Pokoje  • Spis tematów  • Dodaj nowy temat  • Szukaj  • Blog  • Zaloguj się

Wszystko o grzechu i pokucie. Tutaj zapraszamy tych, którzy nie wiedzą jak się spowiadać, z czego się spowiadać oraz tych, którzy nie potrafią określić wagi grzechu i zadają odwieczne pytanie "czy to grzech, jeśli..."

Temat: Nie potrafię ocenić czynu.

Uporządkuj w/g daty dodania Uporządkuj w/g wątków

Pragnę (tak, już nie chcę, a pragnę, prawdziwie i realnie) jutro przystąpić do sakramentu pokuty. Nie potrafię jednak rozeznać, czy pewne czyny (i słowa) przeze mnie popełnione mają charakter grzechu ciężkiego, czy też nie. Wiem, że chrześcijański to one nie są. Mianowicie chodzi mi o sytuację, kiedy używam wulgaryzmów ale wobec konkretnej osoby. Jednak tej osoby to nie rani w żaden sposób, kiedy nazywam ją w sposób niecenzuralny. Czy w takiej sytuacji zaistnieje grzech ciężki? Pytam o tą kwestię, bo na prawdę nie wiem jak do tego podejść. W środowisku kibicowskim bardzo często mają miejsce takie słowa padające wobec konkretnych osób (przykładowo na sędziego), a ja z kibicowskim środowiskiem jestem silnie związana (oczywiście w tym zdrowym znaczeniu typu: doping, oprawy, a nie ustawki i robienie komuś realnej krzywdy tylko dlatego, że ten ktoś jest za inną drużyną). Drugim jest sprawa gry, w którą gram. Wiem, że gra jest programem, nad którym pracowali ludzie, a ja nie zakupiłam jej w sklepie, to starsza gra i mam ją ściągniętą z internetu. Jak dobrze sobie przypomnę (i znów włączają mi się natrętne myśli, że tego nie było...), to kapłan powiedział mi kiedyś, że tutaj ciężko nie grzeszę. Czy zostawić tą sytuację?

Ogólnie w moim życiu obecnie nie jest dobrze. Moje natręctwa myślowe ciągle dają o sobie znać (przykładowo: pójdę do sklepu, a potem zastanawiam się, czy ja rzeczywiście w tym sklepie byłam i jednym słowem przeżywam emocjonalne męki, są to myśli podważające wszelkie czynności, które podczas dnia wykonywałam) oraz przypomina mi o sobie derealizacja (czuję się bardzo nieswojo w otaczającym świecie, wszystko jest takie dziwne). Czeka mnie psychoterapia. Może Bóg dopuszcza do mnie takie ataki tych natręctw i derealizacji ponieważ ostatnio wręcz od Niego się odwróciłam? Dziś znów zwątpiłam, że te okropne stany kiedykolwiek mi miną.

