przeżywam bardzo impulsywnie, a to produkuje najgorsze bluźnierstwa, dzisiaj nawet mi się śniły.

Sam chyba znowu pójdę na wizytę do psychologa, jeszcze nie rozmawiałem o natręctwach religijnych i powiem szczerze, że boję się trochę tej rozmowy, ale myślę, że nie ma nic do stracenia i raczej jest to nawet zalecane by przynajmniej spróbować terapii, chociaż np. ja nie zamierzam się zgodzić na żadne leki, a proponował mi je psychiatra, bo do niej też chodziłem.

Data dodania: 2017-09-07 21:06:00, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Czyli wszystkie myśli w tej kategorii mam ignorować, nawet, kiedy sama coś wywołam, nie wyrzekać się cały czas i tym nie przejmować, tylko starać się normalnie żyć, żeby o tym jak najmniej myśleć i zapominać? I nie wypisywać tu cały czas. Wiem, jestem upierdliwa, ze wszystko jest napisane, już pytam się tak dla spokoju, żebym sobie sama przemówiła do tej głupiej głowy, kiedy jest lęk.
Dziś np. Od rana jakoś tak było spokojniej, żadnej myśli nie miałam, ale obudziłam się zdenerwowana, pomyślałam i poprosiłam Boga, żeby pomógł mi, żebym sobie dziś lepiej radziła, niczego nie zrobiła tymi myślami, ale lęk cały czas miałam i jeszcze się denerwowałam, że nic dziś mi się udało nie pomyśleć i zaraz wywołałam myśl ’wywołuje cie szatanie’ i teraz nowu mam strasznie zszargane nerwy, bo mi sama ta myśl nie wpadła, tylko ja wywołałam. Znowu nie wiem, co robić czy zignorować czy przeprosić Boga, powiedzieć, że to odwołuje. Pewne myśli łatwiej jest zignorować, inne trudniej, ciężko jest funkcjonować normalnie myśląc, że się faktycznie coś przywołało i w tym jest problem.
Wiem, że jestem już tu irytująca, ale może ktoś jeszcze odpisze? Juz bardzo się zastanawiałam czy tu mam napisać, ale będę się już bardzo starała nie pisać tych pytań i stosować się do tego co na początku pisałam, tylko oodpiszcie, czy dobrze to podsumowałam i nie denerwujcie się na mnie. Po prostu się boję.

Data dodania: 2017-09-08 09:20:16, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mnie też by się przydało, żeby ktoś zajrzał do tematu i mnie uspokoił :-).

Często mówi się, że jeśli myśl nie jest "moja", to nie ma problemu. Ale każda myśl, czy chciana, czy nie powstaje w Twojej głowie, więc normalne są Twoje wątpliwości. Ja często wywołuje złe myśli, ale to z napięcia, lęku, niespodziewanej sytuacji. Po prostu reaguje w sposób nieadekwatny. Dlatego cho ćby Ci się nawet wydawało, że miałaś pełen wpływ na myśl, to pewne jest to, że nie masz wcale intencji obrażania Boga. Co z tego, że przez pół sekundy przyszło Ci do głowy coś złego, skoro przez kilkanaście godzin dziennie(pomijam sen) masz zupełnie inny stosunek do tej myśli. Może postaraj się nie przywiązywać do tych myśli takiej wagi, skoro nie skłaniają Cię do przyjęcia jakiegoś stanowiska. Samem sobie też życzę spokoju, wiem, że łatwo pisać, ale skoro innym się udało to może i nam.

Data dodania: 2017-09-08 15:11:23, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Sama pisałam, że ciągle pisanie i upewnić nie się jest bez sensu, ale ja nie wiem już co ja mam w tej głowie. Nie potrafię rozstrzygnąć tych myśli to raz, a dwa, to ja wcale nie potrafię się od nich oderwać. Niby jak sobie mowie, ze tak nie chce, to pomaga i zignoruje jakieś myśli, ale w końcu przychodzi znowu jakaś bąba i nie wiem, co ze sobą zrobić.
Dziś już w miarę dobrze sobie radzilam, jak miałam jakąś myśl, to starałam się może nie tyle zignorować, to przetłumaczyć, że nie ma co się nią denerwować, ale jak się czymś nie zajmę, swoich myśli, to to wszystko podświadomie idzie już w kierunku tego tematu, myśli zaczynają krążyć, ja zaczynam się obawiać. Dziś nie wiem nawet jak się to porobiło, ale znowu nie wiem czy wywołałam, może w pewnym stopniu, może całkiem ’oddaje swoją duszę’ i jakaś fala myslowe dodałam ’w zamian za...’ tu odpowiedziałam zawód na którym mi zależało kiedyś, żeby wykonywać, a uczę się przez różne okoliczności w innym kierunku, chociaż pokrewnych.
Wydaje mu się, że ja się pprzyczyniłam do powstania takiej myśli, wywołałam ja, co najmniej te druga część, bo takim ciągiem myśliwym, pomyślałam sobie na jakich rzeczach mi zależy i jedna z nich dodałam.
Nie chciałabym tego co w tych myślach, aż tak mi na tym nie zależy, ta myśl była taka jakby przekona, bo nie mogę tak myśleć, ale czy to może prowadzić do jakiegoś zniewolenia? Spanikowalam, prawda, ale czy to też mogę uznać za natrectwo. Boje się, że zignoruje taka myśl, a nie powinnam, bo sobie nią zaszkodziłam.

Data dodania: 2017-09-08 17:19:57, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Już w pewnym sensie jesteśmy "zniewoleni", tylko że zaburzeniem psychicznym. Ja bym radził się tym nie martwić. Teraz masz takie natręctwa, a kiedyś pewnie inne, o tyle się przyczyniasz do tych myśli, że wracasz do nich. Kiedy zastanawiam się, czy zbluźniłem, czy nie, to po pewnym czasie okazuje się, że wystarczy nagle tupnąć na mnie i już mam myśl bluźnierczą.
Kolejna sprawa, że może Ci się wydawać, że akceptujesz takie myśli, kiedy Ci na czymś zależy lub coś Cię cieszy. Kiedy ja jestem zadowolony lub marzę o czymś, to nadchodzą bluźnierstwa. U Ciebie z kolei ostatnio nieustanne "sprzedawanie" się diabłu. Nie jest to może najlepszy argument, ale w dzisiejszych czasach szatanowi udało się tak bardzo przeinaczyć swój wizerunek, że ludzie bez zastanowienia są gotowi w ramach żartu się mu "oddać". Mimo że jest to bardzo nieroztropne i pewnie ten "żart", kiedyś może przynosić przykre konsekwencje, to jednak raczej nie kończy się jakimś natychmiastowym opętaniem. U Ciebie nie ma żadnego dążenia do "oddania się". To chwilowe myśli, za którymi nie pójdą prawdopodobnie nawet słowa.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie spróbować np. przez tydzień nie pisać wątpliwości na forum.
Oczywiście niczego nie obiecując, ale myślę, że warto byśmy taką próbę podjęli nawet jeżeli się nie uda. Każdy dzień w walce z wątpliwościami to sukces. Ostatecznie nie jesteśmy sami- jest z nami Bóg. To nie oznacza, że szukanie pomocynu ludzi nie jest wskazane, sam robię to bardzo często, ale nikt do mojej głowy nie wskoczy i nie wyplewi natręctw. Można prosić Boga o zwalczenie tego zaburzenia, ale przecież nawet w NT uzdrawiani ludzie byli poprzez wiarę, musimy wykonać pierwszy krok, choć tak trudno mi porzucić te obawy.

Data dodania: 2017-09-08 17:56:31, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Pojawiają sie słowa, napisałam dokładnie to co pomyślałam, tylko, kiedy podchodzę do tego z dystansem, to mi sie wydaje, ze moze to było natrętne, a moze to nie było świadome, ale zaraz po tej myśli miałam tak paniczny strach, ze ja sie po prostu teraz to sobie tak chce wytłumaczyć, zeby żyć. Bo ta myśl jest tak załamujący, ze odechciewa sie życia, normalnego funkcjonowania, nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
Moge walczyć z tymi myślami przez ich odrzucanie, ale musze wiedzieć, ze te myśli nie beda miały konsekwencji. Trzy tygodnie temu nie wiedziałam, ze myśli moga miec taka moc, ze w myślach mozna sobie tak zaszkodzić, nawet nie myslalam o tym całym oddawaniu, ze tak w myślach mozna pomyśleć, ale im wiecej czytałam (z jednej głupiej, natrętnej myśli tak sie porobiło), tym bardziej sie bałam, ze ja cos pomyśle. Wiem, ze to, jaka wartość nadaje tym myślom, jak bardzo sie ich boje, wpływa na to, ze sa, mimo wszystko ja juz naprawdę nic nie wiem, zajerzdzam sobie psychikę tymi myślami, moje życie kręci sie wokół tego. Ja nawet jak cos robie, to aby szybciej, aby wiecej, puki cos znowu pomyśle i zacznę sie denerwować, rozpaczać. Takie miałam plany na dzis, miałam spędzić czas z rodzina, poczytać książkę, a znowu wyszło to samo, praktycznie ze łzami w oczach, czekam, co i ktos odpisze i szukam inne fora, gdzie nic w sumie nie ma, bo nikt nie ma takich problemów. Z myślami okropnymi na temat Boga jakos sobie poradziłam, moze przeszło na cos innego, ale wolałabym miec takie, bo jednak Bóg nas kocha i wybacza, kiedy sie żałuje, a ja zawsze żałowałam tych myśli. Tu jest cos innego, bo myśli, jako myśli da sie zignorować, ale nie lęku o konsekwencje. Ja już sie nawet boje spac sama w pokoju, boje sie, boje sie tego wszystkiego, a tak bym chciała normalnie żyć i cieszyć sie tym wszystkim, co jest. Jestem rozdrażniona, a często emocje rozładowuje na bliskich, którzy nie maja pojecia, co sie dzieje, a nie jestem w stanie im tego zrobic i dołożyć zmartwienia. Patrzę na innych i sobie mysle, jaka jestem głupia, jak ja sie wplatałam w takie myśli i problemy, jak ludzie maja prawdziwe, życiowe problemy, rodziny, dzieci, którymi musza sie zajmować, a ja mam wrażenie, ze robie sie niedojrzała, czuje sie jak dziecko, zagubiona.

abcd, zanim myśli o tej treści sie pojawiły, w koncu przestałam tu wypisywać, wątpliwości miałam, ale w koncu to sie wyciszali o naprawdę pomogło. Byłam zadowolono, ze ciagle tu nie wypytuje, starałam sie sama rozeznawać, dlatego Ci wczesniej pisałam, zeby przystopować, teraz tez bym chciała przestać tu wypisywać, naprawdę, to mi nie sprawia przyjemności, wręcz zle mi z tym, ze denerwuje użytkowników ciągłymi pytaniami o to samo, ale jak jestem w takiej sytuacji, to oko normalnej osoby pomaga. Bo ja teraz jestem w takim stanie, ze najlepiej bym sie rozpłakała i zaczęła Bogu mowić, ze sie wyrzekam, ze nie mam siły, a pózniej położyła i gapiła w ścianę, bo bo jestem strasznie wystraszona. Zawsze bałam sie takich tematów, zła jestem, ze na religii oglądaliśmy takie filmy, ja zawsze miałam bujna wyobraźnie i to wszystko powodowało we mnie lek. Ostatnio nawet nam byłam mocno zdenerwowana, nie mogłam spac, miałam duzo problemów (przed myślami), czytałam i zastanawiałam sie, zeby zaczac ćwiczyć jogę, zeby sie wyciszyć, różne sa na to opinie kościoła, ale z obaw, nie podjęłam sie tego, nie czytam horoskopów, bo katechetka mówiła, ze to moze zle sie kończyć. Naprawdę temat napawa mnie lekiem, a teraz musze sobie na codzień radzić z tymi myślami. Jestem juz tym wykończona.

