Urodziłam się 23 grudnia 1994 roku. Nie, właściwie to nikt nie wie kiedy się urodziłam naprawdę, może nawet tydzień wcześniej, albo tydzień później, ale moi opiekunowie zapisali mi taką datę w dokumentach ku pamięci mojego poprzednika, Jerrego, który właśnie wtedy rozstał się z tym światem. Myślałam, że trudno mi będzie z nim współzawodniczyć, ale po paru tygodniach przekonałam się, że już niepodzielnie króluję w sercach domowników.
Na imię mam Jennifer, ale wszyscy wołają na mnie Jenni. Wołają też inaczej: mordeczko, bąbelku itp. ale ja wolę swoje imię. No bo sami powiedzcie, jak byście się czuli, gdyby ktoś zwracał się do was, zwłaszcza w towarzystwie - pimpciu, pupciu, dziubutku...
Jak byłam malutka wszyscy nosili mnie na rękach i tarzali się ze mną po podłodze, ale nie pozwalali mi na zbyt wiele. Wkrótce jednak przestali mnie nosić z wiadomych powodów. Potem zaczęłam z wszystkimi jeździć na działkę i od tego momentu tak naprawdę wszystko mi wolno. To był rok 1995 i byłam wtedy jeszcze piękna i młoda. Teraz nie jestem juz taka młoda, ale za to nadal bardzo fotogeniczna. No i wciąż wszyscy bardzo mnie kochają.
Jennifer odeszła 25 października 2005 roku.
W ostatnich
latach swojego życia cierpiała z powodu dysplazji stawów
biodrowych.
Była naszym ukochanym psem. Na zawsze pozostanie w naszych
sercach i w naszej pamięci.