Data dodania: 2019-06-01 20:31:17, autor: malka

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

" Może Bóg dopuszcza do mnie takie ataki tych natręctw i derealizacji ponieważ ostatnio wręcz od Niego się odwróciłam?" - nie sądzę by tak było. Bóg nie jest sprawcą udręczenia. Owszem, zdarza się, że dopuszcza różne rzeczy by ludzie się nawrócili, pozwala więc na różne sytuacje by obudzić ludzkie sumienia. Próbujemy zrozumieć takie sytuacje choć przychodzi nam to trudno. Bóg na pewno jednak kieruje się miłością i dobrem każdego z nas. Pewnie więc Bóg może wykorzystać różne sytuacje do zawrócenia człowieka z złej drogi. Ty jednak masz problem z nadwrażliwością. Natręctwa są wynikiem choroby. Myślę, że bardziej potrzebujesz czułości i delikatności. I w przypadku takich cierpień, których doświadczasz myślę, że Bóg chce przyjść do Ciebie z troskliwością Tatusia. Oczywiście to tylko moja opinia. Widzę Twoje cierpienie i myślę, że dobry Bóg tym bardziej je widzi i pragnie Ci pomóc. Nie zostawia, nie karze, tylko śpieszy Ci z pomocą. Najlepiej powierzać Mu swoje cierpienia, mówić Mu o nich. Bo On na prawdę ciągle z Tobą jest. Nawet gdy Ty się oddalasz to On ciągle trzyma Cię za rękę. Osobiście myślę, że nigdy nie znajdziesz odpowiedzi na to dlaczego tak się z Tobą dzieje. Myślę też, że nie warto szukać odp. Nie musimy wiedzieć. najważniejsze, że z nami cały czas jest Bóg i On nie pozwoli by stała Ci się krzywda. Choć boli, choć się boisz to nigdy na Twoje barki nie zostanie włożone więcej niż możesz udźwignąć. Bóg nie pozwoliłby na taki ciężar. Jeśli jednak pozwala na jakiś ciężar to też daje od Siebie siły, da wszystko co pozwoli Ci to udźwignąć. Trzeba Mu pozwolić to dźwigać. Bo On z Tobą może dźwigać to cierpienie a nawet za Ciebie gdy Ci braknie sił.
Oddaj się Bogu taka jaką jesteś. On Cię kocha bez względu na cokolwiek. Jeśli już jesteś po spowiedzi to pozwól Mu się prowadzić. Proś o zaufanie. Ucz się polegać na Nim. Twoja choroba nie jest Twoją winą ale przez nią możesz się wiele nauczyć. ja zrozumiałam wiele rzeczy. Więc na pewno Bóg nawet z trudnej i bolesnej sytuacji potrafi wyciągnąć dobro. Może nawet nas w tych sytuacjach uczy, wykorzystuje je, ale jest z nami. I zdecydowanie pragnie dla nas życia pełnego radości

Data dodania: 2019-06-02 12:16:44, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Jestem już po bardzo udanej spowiedzi. Nawet uważam, że obecność kapłana jaki dziś spowiadał to mógł być dla mnie znak z racji tego, że ostatnim razem ten sam kapłan był w konfesjonale ale to ja nie poszłam do spowiedzi. Zapytałam o kwestie, które tutaj opisałam. Jeśli chodzi o ściąganie gier z internetu usłyszałam, że nie jest to grzech o ciężkiej materii (jednak teraz się trochę tradycyjnie dręczę, że przecież ja gram w tą grę i że tego nie powiedziałam ale na logikę biorąc tą sytuację to uważam, iż ciężko nie grzeszę) i chyba skoro usłyszałam, że nie jest to grzech ciężki, to nie mam o co się bać i wręcz demonizować tego? Za to co do drugiej sytuacji kapłan chyba źle mnie zrozumiał z racji mojego uogólnienia. Powiedziałam po prostu o wulgaryzmach skierowanych do jakiejś osoby a nie sprecyzowałam, że chodzi mi o środowisko kibicowskie (o przyśpiewki już nie na drużynę przeciwnika ale wobec samego przeciwnika jakim są kibice tej drugiej drużyny) Tak jak w przypadku śpiewania na przeciwny klub, ja śpiewając (i zdając sobie sprawę, że nie jest to chrześcijańskie) konkretnie wobec kibiców drużyny, z którą mój klub rozgrywa mecz, traktuję ich w sposób normalny, jako moich bliźnich, a te przyśpiewki to element tej stadionowej subkultury. Może trochę ciężko to zrozumieć ale na prawdę tak jest, ja to rozdzielam, mam dystans do tego, co śpiewam. Oczywiście nie mam zamiaru śpiewać czegoś (przynajmniej się starać), co już jest na prawdę złe.