Data dodania: 2017-09-08 18:47:58, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ja jednak najbardziej boję się myśli blużnierczych.

Ja też często złoszczę się na bliskich, mam wrażenie, że czasem przelewam nawet pretensje na Boga. To też pewien mechanizm obronny, choć niedpowiedni i sprzyjający wątpliwościom, to jednak raczej typowy dla naszego zaburzenia.

Czy nie korzystasz z pomocy psychologicznej? Ja chyba niedługo udam się po przerwie, może lepiej usłyszeć coś od człowieka siedzącego na przeciwko nawet jeżeli odniesie się wrażenie, ze nawet on nas nie rozumie.

Masz jakieś pasje? Zauważyłem, że trochę lepiej czuje się po powrocie do szkoły. Zresztą kiedyś pani psychiatra
zachęcała mnie do obowiązków i jakiś według mnie niepotrzebnych aktywności, wtedy się przeciw temu buntowałem, ale teraz rozumiem jej intencje - trzeba zabrać czas myślom, im więcej czasu na nie tym gorzej.

Bóg zna istotę naszego problemu nie trzeba upewniać Go wielokrotnie o tym, że się wyrzekamy, nie zgadzamy się. Natomiast myślę, że należy unikać dyskusji z szatanem, nawet jeśli się mu sprzeciwiamy, to jednak niepotrzebnie interesujemy się nim.

Przepraszam, że teraz tak krótko, bardziej postaram się następnym razem.

Z Bogiem!

Data dodania: 2017-09-08 19:21:26, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Tez sie wczesniej złościła na Boga, ze ja nie chciałam tak mylec, obrażać, a pózniej ciagle przepraszać. Nawet mówiłam do Niego z nerwami, byłam zła na Niego, bo o Nim miałam myśli. Nielogiczne, wiedziałam, przepraszałem, tłumaczyłam sie. To chyba normalne. Nawet teraz juz mówię z bezsilnością, zeby cos zrobił, zeby nie dał mi zdobić sobie nic złego, ze ja juz naprawdę nie mam siły, bo ledwo wytrzymuje z tym wszystkim i chce, zeby wszystko wróciło, jak było wczesniej, bez tych myśli. Z jednej strony takie gadanie mi pomaga, ale z drugiej mysle, ze czemu nie ma efektów. Wiem, ze Bóg nic nie musi, ze ja moge tego nie widzieć, ale jest cieżko.

Nie korzystam, bo właściwie zaostrzenie zaczęło sie niedawno, jak pisałam, nie mówiłam rodzinie o tym, a nie mieszkam sama i gdybym sie na to zdecydowała, to bym musiała powiedzieć, natomiast zdaje sobie sprawę, ze moze będę musiała, bo mam tego dosyc i cos zrobic trzeba.

Bardzo dobrze Ci psycholog powiedziała i fajnie, ze możesz pochodzić do szkoły, zająć sie nauka. Ja juz studiuje, tyle, ze zaocznie i taka sytuacja jest, ze siedzę duzo sama w domu, bo w mieście nie mam bliskich znajomych, bo mieszkają gdzie indziej i przez ten rok, jak siedziałam w domu, zauważyłam, ze to najgorsze dla psychiki, każdy problem, ktory gnębi głowę, ma nieograniczona ilość czasu, jak sie gdzieś wyjdzie, czymś zajmie, to nie ma sie czasu na wpuszczanie do glowy takich wątpliwości, obaw. Ostatnio byłam na wyjeździe na weekend z rodzina, bardzo mi sie to wszystko wyciszyło, zobaczyłam, ze inni żyją normalnym życiem, nie myślą nawet o jakis natrętnych myśliwych, dużego kopa dostałam, zeby sie ogarnąć, ale znowu zaczęło cos wracać przez moj strach i tego nie zatrzymałam i tak to sie nasiliło.
Pasji mam duzo, ale przez te wszystkie myśli, stres, rozpaczanie nie moge sie na niczym skupić. Np. Mam teraz wyrzuty sumienia, ze bym poczytala książkę, bo miałam taka myśl, nie wiadomo czy sobie nia nic nie komplikowałam i powinnam pomodlic sie, a nie siedzieć i czytac jak gdyby nic. Ogólnie tak jestem skupiona na tym wszystkim, ze albo nie chce mi sie jesc albo jem byle co, a zawsze sie bardzo jaralam zdrowym odżywianiem, starałam sie komponować jadłospis, pisac na forach tematycznych. Wróciłam po długiej przerwie do biegania, ale zaczęły sie te myśli i tez wszystko jest zafiksowane na tym, ze te myśli sa, ze nawet juz nie mysle, ze powinnam isc sie ruszyć, poćwiczyć. Przez to wszystko czuje, jak mi dni przeciekają przez palce.
Ja juz nawet sie boje, ze jak zatne sie kartka czy cos i moze będę miała troche krwi na pałacu i zrobię jakis szlaczek palcem, to jak dorobię sobie do tego myśl, to znowu będę wariować. Teraz tak sie pilnuje, zeby żadnych strupów nie zdrapywać czy czegokolwiek, a dzis przez przypadek zdrapalam i pomyślałam sobie, ze i tak musze isc umyć ręce, to jeszcze cos tam ruszę (to jest tak uspokajające, jak obgryzanie paznokci) i cos tam drapie, ale nawet było juz ciemno i nie widziałam czy tam była krew czy skora, przypomniało mi sie, ze sie tego obawiałam, moment napięcia i pomyślałam, ze cos podpisuje i znowu nerwy. Mimo, ze na logikę, to jest bez sensu (chyba?) i nawet sprawdziłam, ze to sam naskórek był, nie krew, wyszorowalam trzy razy ręce, ale obawa i niepokój pozostają, jak zawsze.



Data dodania: 2017-09-08 20:24:49, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Aż mi się przypomniała taka sytuacja z okresu natręctw dotyczących zdrowia, gdy wmówiłem sobie, że zachorowałem na raka kości. Przez kilka dni czułem się tak jakbym już był o tym przekonany, poważnie! Miałem objawy, wydawało mi się, że jestem gotów na najgorsze. Nagle przestałem się bać czegokolwiek innego, np. w szkole nabrałem na chwilę odwagi. I po jakimś czasie objawy ustąpiły...

Przypomniała mi się też jedna ciekawa anegdota, którą opowiedziała psycholog na jednej z pierwszych wizyt mojej Mamie (poszedłem razem z nią, ona nie ma problemu z natręctwami), brzmiała mniej więcej tak: "Jeżeli wyjdzie Pani w szpilkach na lód i będzie cały czas myślała, o tym że jest ślisko, to usztywni się pani i przewróci.". Co prawda dotyczyło to mojego "spełniania się" czarnych scenariuszy w razie niezaspokojenia natręctwa, ale myślę, że można przełożyć to również na sytuacje tych myśli: teraz każda sytuacja będzie stanowiła potencjalną okazję do ich pojawienia się, bo je analizujemy, dyskutujemy z nimi zamiast nie przywiązywać do nich uwagi i w efekcie staną się one reakcją na każdy dyskomfort, każdą niespodziewaną sytuację.

Z tym lękiem przed zacięciem się, to chyba trochę tak jak z tym szukaniem na siłę jakichś dowodów na to, że kompulsje działają i niewykonanie ich prowadzi do tragedii. Tylko, że motyw musi tu być jakiś absurdalny. Bo dawniej zwracałem uwagę na to, że jak się czegoś nie zrobiło, to się coś stało w konsekwencji. W tym wypadku z kolei chcemy czegoś uniknąć za wszelką cenę, by nie zaciągnąć na siebie kary i efekt jest często odwrotny.

Mimo że tak naprawdę nigdy nie zatraciłem surowej oceny natręctw, to jednak wydawało mi się, że nie muszę z niczego rezygnować, że żyje się z nimi dobrze. Chyba nawet trochę chciałem udowodnić, że działają. Zastanawiam się, czy podświadomie my też nie czujemy takiej potrzeby, żeby wynaleźć jakiś grzech, żeby dopytać się jeszcze kogoś, czy nie jest inaczej, co objawia się w częstych spowiedziach(przynajmniej u mnie tak było do niedawna). Oczywiście nie jest to nasze zamierzenie, ale jednak ciągle jest ta potrzeba szukania, zaspokajania wątpliwości, zwrócenia uwagi na wyjątkowość danej myśli.

Kolejna rzecz to potrzeba perfekcjonizmu. Nie wiem, czy Ciebie dotyczy, ale mnie w pewnym stopniu tak. To co jest w tym złe, to dwie rzeczy:
-gdy nie mogę zaspokoić swojego perfekcjonizmu, to jestem przygnębiony, wydaje mi się, że beznadziejny ze mnie chrześcijanin, że nie ma już szansy dla mnie
-gdy uda mi się go w końcu zaspokoić, to nachodzą mnie pyszne myśli, zaczynam oceniać innych przez pryzmat ich wiary, grzechu, nachodzą mnie myśli złorzeczące itd. Wydaje mi się, że jestem jakiś wyjątkowy, a później żałuje za te chwile uniesienia.

Perfekcjonizm jest też dosyć przykrym doświadczeniem w przyziemnej codzienności. Czasem owszem motywuje do pracy, ale też sprzyja zazdrości, nieżyczliwości, potrzebie wyróżnienia się i bezbłędności.

Nie wiem, czy nie boisz się, że jeśli porzucisz te myśli to odwrócisz się od Boga. Bo ja tak. Tylko, że ta neurotyczna religijność też nie jest pozytywnym doświadczeniem.

Jeżeli się nie zdecydujesz na terapię, to może chociaż poczytasz coś pooglądasz? Jest trochę psychologów chrześcijańskich, może Gajdowie? Ostatnio Tazel podrzucił mi link do strony ks. Józefa Pierzchalskiego, napisałem do niego, jeśli odpisze, to mogę dać znać.

Powodzenia! Z Bogiem!

Data dodania: 2017-09-08 21:16:52, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Kochani... Zajęcie się czymś w nerwach jest jeszcze gorsze... Iza, kiedy jesteś zdenerwowana, wystraszona, to uśmiechnij się i weź głęboki oddech, mówiąc przy tym, że "życie jest piękne".

To jest samobójstwo myślowe, kiedy chcesz przerwać działanie myślowe, wykonując inną czynność. To się nie uda... A dlaczego? Bo dalej jesteś skupiona.

Myśli są jakie są i tyle. Nie ma, co się nimi przejmować. Nie masz nic z nimi robić! Nie tłumacz sobie nic, bo po co?

Kiedy ignorujesz myśli, przychodzi uspokojenie, ale... znowu skupiasz się na tym, że coś zignorowałaś i wtedy nachodzi bomba natręctw. To jest oczywisty zabieg... Co z taką ilością natręctw zrobić? Wyśmiać ją.

Mam nadzieję, że nie ignorujesz tych myśli, w kontekście takim, że starasz się, aby te myśli zniknęły...

Ignorować, to znaczy zauważyć, ale zostawić w spokoju. Kontynuować daną czynność.

Modlitwę odmawiaj, tak jak potrafisz. Nie przerywaj jej oraz nie zaczynaj od początku. Kiedy ulegniesz rozproszeniu, to po prostu modlitwę dokończ z większą ufnością i miłością.

Z Bogiem! Włączam was w moją modlitwę!



Data dodania: 2017-09-09 16:08:27, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Nie wiem, czy zrozumiałem :P. Pisałeś odnośnie tego mycia rąk, zaprzeczania, wyrzekania? Czy ogólnie odnośnie
realizacji jakichś zainteresowań w celu "oderwania się"?

Chodziło mi o to, żeby podejmować takie aktywności, żeby nie mieć czasu na jałowe przemyślenia. Mam zamiar nie tyle stosować je jako kompulsje, tylko raczej prewencyjnie. Kiedy nie będę miał czasu na przemyślenia, to i będzie mniej okazji do ataku myśli, chociaż okazje i tak się zawsze znajdą.

Dzięki za tę poradę odnośnie modlitwy, kiedyś jak nie byłem pewien, czy odmówiłem już czy nie, to czasem zaczynałem całą "swoją wiązankę" od nowa. Teraz raczej modlę się Litaniami, trudniej zapomnieć, czy zmówiłem czy nie.

Mam od jakiegoś czasu wrażenie, że silę się na współczucie, pokorę itd. Ciekawe, czy to jakaś pozostałość po dawnych grzechach (na pewno zostały wyrzuty sumienia i wątpliwości), czy też objaw zaburzenia. Słyszałem o ludziach, którzy doznają obawy, że są psychopatami i "upewniają się" w Internecie. Sam robiłem tak z objawami chorób.

Doświadczyłem nawet czegoś takiego, że przez jakiś czas mam obawę, że delikatnie mówiąc, moja orientacja różni się od normalnej dla człowieka. Z tymi bluźnierczymi myślami jest pewnie podobnie, wydaje mi się, że ich chcę, a wcale na to swoją długotrwałą postawą nie wskazuję.

Nienawidzę(choć wolałbym nie mieć w ogóle w sobie tego uczucia) jak myśl niesie ze sobą jakieś silne emocje/przeżycia. Dziś doświadczyłem "nieczystej" myśli, która sprawiła mi chwilową przyjemność i chociaż wiem, że prawie od początku się na nią nie zgadzałem, to jednak pamięć tego uczucia skłania do wątpliwości.

Wyrzekanie faktycznie niewiele daje, już teraz doświadczam myśli, że "zgadzam się na to, z całą świadomością wybieram zło" itp.

Czasami mam potrzebę odmówienia jakiejś spontanicznej modlitwy i nie jestem pewien jak do tego podchodzić:
- z jednej strony wynika to często z tego, że pojawia się kolejna okazja do podziękowania za coś Bogu
- z drugiej strony nie chce, aby modlitwa stała się kompulsją, była "wymuszona".

Dziękuję za włączenie w modlitwę, wiele to dla mnie znaczy. Mam nadzieję, że nie dręczymy Cię bardzo tymi pytaniami. Nie wiem, czy sam wytrzymałbym czytanie tego mojego płaczu, gdybym był "normalny".


Data dodania: 2017-09-09 16:57:20, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Prawda, życie jest piękne, ale przez to wszystko nie moge sie nim cieszyć. To mnie dobija, bo naprawdę zauważam tyle rzeczy, ktore moga dawać radość, choćby nowy serial, na ktory mozna czekać z ciekawością, a ja sie boje kolejnego dnia, boje sie planować cokolwiek i sie na cos cieszyć.
Staram sie ignorować myśli, nie nadawać im emocji, ale wlasnie bardzo często kończy sie na tym, ze najpierw sobie tłumacze, czemu nie powinnam sie nia denerwować, albo chociaz po myśli od razu jej zaprzeczam.
A czemu sobie tłumacze? Zeby jakos funkcjonować, zrozumieć, ze te wielkie zdenerwowanie jest bez sensu. Dzis miałam wielki szok i ogromna radość, bo od rana w zasadzie było spokojnie, nie tak, jak wstaje znerwicowana z budzikiem i od razu sa jakieś myśli. Tak sie zajęłam normalnym funkcjonowaniem, zajęciami, ze nie skupiałam sie na tych myślach, nie czułam leku, ze beda, ale w pewnej chwili, zaczęłam myśleć o tych myślach, jak to z nimi jest, wleciała jakaś myśl, ze oddaje dusze, a ja sobie mysle, ze przeciez nawet sie do nikogo taka myślą nie zwracam, wiec nie wiem jak, ale sama wywołałam znowu taka myśl i dodałam ’szatanie’, reakcja znowu jest ta sama, przerażenie, nerwy. Ja juz jestem tak zła, ze najchętniej bym w cos uderzyła, albo na kogos nakrzyczała.
Niby to tylko słowa w myślach, ja tego nie chce, gdybym nie bała sie, jakie konsekwencje moga nastąpić po takiej myśli, to bym to zignorowała i nie byłoby problemu, ale ja juz naprawdę nie wiem co ze mną jest nie tak. Czy takie wywołanie myśli (bo wydaje mi sie, ze ja ja wywołałam) tez zalicza sie do nn? Czy ja jestem taka popierdzielona, ze modlę sie do Boga, przepraszam za to, a sama wywołuje takie myśli.

Ciagle odkładam spowiedź, bo sie boje, co mi powie ksiądz, sama nie wiem, co ja mam powiedzieć, zeby było krótko, ale boje sie, ze on uzna, ze to naprawdę cos złego.
I znowu zaczęłam sie zastanawiać nad ta myślą, o ktorej pisałam na pw, ze mam do niej wątpliwości...

Znowu po tej myśli mam jakaś chęć, zeby za karę nie czytac juz dzis ksiazki, nie jesc słodyczy, a z modlitwa jest wlasnie tak, ze jak np. Po takiej myśli chce sie krótko pomodlic, to mi sie wydaje, ze powinnam wiecej czasu poświecić Bogu, ze powinnam dokładnie sie pomodlił, a nie na szybko i poleciec czytac książkę, ze jak ja moge czytac książkę nie pomodląc sie do Boga, jak ja miałam taka myśl. Tylko tu z jednej strony jest racja, a z drugiej pewnie mozna wpaść w cos nienormalnego przez to. Bo ja juz tez tak wszystkim jestem zmęczona, znerwicowana, ze nie mam siły znowu isc i Bogu mowić tego samego, a to poczytania ksiazki i jakiekolwiek oderwanie sie od tego wszystkiego.


Tazel, moze nie powinnam Cię o to pytać, ale czy uważasz, ze ja naprawdę moge czy mogła w którejkolwiek myśli zrobic sobie cos złego, sprowadzić na siebie cos złego?
Wczesniej pisałeś, ze jakakolwiek myśl bedzie, czy ja nawet jakakolwiek myśl wywołam, to nic nie bedzie i ze powinnam wszystko rozstrzygać na swoja korzyść, wszystkim tak sie martwię, boje sie, ze naprawdę cos zrobiłam.



abcd, chętnie posłucham nagrań, stronę znam, czytałam, jak ksiądz Ci odpisze, to chętnie przeczytam.
Nie mam akurat takiego odczucia, ze to zle, gdybym sie mniej skupiała na Bogu, wręcz takie myśli u Ciebie moga byc, bo sie za bardzo skupiasz, za duzo myślisz. Jak miałam takie bluźniercze, to tez uważałam, ze za duzo mysle o Bogu, bo sytuacje z tym myśleniem sie miksowany i wychodziły głupie myśli. Uważam, ze da sie połączyć życie normalne z wiara i to nie jest nic złego, bo jednak my nie jesteśmy w zakonie i powinnismy zajmować sie i poświęcać czas tez innym rzeczom.

Data dodania: 2017-09-09 18:18:24, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Też tak miałem jak Ty z tą książką, czy słodyczami. Teraz jestem raczej zdania, że tak samo można wielbić Boga postem, jak i dziękować mu za otrzymane łaski i korzystać z nich.

Nie wiem, czemu jesteś akurat teraz w takim stanie, ale można mieć nadzieję, że to minie. Na pewno już nie raz Ci się polepszało i pogarszało z nerwicą.

Czasami pomaga mi rozmowa z ludźmi, w szkole niejako okazja sama się narzuca. Do tej pory nie poczytywałem tego za zaletę, ale muszę przyznać, że choćby z tego powodu lepiej mi uczyć się tam niż samemu. Co prawda częściej jestem świadkiem sytuacji wątpliwych, nie wiem jak się zachować, mam okazje do ataków pysznych myśli, myśli złorzeczące mają z kolei więcej obiektów uwagi, zaczynam zwracać uwagę na zachowania innych i oceniam je pod kątem grzechu, czego też staram się unikać. Jednak jest to też okazja do przekonania się, że ludzie mogą być szczęśliwi, że żyją bez lęku, bez skrupulatności, a równocześnie nie mogę o nikim powiedzieć, że jest "złym" człowiekiem.

Jakie to szczęście, że te pojedyncze myśli nie ranią innych ludzi. Jest jednak lęk, że ranią Boga, ale On w przeciwieństwie do nas nie ma wątpliwości i rozróżnia zaburzenie od rzeczywistości.

Faktycznie, nie żyjemy w zakonie. Wydaje mi się jednak, że takie życie mogłoby się okazać dla nas czasami mniejszym wyrzeczeniem niż życie wśród ludzi nierozumiejących naszych problemów. Za to w razie wyleczenia mogłoby stać się wielkim wyzwaniem, bo o ile wiem, że chcę postawić Boga na 1. miejscu i byłbym w stanie przez jakiś czas żyć w wyobcowaniu przepełniony modlitwą, to jakoś trudno mi sobie wyobrazić spędzenie całego życia w zamkniętym zakonie.

We mnie też jest złość i często uzewnętrznia się w najgorszych myślach. Jednak o ile nie znam przyczyny moich zaburzeń, o tyle wiem, że sam jestem tej złości winien, że to nie same myśli są tak frustrujące, ale ta walka z nimi, analiza ich, lęk.

Uświadomiłem sobie, że w sumie sam miewam myśli o szatanie i nie jestem wobec nich do końca obojętny, bo np. przerywam coś na chwilę(a czasem i całkowicie), bo nachodzą mnie myśli, że tą czynnością wielbię szatana albo że sprzyja ona opanowaniu mnie, że nie pochodzi to od Boga itd.