Dziś jednym słowem oddałam Bogu wszystko i całą siebie. Przyszłam do Niego, przyjęłam Komunię i staram się ufać. Wyspowiadałam się najlepiej jak mogłam z tego wszystkiego, do czego miałam pewność 100%. Pomyślałam, że moje natręctwa oraz derealizacja się nasilały, bo, przyznam, ostatnio żyłam całkowicie bez Stwórcy. Jednak myślę Kapturku, że masz rację. Przecież Bóg z pewnością nie chce widzieć cierpienia człowieka. On przecież kocha i uzdrawia ale człowiek musi sam tego chcieć i o to walczyć. Pan nie jest wróżką, która magicznie sprawi, że nagle wszystkie choroby i trudności przejdą. Człowiek musi wykazać swoje zaangażowanie i dopiero wtedy wszystko co złe może zacząć ustępować. Oddałam Mu dziś całą siebie.

Data dodania: 2019-06-02 13:50:24, autor: malka

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

I bardzo dobrze. Myślę, że z Bogiem trzeba po prostu współpracować. Niektóre uzdrowienia może mogą dokonać się natychmiastowo i to jest dobre dla konkretnej osoby. Jednak inne wymagają czasu, chęci a nawet pracy człowieka. Taki proces uzdrawiania może być bardziej korzystny dla danego człowieka niż sam moment uzdrowienia. Też ciągle chciałabym wyzdrowieć od razu. To naturalne, że człowiek nie chce cierpieć. Ale czas zmagania z chorobą dał mi naprawdę wiele. Myślę, że gdybym po prostu wyzdrowiała to raz, że nie umiałabym tego docenić, to dwa nie byłabym wstanie zmienić swojego życia na lepsze bo nie zdobyłabym tych doświadczeń i wiedzy o mnie samej. Czasem sobie myślę, że ta choroba to wręcz łaska. Może nie ona sama ale to co Bóg może z niej wyprowadzić. Choroba zabrała mi wiele ale tez pokazała to co najcenniejsze w życiu, nakierowała na nowe tory, dała pewne kompetencje do radzenia sobie z życiem, z sobą i dała nowe spojrzenie na samą siebie i oczywiście na Boga. Jeśli pozwolisz Bogu się prowadzić to On mimo tej choroby zaprowadzi Cię w miejsca gdzie doświadczysz wielkich radości. Sama choroba, wierzę że też minie. Bo tak jak napisałaś, Bóg nie chce naszego cierpienia. On umarł po to byśmy życie mieli. A to życie mamy mieć już tu na ziemi. Więc wierzę, że wyzdrowiejesz, ale też wierzę, że Bóg z Twego stanu wyprowadzi takie dobro jakiego nie jesteśmy wstanie nawet sobie wyobrazić. Podejrzewam, że przygotował dla Ciebie wielkie rzeczy. Starczy byś tylko z Nim była. Bo Jezus Cię kocha. Więc zadba o wszystko

Data dodania: 2019-06-02 22:06:11, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Ogromnie chciałabym wyzdrowieć już teraz, zaraz, jednak pozwalam działać Bogu. Niech On się tym zajmie, a ja zajmę się tym problemem poprzez psychoterapię. Jeszcze rok temu wszystko było normalnie i nagle wpadłam właśnie w ten stan. Dziś oddałam wszystko Stwórcy i codziennie będę to czynić. Najgorsze jest, że zwykłe czynności potrafię sobie w głowie "zdemonizować" i zamęczam się, czy aby czasem nie zgrzeszyłam ciężko. Dziś pokłóciłam się trochę z babcią (na szczęście wszystko już w porządku) i powiedziałam wiele słów (niektóre sama do siebie ale na babcię, bardzo złe) lecz w złości. W życiu nie myślę w ten sposób, co dzisiaj powiedziałam. Sądzę, że było to podyktowane moimi emocjami. Tutaj nie może być grzechu ciężkiego. Następna sytuacja z dzisiaj: okłamałam babcię. Nie była to jakaś może arcyważna sprawa ale jednak. Rozum mówi, że było to z mojej strony nie okej ale grzechu ciężkiego raczej być nie mogło. Zaczynam pomalutku sama oceniać wagę tego, co robię. Tak jak np. wyrzuciłam dziś śmieci i co z tego, że jest niedziela, przecież śmieci było tyle, że aż same prosiły się o ich wyniesienie. Chodzi mi w tym wypadku o powstrzymanie się od wykonywania prac niekoniecznych. Tak samo tamte wcześniejsze, opisane przeze mnie sytuacje chodzą mi po głowie. I przykładowo jeszcze jedna z dzisiaj: przekłuwałam sobie skórę (wiedziałam, że będą ranki z tego) bo zrobiły mi się wodne, małe pęcherzyki na skórze. Jednak nie było to samookaleczanie, nie było to w celu zranienia siebie i w zasadzie była to moim zdaniem bzdura, więc nie dostrzegam ciężkiego grzechu. Ciągle pojawia się jakaś wątpliwość, którą demonizuję, przez którą czuję się bardzo niepewnie i wręcz szamotam się ze sobą, czy nadal jestem w stanie łaski. Pamiętam, kiedy dostałam na tym forum prostą poradę: mam się spowiadać z tego, czego jestem pewna, że jest ciężkim grzechem, a wątpliwości zostawiać. Grzech ciężki istnieje, kiedy wyrządza poważną krzywdę bliźniemu, bądź sobie samemu i tego się trzymam. Może raz na dobre zaufać tej zasadzie, zaufać na całego Panu i właśnie w taki sposób postępować?