Byłem kiedyś na takim etapie, że poza może "dzień dobry", nie używałem przymiotnika "dobry", bo Jezus powiedział,
że "Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg". Pozytywnym efektem ubocznym było to, że chyba trochę wzbogaciłem swój zasób codziennego słownictwa, bo nieustannie zastępowałem to słowo i dalej używam go dosyć rzadko. Równocześnie jednak Jezus używał tego słowa też przy innych okazjach, ale też pewnie w nieco innym kontekście.

Albo czułem się niezręcznie wykonując zadania z angielskiego, bo zawierały wymyślone historyjki i obawiałem się, że to przecież kłamstwo i grzech. Podobnie nawet z żartami miałem, bo nie rozumiałem, że ten grzech polega na "fałszywym świadectwie" i jeżeli wszyscy wiedzą o co chodzi, to nie ma problemu. Nawet Jezus posługiwał się przypowieściami.

Ciekawe jak wypadnie moja wizyta u psychologa, nie wiem, czy zdobędę się na dowagę, żeby opisać to wszystko tak jak tutaj, ale chyba po raz pierwszy w życiu naprawdę czuję potrzebę udania się na wizytę.

Drzewko komentarzy w tym temacie jest tak rozległe, że odpowiedzi zaczynają być bardzo "chude" :p.

Data dodania: 2017-09-09 19:03:30, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Jutro postaram się na wszystko odpisać, bo dzisiaj już się pogubiłem. Piszecie bardzo dużo i ciężko do wszystkiego się odnieść. Nawet ciężko wszystko przeczytać.

Włączam was kochani w moją modlitwę!

Data dodania: 2017-09-09 21:57:13, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Pozwolę sobie dorzucić coś jeszcze, czytałem wczoraj o czymś i w końcu doszedłem do fragmentu, że nie ma rzeczy moralnie obojętnych. Zacząłem się zastanawiać, czy moja pasja jest dobra, czy zła? I pojawił się we mnie jakiś taki bunt, czy żal, że trudno by mi było z tego zrezygnować. I po chwili nadeszła myśl bluźniercza.

Zacząłem się zastanawiać, czy nie powinienem zrezygnować z tej pasjini de facto planów zawodowych. Równocześnie byłoby to wielkie wyrzeczenie.

Staram się walczyć z pychą i dziękować Bogu za moje sukcesy, ale ta reakcja wywołała wątpliwości.

Czy ta "potrzeba" rwzygnacji z planów to też objaw nerwicy?
Czy mogę kontynuować pasje bez lęku, że obrażam Boga? Już zadałem kiedyś o to pytanie na wiara.pl i dostałem pozytywą odpowiedź.

Czy jest czymś niestosownym uczyć się w niedzielę? Chodzi o przedmioty, które lubię, chcoiaż gdybu nie szkoła, to raczej omijałbym niedziele.

Czy powinienem znów przystąpić do spowiedzi, jeśli ta myśl bluźniercza nadeszła pod wpływem ewentualnej konoeczności rezygnacji z planów?

Data dodania: 2017-09-10 09:59:28, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Faktycznie, ten temat już źle się czyta, zle się odpowiada, bo to wszystko się tak zwęża i ciężko się odnieść do więcej niż jednej odpowiedzi, bo ich nie widać.
Tazel, bardzo czekam, co odpiszesz.

Jeszcze mam jedno pytanie, nie daje mi to spokoj.
Czytałam sobie książkę i w telewizji leciała reklama, gdzie dziewczyna coś śpiewa i taka dziwna minę robi i tak w trakcie tej reklamy takie poirytowanie mnie ogarnęło, pomyślałam sobie, o zaraz znowu się będzie wykrzywiac. Miałam taką chwile irytacji (ja ogólnie przez to wszystko jestem ostatnio bardziej wkurzony, drażliwa, trochę mi nerwy do wszystkiego siadają) i w tej chwili pojawiła się myśl, żeby ją szatan opetal. Az mnie osłabiło. Pomyślałam do Boga, że to odwołuje, że ja nie chce dla niej nic złego. Wydaje mi się, że to też jakiś natre, bo tak w pełni świadomie bym tego nie życzyła. Az mi się odechciało książki czytać, prawie się popłakałam i tak się zdenerwowałam, że wpisałam sobie coś do wyszukiwarki i zaczęłam czytać, może nie potrzebnie, bo to tylko jeszcze bardziej później mnie zadrecza. Powinnam coś zrobić? Czy jak powiem Bogu, że to odwołuje wystarczy?

I teraz jeszcze tak przejęłamprzejęłam się ta sytuacją, że znowu zaczęłam mieć takie głupie myśli, że jak coś zrobię, to ta dziewczyna bedzie opetana i nie potrafię zignorować takich myśli, kilka razy znowu dałam sobie spokój z wykonaniem jakiejś czynności, ale później mowie sobie, że to tylko głupie, natretne mysli, że swiruje i tego nie chce i wykonuje jakaś czynność, bo tak to można tylko siąść i przestać jeść i uczestniczyć w życiu, ale czytałam sobie książkę i znowu pojawiła się myśl, że jak ja dziś skończę czytać, to znowu... a, że planowałam ja dziś skończyć, to znowu miałam podenerwowanie i dylemat, myślę sobie do Boga, że to nie prawda, że ja nawet nie znam tej osoby, jest mu obojętna, ale nie życzę jej źle, czytałam dalej, ale takie podenerwowanie się utrzymało i tak pomyślałam, że już bym wolała, żebym to była ja (w sensie, że nie xhxe brać takiej odpowiedzialności za innych, ale ja też tego nie chcę). I jeszcze teraz musze się tym przejmować i naprawdę zastanawiam się czy dokończyć te książkę czy ja zostawić. To jakiś koszmar.


abcd, ja kiedyś, jak czytałam o tych wszystkich grzechach itd. To miałam wątpliwości nawet czy mogę w niedziele pomalować paznokcie. Jeśli nauka tego sprawia Ci przyjemność, to wydaje mi się, że nie jest to zle, zresztą szkoła, to szkoła, czasem trzeba i w niedziele się pouczyć, nie ma rady, ale fajnie jest zrobić wszystko, żeby te niedziele celebrować, żeby się wyspać, zjeść śniadanie z rodziną, spędzić z nimi czas i ogólnie poodpoczywac, żeby to był taki wyjątkowy dzień :)
Co do wątpliwości czy możesz przyjąć Komunie. U spowiedzi nie gadałem o tym z księdzem? Zapytaj, co robić w razie wątpliwości, może coś poradzi.

Data dodania: 2017-09-10 12:06:21, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Chyba nie jest to ujawnienie tajemnicy spowiedzi, jeśli opowiem, co dziś na niej usłyszałem? Bo dostałem znowu strasznych wątpliwości i ataku depresji i nie ukrywam, że chętnie podzieliłbym się tymi niepokojami:p.

Ale zanim się upewnię, to wrzucam moje pytanie do ks. Pierzchalskiego, bo dostałem odpowiedź, która częściowo rozwiewa też aktualne wątpliwości, jak ktoś ma ochotę to może poczytać:

http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=10&id=10-01&sz=&pyt=1817

Data dodania: 2017-09-10 16:55:58, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

"Czyli wszystkie myśli w tej kategorii mam ignorować, nawet, kiedy sama coś wywołam, nie wyrzekać się cały czas i tym nie przejmować, tylko starać się normalnie żyć, żeby o tym jak najmniej myśleć i zapominać? I nie wypisywać tu cały czas."

Dokładnie tak. Wszystko powiązane z sferą nerwicą ignorować i nie przejmować się.

"Wiem, jestem upierdliwa, ze wszystko jest napisane, już pytam się tak dla spokoju, żebym sobie sama przemówiła do tej głupiej głowy, kiedy jest lęk."

Jakoś to przeżyłem :).

"Dziś np. Od rana jakoś tak było spokojniej, żadnej myśli nie miałam, ale obudziłam się zdenerwowana, pomyślałam i poprosiłam Boga, żeby pomógł mi, żebym sobie dziś lepiej radziła, niczego nie zrobiła tymi myślami, ale lęk cały czas miałam i jeszcze się denerwowałam, że nic dziś mi się udało nie pomyśleć i zaraz wywołałam myśl ’wywołuje cie szatanie’ i teraz nowu mam strasznie zszargane nerwy, bo mi sama ta myśl nie wpadła, tylko ja wywołałam. Znowu nie wiem, co robić czy zignorować czy przeprosić Boga, powiedzieć, że to odwołuje. Pewne myśli łatwiej jest zignorować, inne trudniej, ciężko jest funkcjonować normalnie myśląc, że się faktycznie coś przywołało i w tym jest problem.
Wiem, że jestem już tu irytująca, ale może ktoś jeszcze odpisze?"

To było powiązane z nerwicą. Nie miałaś złej intencji. Nie trzeba się przejmować. To wszystko związane jest z lękiem, z skupieniem...

"Juz bardzo się zastanawiałam czy tu mam napisać, ale będę się już bardzo starała nie pisać tych pytań i stosować się do tego co na początku pisałam, tylko oodpiszcie, czy dobrze to podsumowałam i nie denerwujcie się na mnie. Po prostu się boję."

Na PW Ci nie odpisałem, ponieważ wszystko na forum jest napisane.

Tamte pytania, które napisałaś mi w wiadomości, niczym się nie różnią, dlatego nie widzę potrzeby, aby na nie odpisać.

Co czynić?

Oddać się Niepokalanemu Sercu Maryi i podążać za Naszą Matką. A z Nią będziesz czuła się bezpiecznie. Módl się do Matki Bożej z prośbą o uzdrowienie Twoich myśli...

http://www.duchprawdy.com/33_dni_przygotowania_wg_traktatu_sw_ludwika.pdf

http://www.duchprawdy.com/traktat_sw_ludwik_maria_grignion_de_montfort.pdf

A tutaj są obietnice Pana Jezusa... Jeśli Bóg coś daje, to trzeba brać... Korzystajcie z tego skarbca łask.

http://apostol.republika.pl/

Z Bogiem.



Data dodania: 2017-09-10 18:31:36, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

A mógłbyś mi powiedzieć, czy mogę podzielić się tym co usłyszałem od księdza w konfesjonale? Bo chcę się upewnić, czy nie złamę tajemnicy spowiedzi?

Data dodania: 2017-09-10 18:36:42, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mi kiedyś jeden ksiądz powiedział, że to co dzieje się w konfesjonale jest moją relacją z Bogiem i powinno zostać między nami. Inny ksiądz, psycholog, twierdził, że penitenta tajemnica spowiedzi nie obowiązuje. Oczywiści nie na należy źle mówić o spowiedniku, ale o samej spowiedzi i tym co ksiądz mówił myślę, że można.

Nie było mnie parę dni na forum a widzę, że dużo się tu działo. Chciałam abcd114 odpowiedzieć Ci w Twoim wątku ale liczba pytań mnie przytłoczyła. Widzę, Izaa, że u Ciebie bez zmian. Mam nadzieję, że Ci się polepszy. Staraj się nie skupiać na tych myślach. pamiętaj, ze jeśli czegoś nie chcesz, nie masz takich intencji, dzieje się samo lub przez przypadek to nie masz grzechu.

Ja, niestety, miałam kryzys. Chyba nie jest jeszcze na sile pomagać innym. Bo próbując szukać dobrych tekstów, trafiłam na taki, który stał się pożywką nerwicy, albo po prostu strachu. Sama nie wiem. Przytłoczyło mnie to. Zno strach przed grzechem. Starałam się nie ulegać myślom, al enie wiem, czy mi to wyszło. Pojawiły się wyrzuty sumienia itd. Dziś trochę poryczałam sobie i jest ciut lepiej. Ale na myśl, że jutro muszę iść do pracy, uśmiechać się itd, aż mnie skręca. Z tym, że ja chcę się uśmiechać, chcę by to wszystko się skończyło. Ach, jak miło by było obudzić się pewnego dnia i zauważyć, że wszystko minęło.

Trzymajcie się Wszyscy ciepło :)

Data dodania: 2017-09-10 18:41:19, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ahh... Jak miło napisać pół strony i pojawia się jakiś błąd na forum. I wszystko do kosza! ; )

Jak miło się "nie zdenerwować" ;)

Kochani, ja wam chętnie postaram się udzielić wyczerpującej odpowiedzi, ale proszę was, abyście napisali pod tym postem:

- Wasze "najważniejsze" pytania,
- Opisali największe wątpliwości.

Bowiem ciężko mi rozróżnić, na jakie pytania otrzymaliście odpowiedź...

Także proszę o numerację pytań.

Z Bogiem.

Data dodania: 2017-09-10 18:48:40, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

No to zaczynam :):

-czy mogę przytoczyć słowa księdza z mojej własnej spowiedzi?

Bez tego trochę trudno poruszyć mi inne wątpliwości, a reszta została częściowo rozwiana przez inne osoby m.in. ks. Pierzchalskiego, podawałem link wcześniej.

Data dodania: 2017-09-10 18:58:11, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

"O tym, jaka otrzymalo sie pokute, mozna mowic. Tajemnica sakramentu spowiedzi obowiazuje ksiedza, ktory nie moze w czymkolwiek zdradzic penitenta (kan. 983). Penitent moze zas wyjawic komus grzechy, z jakich sie spowiadal (oby tylko nie wiazalo sie to ze zgorszeniem). Tym bardziej penitent moze powiedziec, czego zyczyl mu spowiednik. Spotkalem sie z sytuacja, kiedy to spowiednik opowiadal podczas spowiedzi glupoty, a kiedy penitenci zaczeli o tym mowic na zewnatrz, to twierdzil, ze zlamali tajemnice spowiedzi. Bzdura. Penitent moze poskarzyc sie na spowiednika przytaczajac jego pytania lub wypowiedzi. Moze tez spowiednika pochwalic np. za dobre rady."

Dariusz Kowalczyk SI.

Data dodania: 2017-09-10 19:22:21, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Podobnie mi się wydawało :-). Mam jednak nadzieję, że ten ksiądz nigdy nie przeczyta tego komentarza, bo jednak może to być pewna niezręczność czytać o samym sobie.

Otóż opowiadalem o tym, ze ciezko byloby mi sie wyrzec niektorych rzeczy, ze mysl o koniecznosci zrezygnowania z pasji wywolala mysl bluzniercza. Otrzymalem sugestie, ze moze mam powolanie, czy soe nie zastanawialem nad tym. Troche mnie zasmucila ta odpowiedz...

Ksiadz nie musial wiedziec, ze te mysli o wyrzekaniu sie pasji itd. moga miec u mnie podloze nerwicowe, ale jednak modlilem sie o Światło Ducha Świętego dla niego, wiec pewnie z jakiegos powodu te slowa padly.

Boje sie teraz, bo raczej nie chcialbym wstapic do zakonu, predzej widzialem sie w roli jakiegos ewangelizatora, ale chcialbym realizowac swoje pasje, spelniac sie zawodowo.

Naszly mnie mysli, ze odrzucam powolanie, nie umiem sie wyrzec swojego zycia, dzialam wbrew Woli Boga itd.

Wpadlem na jakis czas w straszny stan depresyjny. Troche pokrzepily mnie dwie odpowiedzi, jakie uzyskaem na innych stronach, ktore przekonaly mnie, ze nie musze rezygnowac z pasji, w koncu nie akceptuje pysznych mysli itd.

Jestem w takim stanie psychiczym, ze poki co raczej nie nadawalbym sie do życia konsekrowanego, ale co jesli bede zdrowy? Czy bd mogl wybrac inaczej i nie odrzucic Boga? Bo znowu mi ciezko i widze "potrzebe" wyrzeczenia sie przyjemnosci i w zwiazku z ta sugestia nie wm, czy to tylko nerwica.

Bo jaki inny mogl byc powod pojawienia sie tych slow? Refleksja nad soba?

Data dodania: 2017-09-10 19:48:24, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

To moja dawna wypowiedź na ten temat.

POWOŁANIE
Jak rozpoznać swoje powołanie? Czym ono jest? Czy idę w dobrą stronę? Czy Bóg tego pragnie?
Otóż Pan nim świat stworzył, już wiedział, jakie talenty da swoich umiłowanym córkom i synom. Ile możliwości człowiek ma na spędzenie życia na tej Ziemi, tyle talentów. Jeśli czujesz zamiłowanie do danej czynności, która nie podlega winie, łamaniu zasad moralnych, to wiedz, że to jest twoje powołanie.
Hasło Lednicy 2017
„Idź i kochaj” – co to oznacza? Jeśli czujesz, że ta praca sprawia Ci przyjemność, sprawdzasz się w niej – mówię Ci, czyń to. Pracę, którą wykonujesz, wykonuj sumiennie, pracowicie i z zamiłowaniem. Czyń tą pracę, kochając i wielbiąc przy tym Boga. A to będzie twoim powołaniem. Pan nie daje czegoś, co człowiekowi się nie podoba. Zobacz na Jonasza – uciekał przed swoim powołaniem i poległ, kiedy wrócił wydał owoc z uśmiechem na twarzy.
Bóg nie daje Ci powołania, w którym nie masz upodobania. Talenty, który otrzymałeś świadczą o tym, że w tym się sprawdzasz, jesteś dobry. Kiedy czynimy coś dobrze, czyż nie powoduje to w nas zadowolenia? Dziękuj Panu za talenty i czyń to w czym się sprawdzasz. Upodobanie w danej dziedzinie będzie świadczyć, że wykonałeś/aś odpowiedni wybór.


Data dodania: 2017-09-10 20:52:27, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Dziękuję za tę odpowiedź. Po prostu nie wydaje mi się, że to tylko przypadek, że usłyszałem te słowa od innej osoby. A co jeśli się pomylę albo wybiorę inną drogę mimo rzeczywistego powołania? Czy to nie będzie odrzucenie Woli Bożej?

Ja miałem takie marzenie, by zdobyć ścisłe doświadczenie i nie zatracić wiary. Nie ukrywam, że jest w tym może jakaś nuta egoizmu, ale tak wiele osób patrzy na Kościół przez pryzmat tego stereotypu o Ciemnogrodzie, że istnieje
we mnie jakaś potrzeba do dania świadectwa obalającego te stwierdzenia.

Równocześnie mam wrażenie, że osoby wykształcone i związane z Kościołem raczej nie używają swojej osoby jako argumentu. To pewnie przez skromność, ale mam wrażenie że takie świadectwa są potrzebne. Wiele radości sprawiło mi, gdy przeczytałem wyznania wiary niektórych sportowców, osób publicznych itd. Nie zawsze to katolicy, ale jednak przyznanie się do Jezusa w dzisiejszych czasach jest już nawet w Polsce pewnym wyzwaniem.

Nie wiem jaka jest Wola Boża, ale chyba mogę przyjąć, że te wątpliwości i lęk nie pochodzą od Niego? Bo już zdążyłem wywołać nieżyczliwe myśli wobec zgromadzeń zakonnych itd. ...

Chyba wypada się za nich teraz pomodlić, żeby tylko się nie okazało, że ta potrzeba to kompulsja:).

Czy moja pasja łamie zasady moralne? Chyba nie, chodzi głównie o programowanie i matematykę i układanki logiczne(choć one po pewnym czasie są powtarzalne i faktycznie jest w nich coś uzależniającego). Jakby nie patrzeć to ktoś musiał napisać chociażby tę stronę. Tylko zaczynam się przekonywać do stwierdzenia, że pisanie gier, to jednak niestosowny wybór dla mnie. Nawet, jeśli te projekty mają charakter tylko nauki, to jednak wiem ile czasu "przegrałem":D. Nie mówię, że nie ma gier, które przyczyniają się do relaksu i nie szkodzą raczej, ale jakoś dziwnie byłoby mi się kiedykolwiek przyczynić do angażowania czasu innych w ten sposób.

Na szczęście jest tak wiele możliwości, żeby pozytywnie użyć nabytych umiejętności.

Tak swoją drogą na jakiej zasadzie interesujesz się ekonomią?

Z Bogiem, dziękuje za odpowiedź

Data dodania: 2017-09-10 21:06:51, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Być zainteresowanym znaczy, być zaciekawionym, wykazywać chęć bliższego poznania czegoś. U mnie to "zainteresowanie" nastąpiło pod pewnym czynnikiem, mianowicie wyborze szkoły - Technikum Ekonomiczne.

Z Bogiem.

Data dodania: 2017-09-10 21:32:47, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mam idiotyczne pytanie, ale może odpiszesz:).

Od jakiegoś czasu boję się czegokolwiek, co może być związane z grzechem przeciwko czystości. I w dlatego np. jak coś jest miłe w dotyku np. materiał jakiś albo struktura czegoś, to staram się tego nie ruszać, bo kojarzy mi się z nieczystością.

Podobnie np. dłubanie w nosie(niestety to nie żart). Wiadomo, że unika się tego w miejscach publicznych, ale nawet w samotności czuję jakiś niepokój, że to jest poniekąd przyjemne i czy nie grzeszę przeciwko czystości, jeśli to robię.

Dzisiaj odczułem "dyskomfort" w nosie i się zapomniałem trochę, a trochę podeszłem do tego na zasadzie, że przesadzam i później znowu miałem wyrzuty sumienia, że może zgrzeszyłem, że to było przyjemne itd.

Nie wiem, jaki jest charakter tych doznań, dawniej się nad tym nie zastanawiałem, ale powiem szczerze, że nie wiem jak podchodzić do tego typu "przyjemności". Wiadomo, że grzech jest względny dla jednego może być nim coś co dla drugiego jest absurdalne...

Nie wiem jednak, czy to nie przesada. Nie mam siły już czasami. Gdyby to jeszcze był żart, ale niestety nie jest...
Czy należy się wyrzekać takich "przyjemności"?

Data dodania: 2017-09-11 18:26:29, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Czy Twoją intencją jest uzyskanie podniecenia?



Data dodania: 2017-09-11 18:59:25, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Wątpię, ale jest to w pewien sposób przyjemne. Nie umiem tego zdefiniować do końca. Nie jest to raczej doznanie stricte seksualne, raczej daleko temu do podniecenia.