Data dodania: 2019-06-02 22:41:23, autor: malka

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Tak zaufanie Panu to najlepsze wyjście i najpewniejszy ratunek.
grzech ciężki jest planowany, celowy, wybrany przez nas w rzeczy ważnej. Drobne kłamstwa i złośliwości są grzechem lekkim.

Podobnie jak każdy ze skrupułami powinnaś znaleźć stałego spowiednika. Ze względu na prawdopodobną nerwicę (nie wiem czy masz ją potwierdzoną) tym bardziej powinnaś mieć stałego spowiednika, który będzie o tym wiedział i jeszcze super byłoby gdyby to rozumiał :)

Data dodania: 2019-06-03 21:38:57, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Czyli jak zacznę sobie sama tak oceniać i kiedy na prawdę nie będę umiała ocenić grzechu, zastosuję zasadę z forum, iż nad wątpliwościami w kwestii grzechu mam się nie zastanawiać, czy będzie dobrze?

Znów muszę iść do spowiedzi. Wystarczyła chwila i znowu to samo... Do tego znów natrętne myśli podważające co dziś robiłam, mnie atakują plus derealizacja... Nie daję już rady. Czasem brakuje mi już sił i boję się, że to (natrętne myśli i derealizacja) zostanie mi już na zawsze. :( Do tego towarzyszą mi pełne lęku myśli, (kiedy skupiam się na swojej wierze i mnie od niej odciągają, bym straciła nią zainteresowanie i oddaliła się od Boga) że i tak grzeszę ciężko mimo rad tutaj, mimo odpowiedzi kapłanów, których spotkałam. Idzie się wykończyć. :(

Data dodania: 2019-06-04 22:22:57, autor: malka

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

Radzę poszukać stałego spowiednika - naprawdę :)

Data dodania: 2019-06-06 20:32:01, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica

W sumie wątpliwości powinnaś brać na swoją korzyść jeśli zmagasz się ze skrupułami. Ale na to moim zdaniem powinien pozwolić Ci ksiądz.

Jak na prawdę utraciłaś łaskę to nie ma na co czekać tylko iść do spowiedzi :) Te myśli, niepokoje są wynikiem choroby. Choć to trudne, trzeba je ignorować, robić tyle ile możemy, ufać Bogu, przyjmować Komunię a samymi myślami starać się nie przejmować. Wyjściem jest przyjmowanie Komunii i poleganie na Bogu. Trzeba robić tyle ile możemy i ufać Panu, że On wszystkim sie zajmie

Data dodania: 2019-06-06 20:37:18, autor: Kapturek

Odpowiedz / Zaznacz / Zobacz rodzica