Ale może jest w tym coś niestosownego(poza względami estetycznymi). Nie wiem.

Jeśli już miałbym coś porównać... Kichnięcie jest na swój sposób też przyjemne, a jednak nie wrzuciłbym tego do worka z wiadomą czynnością. Podobnie pogłaskanie czegoś miękkiego, zwierzęcia z sierścią itp...

Martwię się tylko, czy znowu nie zgrzeszyłem itd...

Edit: To już naprawdę jest niepojęte... Nie wiem, czy przejmuję się byle czym, czy może mam tak zdegenerowane odczucia, że może mnie pobudzać dłubanie w nosie...

Chyba jednak jest więcej taki sytuacji, drapanie np. Załóżmy, że ktoś np. został ukąszony przez komara- podrapanie się będzie pewną "przyjemnością", ale to przecież jeszcze nie jest jakiś kat nieczysty?!

Tutaj nie chodzi nawet o ulgę, tego uczucia nie da się wytłumaczyć do końca. Może to zupełnie normalne, a może ja mam jakiś spaczony gust estetyczny, że takie czynności traktuje jako "przyjemne".

Jakiś czas temu już mnie złapał ten niepokój i przestałem się drapać, kiedy wydawało mi się, że to przyjemne itd.
Ale dzisiaj tak jakbym się zapomniał, w końcu przerwałem zastanawiając się, czy to grzech itd....

Nie wiem, czy nie brzmi to jak jakaś prowokacja albo żart, bo te wątpliwości są naprawdę żenujące..., ale cóż zrobić?

Nie wiem, czy to nerwica, czy może rzeczywiście się powinienem powstrzymywać od takiego dotyku, znowu wątpliwości, ale tym razem jakby z mniejszym poczuciem winy i to mnie trochę niepokoi.

Data dodania: 2017-09-11 19:06:00, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Jeśli nie masz nieczystej intecji, to nie masz co się przejmować.

Być może w przeszłości miałeś jakiś kontakt z nieczytością. Wtedy jest normalne, że coś Ci się kojarzy z czymś niemoralnym.

Jeśli nie wykorzystasz tych rzeczy, aby celowo rozbudzić swoją seksualność, to nie ponosisz żadnej winy moralnej.

Z Bogiem.

Data dodania: 2017-09-11 20:24:28, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Owszem miałem problem. Ale od dawna "lubiłem" chyba te zachowania. Dawniej jednak nie wiązałem ich z nieczystością i nie wiem, czy kiedykolwiek odczułem jakieś pobudzenie z tego powodu. Nie licząc dreszczu, ale to chyba normalne przy drapaniu.

Ja już nie wiem, o co w tym chodzi. Gdyby przed tym naszła mnie wątpliwość typu, czy chcę zgrzeszyć, to bym to pewnie odrzucił. Tyle, że pojawiła się chyba w trakcie, na początku uznałem, że to przesada, ale później ten niepokój... Utwierdzam się jednak w przekonaniu, że to chyba jakaś indwidualna dolegliwość, bo ludzie niekoniecznie postrzegają to w ten sposób. Tym bardziej, że niewielki ból jest dla mnie czasem "przyjemny", a równocześnie panicznie boję się ukłuć. To chyba jakieś wykolejenie na tym punkcie i trochę mnie to martwi...

Dosyć mało jest materiałów na ten temat, szczególnie w języku polskim. Nie wiem, boję się. Czy jeśli założyć, że byłem w pełni świadomy tej "przyjemności", to powinienem znów pójść do Spowiedzi? Bo jakoś tak dziwnie o tym mówić...

Data dodania: 2017-09-11 20:41:36, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie wiem czy do mnie to tez sie tyczy, ale poproszę o ustosunkowanie sie do tego:


1. Jeszcze mam jedno pytanie, nie daje mi to spokoj.
Czytałam sobie książkę i w telewizji leciała reklama, gdzie dziewczyna coś śpiewa i taka dziwna minę robi i tak w trakcie tej reklamy takie poirytowanie mnie ogarnęło, pomyślałam sobie, o zaraz znowu się będzie wykrzywiac. Miałam taką chwile irytacji (ja ogólnie przez to wszystko jestem ostatnio bardziej wkurzony, drażliwa, trochę mi nerwy do wszystkiego siadają) i w tej chwili pojawiła się myśl, żeby ją szatan opetal. Az mnie osłabiło. Pomyślałam do Boga, że to odwołuje, że ja nie chce dla niej nic złego. Wydaje mi się, że to też jakiś natre, bo tak w pełni świadomie bym tego nie życzyła. Az mi się odechciało książki czytać, prawie się popłakałam i tak się zdenerwowałam, że wpisałam sobie coś do wyszukiwarki i zaczęłam czytać, może nie potrzebnie, bo to tylko jeszcze bardziej później mnie zadrecza. Powinnam coś zrobić? Czy jak powiem Bogu, że to odwołuje wystarczy?

I teraz jeszcze tak przejęłamprzejęłam się ta sytuacją, że znowu zaczęłam mieć takie głupie myśli, że jak coś zrobię, to ta dziewczyna bedzie opetana i nie potrafię zignorować takich myśli, kilka razy znowu dałam sobie spokój z wykonaniem jakiejś czynności, ale później mowie sobie, że to tylko głupie, natretne mysli, że swiruje i tego nie chce i wykonuje jakaś czynność, bo tak to można tylko siąść i przestać jeść i uczestniczyć w życiu, ale czytałam sobie książkę i znowu pojawiła się myśl, że jak ja dziś skończę czytać, to znowu... a, że planowałam ja dziś skończyć, to znowu miałam podenerwowanie i dylemat, myślę sobie do Boga, że to nie prawda, że ja nawet nie znam tej osoby, jest mu obojętna, ale nie życzę jej źle, czytałam dalej, ale takie podenerwowanie się utrzymało i tak pomyślałam, że już bym wolała, żebym to była ja (w sensie, że nie chce brać takiej odpowiedzialności za innych, ale ja też tego nie chcę). I jeszcze teraz musze się tym przejmować i naprawdę zastanawiam się czy dokończyć te książkę czy ja zostawić. To jakiś koszmar.


2. Przez tą myśl zaczęłam szperać po internecie i naczytałam się o złorzeczeniach, nawet kilka razy na takie strony wchodziłam, zaczęłam sie obawiać, ze na kogos spojrzę i coś o nim pomyślę, te uoczenia, tak to się chyba nazywa, ale później jakoś o tym temacie zapomniałam, tylko, że w pewnym momencie w ciągu dnia, zaczęłam myśleć, ze ja naprawdę potrzebuje pomocy, bo dziś tak źle się czuję psychicznie, że az mi siebie żal, przejęłam sie tamta myślą. I tak zaczęłam myśleć, jak mam porozmawiać o tym z rodzicami i pomyślałam, ze ich zawiodę i nie zrozumieją tego, powiedzą, ze jestem słaba psychicznie i znowu troche złości sie we mnie pojawiło, nie, ze sie wściekałam, to takie chwilowe i automatycznie mi wleciała myśl złorzecząca ’niech ich p pochłonie’. Często tu pisałam juz, ze po jakiejś myśli wszystkiego mi sie odechciewa, ale teraz naprawdę ja juz nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Powiedziałam Bogu, że to odwołuję, wpisałam znowu temat w wyszukiwarkę, gdzieś znalazłam takie pytanie i odpowiedz była, że to chyba musi być takie w pełni świadome, znalazłam tez, ze z takiego czegoś nie wystarczy sie wyspowiadać, tylko trzeba Bogu powiedzieć, ze sie to odwołuje i poprosić, zeby takie cos zamienił w błogosławieństwo, powiedziałam tak z piec razy, a pózniej znowu tak pomyślałam, moze w senie, ze to było powtórzenie takich słów. I pózniej jeszcze cos tak pomyślałam do mamy. Tylko ciagle sie modlę i powtarzam, ze to odwołuje.
Jestem załamana, nie moge sie uspokoić, boje sie, ze znowu tak pomyśle, ze to bedzie miało konsekwencje, niepotrafiących rozstrzygnąć czy to moje czy natrętne myśli, żałuje, ze sie tak o tym naczytałam, bo za duzo wiem i jeszcze bardziej sie boje. Będąc w kościele tez to powtórzyłam, poprosiłam Matkę Boża, zeby ich miała w opiece, ale cały czas mi sie wydaje, ze nie dokładnie powiedziałam do Boga, ze to odwołuje, ze powinnam powtórzyć i powiedzieć jeszcze raz. Tak sie boje, ze to cos im zrobi, ze teraz te myśli sie przerzucą na to. Myslalam, ze gorzej byc nie moze, a jednak.
Tak konkretniej, to jak teraz tak sie boje, ze tak pomyśle, to nawet jak taka myśl wywołam, to dopiero ona bedzie ważna jak ja zaakceptuje i będę w niej miała upodobanie?

3. Tak sie przejęłam tymi myślami, ze dzis na Mszy ciagle o tym myslalam i bałam sie, ze na kogos cos pomyśle i tak zaczęłam myśleć, ze ludzie idą do Kościoła i sie czuja bezpiecznie, ze nikt na nich niczego nie myśli, a tu przyszedł,tak szatan. Zreflektowałam sie, ze tak pomyślałam i nie spodobała mi sie ta myśl, to mozna uznać, ze ja odrzuciłam?

4. Mam wątpliwości co do tej sytuacji, ktora opisywałam w wiadomości, ale nie wiem, o co moge zapytać, moze czy jestes w miarę do tego pewny? I wczoraj jeszcze pytałam czy uważasz, ze po tylu scenach, ktore tu robiłam, jakakolwiek mysl z tacy wszystkich, ktore tu opisuje i opisywałam mogła prowadzić do ściągnięcia na mnie czegoś złego? Boje sie isc do spowiedzi, ciagle to odkładam, boje sie, co powie ksiądz.

5. Moze to nie pytanie na te stronę, ale te natrętne myśli. To nie tylko myśli, ktore same przychodzą i wpadają do głowy, ale tez, ktore same wywołujemy, mimo ze nie chcemy o czymś tam myśleć I ciagle do tych myśli wracamy?




Nie powiedziałbym, ze u mnie jest bez zmian. Jest gorzej, dzis chyba jest dzien krytyczny,ciagle płacze, nie wiem co ze sobą zrobic, mam ochotę sobie rwać włosy z głowy. Wstałam rano i myslalam, ze bedzie dobry dzien, a jest chyba najgorszy ze wszystkich. Sama nie wiem, jak mam sobie pomoc, bo ja nie chce tak żyć, dałam sobie troche jeszcze czasu i jesli to sie troche nie uspokoi, to musze działać, ale ja juz nie moge cieszczyc sie normalnym funkcjonowaniem, wykonywać obowiązków, bo ciagle mysle o tych myślach.
Dzis w kościele uświadomiłam sobie, jaka moja wiara jest spaczona, nie wiem czy to odpowiedzie słowo, ale najlepiej mi pasuje. Ja sie nie skupiam ma wierze, tylko całkiem na czym innym, to jest chore. Normalni ludzie idą w niedziele do kościoła i przez tydzien żyją jak normalni ludzie, maja swoje sprawy, chodzą na zakupy, oglądają seriale, a ja... szkoda gadać. Szkoda mi tych wszystkich dni, tego czasu, bo to wszystko tak ucieka, żyje teraz tylko, zeby przetrwać, właściwie od tygodnia tak jakbym chodziła sama wokół siebie na palcach, zeby tylko nic nie pomyśleć, jak była jakaś myśl, to autentycznie cały dzien sie kręcił wokół lęku przez nią, a teraz tak bardzo chce sie od tego odciąć i żyć jak normalny człowiek, tylko tak sie boje, ile ja namieszałam.. Przepraszam za takie użalanie.




Data dodania: 2017-09-10 20:13:40, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Izaa ja na Twoim miejscu nie czekałabym dłużej tylko szukała jakiejś pomocy. Bóg uzdrawia i to On Ci pomoże, ale w tym mogą też pomóc Ci inni ludzie. Męczysz się strasznie. takie życie jest ciężkie dla Ciebie i otoczenia. Pytania co prawda nie są skierowane do mnie, ale odp na kilka z nich.

1. Nie miałaś złych intencji. To pojawiło się samo. Zostaw to. Nic nie musisz odwoływać. była myśl , nieprzyjemna i niechciana, do tego od razu jej żałowałaś. Nie ma tu żadnej winy.

2. Szukałaś w necie z powodu napięcia. Z powodu strachu i tego samego napięcia przyszło to czego się obawiałaś - złorzeczenia. To wszystko nerwica. Nie chciałaś by rodzicom stało się coś złego. Napięcie wywołało myśl. Nic przez przypadek się nie dzieje.
3. Nie bardzo rozumiem co masz na myśli.

5. Natrętne czyli nie chciane, nie lubiane , nie akceptowane. ty je wywołujesz, bo ich sie boisz, dlatego są natrętne. nie chcesz robić nic złego. Nie wybierasz tych myśli jako swoich. dlatego są natrętne.

Zapamiętaj, grzech musi byś świadomy i DOBROWOLNY i w materii poważnej. Myśłi, które przychodzą nie są dobrowolne. Jeśli coś przychodzi, dociera do Ciebie, że to złe, a Ty tego nie wybierasz, to nawet jeśli to się pojawia to nie jest to grzechem. A więc, żadne skojarzenia, przypomnienia, wpadnięte myśli nie są grzechem. Potrzebujesz pomocy, to pewne. Ja mam wsparcie od przyjaciółki. Zdaje się, że próbuje mnie rozumieć. Rodzice znają problem, ale z rozumieniem to różnie bywa. Nie piętnują mnie, nie wyśmiewają, nie mowią jak na początku "weż się w garsc". Wiedzą co się ze mną dzieje i tyle. Wiedzą, że to choroba, choc jej nie rozumieją.
Poszukaj kogoś z kim będziesz mogła porozmawiac. Nie chodzi o to by ciągle mówić o tym, ale by był ktoś kto Cię wesprze. Poszukaj jakiegoś ogarnionego księdza. i koniecznie idź do spowiedzi. Jak Ci Jezus ma pomóc jak odkładasz spotkanie z Nim? On czeka z wytęsknieniem, chce Cię przytulić i otrzeć łzy. Chce utulić Twój żal i uzdrowić Twoje rany. Bo spowiedź to nie tylko sakrament Pokuty i Pojednania ale też sakrament Uzdrowienia. W pojedynkę nie dasz rady sobie z tym wszystkim Pozwól Jezusowi pomóc. Każde spotkanie z Jezusem w Eucharystii nas uzdrawia i umacnia. Jezus realnie jest z nami, to On strzeże nas i chroni przed upadkiem. Dlaczego pozbawiasz się tej wspaniałej Opieki i Ochrony samego Boga?
Idź do spowiedzi. Nie idź w czasie Mszy, tylko gdy ksiądz będzie miał więcej czasu. możesz tez podejśc do konfesjonału powiedzieć ogólnie z czym się borykasz i poprosić o jakiś termin spowiedzi by nie czuć za plecami oddechu innych czekających. Ksiądz Ci nie da po głowie. Pamiętaj, że w konfesjonału jest przede wszystkim Miłosierny Jezus. On tam jest, On Cię zna i Jemu wystarczy, że wyznasz swoje grzechy tak jak umiesz. tyle wystarczy. bo reszty dokona Bóg. Pomódl się o dobrą spowiedź, pomódl się o Ducha Swiętego, zanurz tą spowiedz w Krwi Chrystusa, a sam Jezus Cię przez nią przeprowadzi. Nie bój się. Wiem, ze to stres, ale jeśli oddasz to Jezusowi to będzie dobrze. Na pewno jest w parafii jakiś chciać co wygląda na ludzkiego ;) możesz też udać się na spowiedź do zakonnika, oni podobno mają więcej czasu. I koniecznie powiedz o tym, że masz skrupuły, mozę nawet nerwicę. Powiedz, że podejrzewasz u siebie te problemy. Wtedy ksiądz będzie wiedział jak z Tobą postępować by nie zrobić Ci krzywdy :) powodzenia


Data dodania: 2017-09-10 20:39:03, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

3. Znowy pomyślałam taka myśl. Wczesniej mama o cos sie na mnie wkurzała i cos mówiła podniesionym głosem z drugiego pokoju, a ja az sie złapałam za głowę i szeptała sobie nie, nie, nie, ze znowu cos pomyśle, a pózniej wlasnie czułam obawę, ze cos pomyśle i nawet myslalam sobie, ze jak takie słowa pchają sie do głowy i jakos sama dałam pozwolenie tej myśli i ja pomyślałam i znowu powiedziałam, ze odwołuje i tak jak wczesniej. Ogólnie to teraz nawet te słowa wracają,, ale niby nie chce tego zła dla bliskich, tylko przy tych słowach pojawia sie tez myśl o takiej osobie i sie denerwuje i znowu mysle, ze odwołuje i mam wyrzuty sumienia, ze powinnam isc do drugiego pokoju i to powiedzieć na spokojnie na głos do Boga, a nie na szybko przed telewizorem.

Z odkładaniem spowiedzi, to chodzi mi, ze na następny dzien, a na następny znowu na następny. Zmęczona jestem tym wszystkim, a do spowiedzi musze sie przygotować i nie mam na to siły, ale pójdę, potrzebuje tego.
Wlasnie ja chodzę do spowiedzi, gdzie jest powiedzmy stala spowiedź, nie chodzę u siebie w parafii, jednak zawsze sie trafia ma innego księdza, nie wiem, na kogo trafie.


Czekam dlatego, ze zauważam, ze jak nie siedzę w domu i potrafię troche zignorować takie myśli, to jest lepiej, duzo i jakos, moze naiwnie wierze, ze ro sie uspokoi i jak jeszcze wyjaśnię wątpliwości z księdzem, to moze sama dam radę, zapomnę, zajmę sie czymś innym.

Data dodania: 2017-09-10 21:39:31, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

3. Tak sie przejęłam tymi myślami, ze dzis na Mszy ciagle o tym myslalam i bałam sie, ze na kogos cos pomyśle i tak zaczęłam myśleć, ze ludzie idą do Kościoła i sie czuja bezpiecznie, ze nikt na nich niczego nie myśli, a tu przyszedł,tak szatan. Zreflektowałam sie, ze tak pomyślałam i nie spodobała mi sie ta myśl, to mozna uznać, ze ja odrzuciłam?

4. Mam wątpliwości co do tej sytuacji, ktora opisywałam w wiadomości, ale nie wiem, o co moge zapytać, moze czy jestes w miarę do tego pewny? I wczoraj jeszcze pytałam czy uważasz, ze po tylu scenach, ktore tu robiłam, jakakolwiek mysl z tacy wszystkich, ktore tu opisuje i opisywałam mogła prowadzić do ściągnięcia na mnie czegoś złego? Boje sie isc do spowiedzi, ciagle to odkładam, boje sie, co powie ksiądz.

Ad.4 Droga damo, zaraz zacznę uważać, że Ty w zabobony wierzysz... Czy Ty te wszystkie myśli tworzysz z ciekawości, aby sprawdzić, czy coś się wydarzy? Oczywiście, że nie. Dlatego nie można mówić o jakimś poranieniu duchowym...

Nie wiem do końca o czym mówisz, ale jeśli coś już pisałem to zapewne byłem pewien.

Ad.3

Cały czas w tym wszystkim grzebiesz. Napisałem Ci, że z takimi natręctwami można spokojnie dać sobie radę i tak jest, ale... Ty potrzebujesz pomoc specjalisty. Najpierw idź do księdza opowiedz mu o wszystkim, poproś o modlitwę za Ciebie. Następnie módl się do Matki Bożej o łaskę walki z chorobą, a w ostateczności udaj się do psychologa.

Powiem jedno, z własnego doświadczenia wiem jak nerwica jest uciążliwa, ale wiem również, jak można nad tym wszystkim zapanować... Tylko nie wiem Izo, czy do wszystkich rad się dostosowujesz, bowiem niemożliwe jest, że to w takim stopniu dalej narasta...

Płaczesz, ale dlaczego? Może dlatego, że wciskasz Pana Boga, tam gdzie nie powinnaś? Dlaczego usiłujesz przypisać winę moralną, poranienia duchowe do choroby? Dlaczego?

Nie skupiasz się na Bogu, bowiem skupiasz się na chorobie, ale dlaczego? Czy moje wszystkie rady zawodzą? Wątpię... Te wszystkie sposoby na obniżanie lęku, skupienia, są metodami psychologicznymi.

Napisałem Ci już kilka razy, że cała sfera powiązana z nerwicą natręctw nie podchodzi pod winę moralną. Więc dlaczego płaczesz?

A, co do myśli to nie rozumiem, w czym ma tkwić problem.

Z Bogiem.

EDIT

Od jutro zacznij porządne reformy duchowe... Oddaj się Niepokalanemu Sercu Maryi i w raz z Matką Bożą walcz z chorobą - ale sprawnie!;p

Włączam Ciebie w modlitwę.






Data dodania: 2017-09-10 21:18:58, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Bo ja cały czas nie umiem odróżnić czy myśl spowodowana jest nerwicą czy ja je sama wywołuję. Tak jak w przypadku rodziców, wywołuje taka myśl i się boję, cały czas to odwołuje i znowu mysl sie pojawia, a ja tak sie obawiam, ze serio to jest złorzeczenie, ze nawet jak wydaje mi sie , ze nie, to i tak odwołuje, bo co jesli ja tego nie odwołam. Cieżko nawet mi to opisać. Po prostu boje sie, ze w którymś momencie tego życzyłam i ciagle chce to odwoływać i jeszcze przez to jest mi tak zle, bo to najważniejsze osoby w moim życiu,

Histeryzuje, ale sie znowu powtórzę, cieżko takie cos zignorować, jak sie nie jest pewnym.

Nie do końca sie stosuje, bo dopiero wczoraj zaczęłam ignorować tamte myśli, a teraz pojawiły sie te i znowu sie zaczyna. Najgorsze jest to, ze ja sie boje zignorować te myśli. Teraz sie najbardziej boje, ze faktycznie któraś myśl, to było złorzeczenie i nie wiem, co robic.


Od jutra kolejna proba walki z tym badziewiem, zastosuje sie do rad, mam nadzieje, ze bedzie lepiej.

Data dodania: 2017-09-10 21:59:58, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Szczęść Boże!

Bardzo prosto jest rozróznić nerwicę.

Wystarczy zadać sobie pytanie "Dlaczego to wszystko robię".

Poza tym już pisałem "Jeśli nie chcciałaś zrobić nic złego, nie chciałaś nikogo skrzywdzić, to zwal na nerwicę".

Tobą kieruje przymus wewnętrzny, dlatego bie ponosisz winy moralnej.

Z Bogiem.

Data dodania: 2017-09-11 08:55:44, autor: Tazel

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Nie do końca tak łatwo, bo jak w stanie zdenerwowana, nawet dajmy na to, ze taka myśl pomyśli sie z powodu nerwicy, ale tu juz sie pojawi wątpliwość.
Mozna uznać, ze jak zaraz po takiej myśli czuje sie zdenerwowanie i wyrzuty sumienia, to znaczy, ze natręctwo? W sumie tez chyba nie do końca, bo mozna na kogos tak pomyśleć w emocjach i zaraz poczuć sie z tym zle.

Data dodania: 2017-09-11 09:12:43, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ja mam tak samo, ze najczesciej przychodzi w emocjach. Mysle, ze mozna przyjac, ze to natrectwo, bo to taki troche przerost formy nad trescia: drobne zirytowanie i juz zlorzeczenie.

Nawet jak masz wrazenie, ze tym razem to juz na 99.99% zaakceptowalas jakas mysl, to i tak prawdopodobnie jest to natrectwo.

W ostatecznosci powolaj sie na to, ze emocje zmniejszaja wine moralna, ale Ty nawet nie masz zlych intencji i Twoje sapmopoczucie po tych myslach o tym swiadczy.

Data dodania: 2017-09-11 14:30:49, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Może rzeczywiście spróbuj jakiejś terapii. Ja już jestem umówiony na następną wizytę :P. Jest obawa, co psycholog powie na moje natręctwa, czy zrozumie moje obawy, ale jednak chcę pójść na wizytę i szczerze mówiąc ta potrzeba nigdy nie była chyba tak szczera.

Też często oglądam się za tym światem, który żyje normalnie. Może nie powinniśmy tej wrażliwości rozpaczać jednak w kategorii kary? Nawet jeżeli więcej jest lęku niż miłości, to jednak po coś ta nerwica jest, do czegoś ma doprowadzić.

Może muszę nauczyć się wdzięczności, pokory? Nie wiem.

Rozumiem, że rok akademicki od pażdziernika? Myślę, że to Ci trochę pomoże, mnie szkoła jednak wiele teraz daje.
Staram się być wdzięczny za każdy sukces i równocześnie nie zgubić szczęścia.

Powodzenia!

Data dodania: 2017-09-10 21:23:31, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Oczywiście nie mam zamiaru ujawniać jakichś personaliów, czy szczegółów. Po prostu zaskoczyła mnie jedna sugestia i nie wiem, czy zacząć o tym pisać.



Data dodania: 2017-09-10 18:54:14, autor: abcd114

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Mam pytanie, bo znowu zaczynam się nakręcać i potrzebuję, żeby mi ktoś trochę rozumu przelał przez internet.
Te moje natrętne myśli. Nie potrafię zaakceptować, że to nerwica, natręctwo, nie moja wina.
Jak kiedyś na spowiedzi miałam podczas kazania jakąś myśl dotyczącą nieczystości (niechcianą), to teraz z tych nerwów ciągle się coś takiego przytrafia. Na ostatniej spowiedzi znowu to było, zaczęłam się bardzo denerwować, że coś pomyślę i te myśli zaczęły mi nachodzić głowę, kilka razy księdzu w czasie nauki mówiłam, że jakieś myśli mi ciągle się pchają, ale teraz się zastanawiam czy na pewno wszystko dobrze z ważnością spowiedzi. Ksiądz mówił, że myśli grzechem ciężkim są wtedy, kiedy się chce tą myśl wykonać.
Zaczynam się denerwować, że może sama takie myśli sprowokowałam, ale to tylko chwilowy obraz, nie dla przyjemności, zwłaszcza, że spowiadając się z grzechów nie chcę od razu popełniać nowego.
Znalazłam takie coś - Kiedy zatem trzeba się wyspowiadać z myśli erotycznych, kiedy stają się one nieczyste? W dwóch sytuacjach. Gdy fantazje erotyczne są przez kogoś świadomie prowokowane, by wywołać podniecenie (na przykład przez oglądanie pornografii lub dobrowolne przywoływanie wyobrażeń), lub wtedy, gdy świadomie i dobrowolnie pragnie on dokonać czynu grzesznego, ale z takich czy innych powodów do niego nie dochodzi.

Czyli na podstawie tego opisu nie ma u mnie grzechu ciężkiego, bo to nie było dla żadnej przyjemności, pragnienia niczego takiego nie było.

Dokładniej chodzi o myśl dotyczącą nieczystości i osoby duchownej. Mówiąc, że podczas spowiedzi mam takie myśli (tylko jak się skupiłam, że się obawiam, że mogę je mieć, przypomniałam sobie o nich), to mówiłam, że mam jakieś złe myśli (takie chwilowe obrazy, ale gdzie nie spojrzałam, to od razu skojarzenie). Teraz czuję podenerwowanie, że może w tym była jakaś moja wina, ale ile też można księdzu powtarzać o tych myślach.

Czy widzicie w tych myślach na spowiedzi grzech ciężki? Na logikę, jak pisałam, to wychodzi, że nie, bo z tego wszystkiego rozumiem, to myśl jeśli jej nie rozwijam, jeśli nie mam czerpać z niej jakiś przyjemności, to nie powinna być grzechem? Tylko mi zdenerwowanie tą logikę zaczyna przysłaniać. Pomóżcie, nie chcę się wkręcić w latanie do spowiedzi co tydzień.

Data dodania: 2017-11-09 16:45:07, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Chciałam się jeszcze poradzić. Byłam ostatnio u spowiedzi i trafiłam na naprawdę miłego i pomocnego spowiednika, ale chyba nie bardzo rozumiał o co mi chodzi z nerwicą. Uspokoił, że te myśli i to wszystko, to nic nikomu nie grozi, ale powiedział, że te myśli to są typowe pokusy i teraz jak takie myśli będę mieć, to żebym dobrze nie pamiętam, ale w jakiś sposób się jej wyrzekła czy poprosiła, żeby Bóg tej osobie błogosławił. Zapytałam czy mogę tak robić ogólnie, na koniec dnia, wieczorem, odpowiedział, że po każdej myśli, ja zaczęłam mówić, że przecież lepiej by było, żebym te myśli ignorowała, bo ja będę to gadać cały dzień, zrobię z tego kompulsję, bo zawsze coś będzie nie dokładnie czy coś i będę to powtarzać, ale coś odpowiedział, że chyba tylko w taki sposób się tych myśli pozbędę. Nie pamiętam dokładnie, w taki sposób mniej więcej to zrozumiałam.
Teraz zaczęłam się obawiać, że jak jakąś taką myśl będę miała, to jak nie powiem, żeby Bóg komuś błogosławił czy się tego nie wyrzeknę czy coś jeszcze, to taka osoba może być zagrożona?

Wydaje mi się, ze przez to mi się te myśli nasiliły, bo się na nich skupiam, ciagle myślę, żeby Bóg błogosławił, ale pewnie z mojej winy znowu znowu staram się najdokładniej powiedzieć słowo, ppowtarzam, przerywam czynność, żeby to pomyśleć.

Znowu zaczynam się bać, że cos pomyślę, bo trzeba będzie to odwoływać, nakręcam się.
Wieczorem przy pacierzu mówiłam, że wyrzekam się złorzeczeń na kogoś, odwołuję, błogosławię tym osobom, ale ciągle wydaje mi się, że jestem za mało skupiona, byłam już bardzo śpiąca, nie miałam siły tyle razy tego powtarzać, kładąc się spać jeszcze kilka myśli, że komuś błogosławię, bo się nakręcam już za bardzo, wstałam rano w końcu spokojna po spowiedzi i od razu jak sobie przypomniałam, że jakaś myśl tam wczoraj była, to lęk, że się wieczorem nie dobrze wyrzekłam, może ze zmęczenia przy myśli nie powiedziałam błogosławieństwa, moze sama z tego wszystkiego takie myśli prowokuję, bo jak widzę ważne dla mnie osoby, to od razu mam obawy, że coś pomyślę, i od rana jak tylko wstałam, to znowu najpierw się wyrzekałam.

To jest wykańczające, ja uważam, że mimo wszystko te kompulsje i przebieg pokazuje, że to zaburzenie psychiczne, coś czego się boję, co jest dla mnie ważne. Myślałam, że może po spowiedzi jak będę wiedziała, że nie ma co się obawiać, to w końcu zacznę konkretnie stosować się do rad na nerwicę i zacznę sobie radzić, że jeszcze trochę dam sobie czasu i spróbuję sama, a jak nie, to do specjalisty, a teraz nie wiem, co robić.

Jeśli się czegoś nie odwoła, nie błogosławi tej osobie, ale mimo to żadnych złorzeczeń nie chce, to coś się może stać takiej osobie?

Data dodania: 2017-11-10 10:49:00, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Chciałam się poradzić. Byłam ostatnio u spowiedzi i ksiądz chyba nie do końca zrozumiał. jak duży mam problem z nerwica, w sumie wiadomo, ciężko jest na szybko wszystko opowiedzieć. W każdym razie ksiądz powiedział, ze te myśli, to są pokusy, żeby po każdej takiej myśli, nie pamietam dokładnie, ale jakoś się jej wyrzec czy poprosić o błogosławieństwo. Powiedział, ze w taki sposób się tego pozbędę czy coś takiego, nie pamietam dokładnie.
Niestety to chyba nie jest dobra rada, nasiliły się myśli, a przede wszystkim kompulsje. Ciagle proszenie o błogosławieństwo mimo wszystko utrudnia funkcjonowanie, nasilają się obawy, bo nie dokładnie, bo czasem nie mogę od razu się oderwać od czegoś, żeby to pomyśleć. Ogólnie jestem podłamana, bo myślałam, ze jak się po spowiedzi uspokoję, to będę mogła próbować stosować się do zasad wychodzenia z nerwicy, a wtedy te myśli powinnam ignorować i akceptować, ze są, choć nie zgodne z moimi poglądami.
Teraz mam strach, ze jak nie poproszę o błogosławieństwo, nie wyrzeknę się, to coś się może stać.

Data dodania: 2017-11-11 14:40:32, autor: Izaa

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Poszukaj stałego spowiednika, na prawdę. To Ci pomoże.

Data dodania: 2017-11-16 21:07:15, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica